Ewangelia według
św. Mateusza
Ewangelia według
św. Marka
Ewangelia według
św. Łukasza
Ewangelia według
św. Jana


Maria Valtorta

Księga VI - Męka Jezusa Chrystusa

–   POEMAT BOGA-CZŁOWIEKA    –

26. MARYJA MUSI USUNĄĆ [DZIEŁO] EWY

Napisane 2 i 5 kwietnia 1944. A, 2466-2485

Jezus mówi:

«Para Jezus-Maryja jest przeciwieństwem pary Adam-Ewa. Jest Ona przeznaczona do usunięcia całego dzieła Adama i Ewy i przyprowadzenia z powrotem natury ludzkiej do stanu, w jakim była, gdy została stworzona: bogata w łaskę i we wszelkie dary udzielone jej przez Stwórcę. Natura ludzka doznała całkowitego odrodzenia dzięki dziełu pary Jezus - Maryja. Oni stali się nowymi Rodzicami Ludzkości. Cały poprzedni czas został unicestwiony. Czas i historia człowieka liczy się od tego momentu, kiedy nowa Ewa, przez całkowitą zmianę stworzenia, wydaje ze Swego nieskalanego łona, za sprawą Pana Boga, nowego Adama.

Ale aby unicestwić dzieła dwojga pierwszych [ludzi], przyczyny śmiertelnej choroby, stałego okaleczenia, zubożenia, więcej: nędzy duchowej – bo po grzechu Adam i Ewa znaleźli się pozbawieni całego bogactwa nieskończonego, danego im przez Świętego Ojca – musieli Ci Dwoje następni postępować we wszystkim i przez wszystko w sposób przeciwstawny do sposobu działania Dwojga pierwszych. Stąd doprowadzenie posłuszeństwa do doskonałości, która [wyraża się w] unicestwieniu siebie i złożeniu w ofierze ciała, uczuć, myśli, woli, by przyjąć to wszystko, czego chce Bóg. Stąd też doprowadzenie czystości do absolutu, dla którego ciało... Czym było ciało dla Nas Dwojga, czystych? Zasłoną z wody na tryumfującym duchu, pieszczotą wiatru dla ducha-króla; szkłem, które oddziela ducha-pana, ale nie psuje go; porywem, który podnosi, a nie ciężarem, który przygniata. Tym było ciało dla Nas. Mniej ciążące i wrażliwe niż szata lniana, lekka substancja stojąca między światem i blaskiem ja nadludzkiego, środkiem dla czynienia tego, czego chciał Bóg. Niczym więcej.

Czy się kochaliśmy? Oczywiście. Doskonałą miłością była Nasza miłość. Nie jest miłością, o ludzie, głód zmysłowy, który was popycha, by się nasycić pożądliwie ciałem. To jest rozwiązłość. Nic więcej. To prawda, bo kochając się w ten sposób – wy to uważacie za miłość – nie potraficie się znosić, pomagać sobie, przebaczać sobie. Czym więc jest wasza miłość? Jest nienawiścią. Jest tylko szałem paranoicznym, który popycha was do tego, by woleć smak zepsutych potraw niż zdrowy, wzmacniający pokarm szlachetnych uczuć. Mieliśmy doskonałą miłość – My, czyści, doskonali. Ta miłość obejmowała Boga w Niebie i z Nim [była] zjednoczona, jak są złączone gałęzie z pniem, który je odżywia. Rozszerzała się i zniżała, udzielając odpoczynku, schronienia, pożywienia, umocnienia dla ziemi i dla jej mieszkańców. Nic nie było pozbawione tej miłości: ani Nasi bliźni, ani istoty niższe, ani roślinność, ani wody, ani ciała niebieskie. Nawet źli nie byli wykluczeni z tej miłości. Oni bowiem także, chociaż martwi, byli przecież zawsze członkami wielkiego ciała Stworzenia i dlatego widzieliśmy w nich – chociaż oszpecony i zhańbiony ich nikczemnością – święty wizerunek Pana, który na Swój obraz i podobieństwo ich ukształtował.

Ciesząc się z dobrymi, płacząc nad niedobrymi, prosiliśmy – miłość czynna bowiem wyraża się w błaganiu, by otrzymać opiekę dla tego, kogo się kocha. Prosiliśmy więc za dobrych, żeby ciągle stawali się lepszymi, żeby coraz bardziej zbliżali się do doskonałości Dobrego, który nas kocha z Niebios. Modliliśmy się za tych, którzy chwieją się między dobrocią i nikczemnością, żeby się umocnili i potrafili wytrwać na świętej drodze. Modliliśmy się także za złośliwych, aby Dobroć przemówiła do ich ducha, powaliła ich może blaskiem swej potęgi, ale [po to], by ich nawrócić do Pana, ich Boga. Kochaliśmy, jak nikt inny nie kochał. Wprowadziliśmy miłość na szczyty doskonałości, aby po brzegi napełnić Naszym oceanem miłości otchłań wydrążoną przez przeciwieństwo miłości Pierwszych [rodziców]. Oni bowiem kochali siebie bardziej niż Boga, chcąc mieć więcej, niż było dozwolone, i stać się większymi niż Bóg. Dlatego do czystości, posłuszeństwa, miłości, oderwania od wszelkich bogactw ziemskich: ciała, władzy, pieniądza – triady szatana, przeciwstawnej triadzie Bożej: wierze, nadziei, miłości – musieliśmy dołączyć stałe praktykowanie wszystkiego, co było przeciwstawne do sposobu działania pary Adam - Ewa. Nienawiści, nieczystości, gniewowi i pysze – czterem nikczemnym żądzom – [przeciwstawiliśmy] cztery przeciwne im cnoty święte: męstwo, umiarkowanie, sprawiedliwość, roztropność.

A chociaż bardzo wiele – ze względu na Naszą bezgranicznie dobrą wolę – było Nam łatwo zrobić, to jedynie Odwieczny wie, w jakim stopniu było bohaterstwem spełnianie tego w niektórych chwilach i w niektórych wypadkach. Chcę powiedzieć tu tylko o jednym, [odnoszącym się do] Mojej Matki, nie do Mnie. Chcę mówić o nowej Ewie, która odrzuciła już od najmłodszych lat pochlebstwa używane przez szatana. On bowiem chciał Ją nakłonić do ugryzienia owocu i do odczucia tego jego smaku, który uczynił szaloną towarzyszkę Adama. Pragnę mówić o nowej Ewie, która nie ograniczyła się do odrzucenia szatana, ale pokonała go, miażdżąc go pragnieniem posłuszeństwa, miłości, czystości tak rozległej, że on, Przeklęty, został nią zmiażdżony i poskromiony. Ale szatan nie pozostał pod piętą Mojej Matki, Dziewicy. O nie, podnosi się! Ślini się i pieni, ryczy i bluźni. Ale jego ślina sączy się w dół, ale jego ryk nie dotyka atmosfery otaczającej Moją Świętą. Ona nie czuje smrodu i nie słyszy demonicznych chichotów. Nie widzi, nie widzi nawet obrzydliwej śliny odwiecznego Gada, bo harmonijne [dźwięki] niebiańskie i zapachy niebieskie tańczą, zakochane, wokół pięknej i świętej Osoby; bo Jej oko – czystsze od lilii i bardziej zakochane niż u gruchającej turkaweczki – wpatruje się jedynie w Jej Odwiecznego Pana, którego jest Córką, Matką i Oblubienicą.

Kiedy Kain zabił Abla, usta jego matki wypowiedziały przekleństwa – które podsunął jej duch odłączony od Boga – przeciw swemu najbliższemu bliźniemu: przeciw synowi swego łona, sprofanowanego przez szatana i skażonego nieczystą żądzą. I to przekleństwo było plamą w królestwie moralności ludzkiej, jak zbrodnia Kaina była plamą w królestwie zwierzęcego człowieka. Krew na ziemi, przelana ręką braterską! Pierwsza krew, która przyciąga jak tysiącletni magnes wszelką krew, wylewaną ręką człowieka z ludzkich żył. Przekleństwo ziemi wypowiedziane ludzkimi ustami. Czyż ziemia nie była już wystarczająco przeklęta z powodu człowieka zbuntowanego przeciw swemu Bogu, muszącego poznawać trudy, ciernie i twardość gleby, susze, grady, mrozy, upały? A przecież została stworzona jako doskonała i wyposażona w doskonałe pierwiastki, aby stać się miejscem zamieszkania miłym i pięknym dla człowieka, jej króla.

Maryja musi usunąć [dzieło] Ewy. Maryja widzi drugiego Kaina: Judasza. Ona wie, że Judasz jest Kainem dla Jej Jezusa – drugiego Abla. Wie, że krew drugiego Abla została sprzedana przez tego Kaina i już ma być przelana. Ale nie przeklina. Kocha i przebacza. Kocha i wzywa ponownie.

O, Macierzyństwo Maryi Męczennicy! Macierzyństwo wzniosłe, dziewicze i Boskie! Tym ostatnim to Bóg Cię obdarzył! A z tego pierwszego Ty, Matko Święta, Współodkupicielko, uczyniłaś dar. Ty bowiem, Ty jedyna, potrafiłaś w owej godzinie, z sercem rozdartym przez bicze, które Mi rozszarpały ciało, powiedzieć Judaszowi tamte słowa. Ty, jedynie Ty, potrafiłaś w tamtej godzinie – czując już krzyż rozdzierający Ci serce – kochać i przebaczać.

Maryja - nowa Ewa, uczy was nowej religii, skłaniającej miłość do przebaczenia temu, kto zabija syna. Nie bądźcie jak Judasz, który przed tą Nauczycielką Łaski zamyka serce i w rozpaczy mówi: “On nie może mi przebaczyć”. Przez to poddał w wątpliwość [prawdziwość] słów Matki Prawdy, a tym samym – Moje słowa, które zawsze powtarzały, iż przyszedłem po to, aby zbawić, a nie po to, aby zgubić. [Przyszedłem], aby przebaczyć temu, kto przychodzi do Mnie skruszony.

Maryja, nowa Ewa, także Ona otrzymała od Boga nowego syna, “za Abla zabitego przez Kaina”. Nie otrzymała go jednak po chwili gwałtownej radości, która uśmierza ból oparami zmysłów i zmęczeniem zaspokojenia. Otrzymała go w godzinie boleści całkowitej, u stóp szubienicy krzyża, pośród rzężeń Umierającego, który był Jej Synem; pośród obelg bogobójczego tłumu oraz boleści niezasłużonej i całkowitej, bo nawet Bóg już Jej nie pocieszał.

Nowe życie zaczyna się dla Ludzkości i dla poszczególnych ludzi przez Maryję. Szkołą dla was są Jej cnoty i Jej sposób życia. A w Jej bólu – który przyjął wszystkie oblicza, nawet przebaczenia zabójcy własnego Syna – jest wasze zbawienie.»

Jezus mówi: «Któregoś dnia powiem ci jeszcze o Kainie i o Prarodzicach. Wiele można powiedzieć i rozważać.»

5 kwietnia 1944

Jezus mówi:

«W Księdze Rodzaju czytamy: “Wtedy Adam dał swojej żonie imię Ewa, ponieważ jest ona matką wszystkich żyjących”.

O tak! Z [Ewy -] Mężyny, którą Bóg ukształtował na towarzyszkę Adama, formując ją z żebra mężczyzny, zrodziła się kobieta [- upadła Ewa]. Zrodziła się ze swoim bolesnym przeznaczeniem, ponieważ chciała się zrodzić; ponieważ chciała poznać to, co Bóg ukrył przed nią, zastrzegając sobie radość dawania jej szczęścia potomstwa, bez poniżenia przez zmysłową [pożądliwość]. Towarzyszka Adama chciała poznać dobro, które ukrywa się w złu, a przede wszystkim zło, które ukrywa się w dobru – w dobru pozornym. Zwiedziona bowiem przez Lucyfera miała ochotę na poznanie, które tylko Bóg mógł posiadać bez zagrożenia, i uczyniła z siebie stwórczynię. Używając jednak tej dobrej mocy niegodnie, zepsuła ją, [czyniąc z niej] zły akt nieposłuszeństwa Bogu i złośliwości, i żądzy ciała.

I teraz ona była ‘matką’. Nie kończący się lament rzeczy wokół poniżonej niewinności ich królowej! I rozpaczliwy płacz królowej nad swoim poniżeniem, bo rozumie jego istotę i niemożliwość usunięcia go! Jak ciemności i kataklizmy towarzyszą śmierci Niewinnego [Jezusa], tak też ciemność i burza towarzyszy śmierci Niewinności i Łaski w sercach Prarodziców. Zrodził się ból na ziemi. Boża Opatrzność nie chciała jednak, żeby on był wieczny. Dlatego też po latach cierpienia dała wam radość wyjścia z bólu, aby wejść do radości, jeśli będziecie żyli w prawości ducha.

Biada człowiekowi, gdyby miał się stać panem życia w znaczeniu ludzkim! I żyć ze wspomnieniem swoich zbrodni, i ciągle je pomnażać! Żyć bowiem bez grzechu jest dla was czymś bardziej niemożliwym niż żyć bez oddychania, stworzenia, które zostałyście powołane do istnienia, aby znać Światłość, a które ciemność zatruła sobą, czyniąc was swoimi ofiarami.

Ciemność! Otacza was stale. Ogarnia was, rozbudzając na nowo to, co Sakrament [chrztu] wymazał, a ponieważ jej nie przeciwstawiacie pragnienia przynależenia do Boga, udaje się jej zatruć was ponownie swą trucizną, którą Chrzest uczynił nieszkodliwą.

Bóg Ojciec wygnał człowieka – którego znaki nieposłuszeństwa były jawne – z miejsc rajskich rozkoszy, aby nie zgrzeszył ponownie i gorzej jeszcze, wyciągając złodziejską rękę w stronę drzewa Życia. Nie mógł już Ojciec ufać Swoim dzieciom, ani czuć się bezpiecznym w Swoim ziemskim Raju. Skoro szatan wdarł się tam jeden raz, aby osaczyć umiłowane stworzenia, i skoro mógł je skusić do grzechu, gdy były w stanie niewinności, to z tym większą swobodą mógłby to powtórzyć teraz, gdy już utraciły swoją niewinność.

Człowiek chciał posiadać wszystko, nie pozostawiając Bogu skarbu bycia Rodzącym. Niech więc odejdzie z tym swoim bogactwem zdobytym przemocą i niech je zaniesie z sobą na ziemię wygnania, aby zawsze przypominało mu o grzechu – jemu, królowi upodlonemu i pozbawionemu swych darów. Stworzenie rajskie stało się stworzeniem ziemskim. I musiały minąć wieki cierpienia, zanim Jedyny – który mógł wyciągnąć rękę po owoc Życia – przyszedł i zerwał dla całej Ludzkości ten owoc. Zerwał go Swymi przebitymi rękami i dał go ludziom, aby znów stali się dziedzicami Nieba i posiadaczami Życia, które nigdy nie umiera.

Księga Rodzaju mówi jeszcze: “I potem współżył Adam ze swą żoną Ewą” (Rdz 4,1).

Chcieli poznać tajemnice dobra i zła. Słuszne więc było, żeby poznali teraz też ból prokreacji w ciele, mając bezpośrednią pomoc Bożą jedynie w tym, czego człowiek nie potrafi stworzyć: ducha – iskrę, która od Boga się oddziela; tchnienie, które przez Boga jest wlewane; pieczęć, która na ciele wyciska znak Wiecznego Stwórcy. I Ewa urodziła Kaina.

Ewa była obarczona swoim grzechem. Kieruję tu waszą uwagę na fakt, który wielu umyka: Ewa była obciążona swoim grzechem, a cierpienie nie osiągnęło natychmiast wystarczającego wymiaru, aby doprowadzić do zmniejszenia jej winy. Jako organizm nasycony truciznami, przekazała synowi to, co ją przepełniało. I Kain, pierwszy syn Ewy, urodził się jako twardy, zazdrosny, wybuchowy, zmysłowy, przewrotny, niewiele różniący się od dzikich zwierząt pod względem instynktów, [choć miał być] o wiele wyższy pod względem tego co nadprzyrodzone. [Niewiele się różnił od zwierząt], bo w swoim okrutnym ja odrzucał szacunek dla Boga, na którego patrzył jak na nieprzyjaciela, uważając się za uprawnionego do tego, by nie czcić Go szczerze. Szatan pobudzał go do szydzenia z Boga. A kto drwi sobie z Boga, ten nie szanuje nikogo na świecie. Stąd ci, którzy są w kontakcie z ludźmi wyśmiewającymi się z Wiecznego, znają gorycz łez. Nie ma bowiem dla nich ani nadziei na miłość pełną szacunku ze strony potomstwa, ani pewności wiernej miłości we współmałżonku, ani pewności szczerej przyjaźni w przyjacielu.

Z powodu zaciętości syna wiele łez żłobiło twarz Ewy i jej serce, rzucając w nie nasienie skruchy. [Popłynęło] wiele łez, które spowodowały, że zmniejszyła się jej wina, gdyż Bóg przebacza, widząc cierpienie nawracającego się. I drugi syn Ewy miał duszę obmytą łzami matki. Był łagodny i pełen szacunku wobec rodziców, i oddany Panu swemu, którego wszechmoc odczuwał promieniującą z Niebios. Był radością upadłej [matki].

Ale bolesna droga Ewy musiała być długa i dotkliwa, odpowiednia do jej drogi doświadczenia grzechu. Na niej [doznała] drżenia zmysłów, [na bolesnej zaś drodze oczyszczenia] – konwulsji; na jednej – pocałunki, na drugiej – krew; na jednej – syna, na drugiej – śmierć dziecka, umiłowanego ze względu na jego dobroć. Abel stał się narzędziem oczyszczenia dla winnej. Ale jakże bolesnego oczyszczenia! Napełniło ono swymi jękami ziemię, przerażoną bratobójstwem, i zmieszało łzy matki z krwią jej syna. Tymczasem ten, który ją przelał – z nienawiści do Boga i do brata, miłowanego przez Boga – uciekał dręczony wyrzutami sumienia.

Mówi Pan do Kaina: “Dlaczego jesteś rozgniewany?” Dlaczego, skoro Mi uchybiasz, gniewasz się, że nie patrzę na ciebie życzliwie?

Iluż jest Kainów na ziemi! Oddają Mi kult szyderczy i obłudny lub wcale Mi go nie oddają. Chcą jednak, żebym patrzył na nich z miłością i napełniał szczęściem.

Bóg jest waszym Królem. Nie jest waszym niewolnikiem. Bóg jest waszym Ojcem. A ojciec – według sprawiedliwości – nigdy nie jest służącym. Bóg jest sprawiedliwy. Wy zaś tacy nie jesteście. On jednak jest sprawiedliwy i nie może oczywiście – chociaż napełnia was bezmiernie Swoimi dobrodziejstwami, abyście Go kochali choć trochę – nie wymierzyć wam Swojej kary, gdyż bardzo z Niego szydzicie. Sprawiedliwość nie zna dwóch dróg. Jedna jest jej droga. Otrzymujecie według tego, jak postępujecie. Jeśli jesteście dobrzy, macie dobro. Jeśli źli jesteście, macie zło. A wierzcie w to: zawsze o wiele większe jest dobro, które otrzymujecie, niż zło, które powinniście mieć z powodu waszego sposobu życia, z powodu buntu przeciw Prawu Bożemu.

Bóg powiedział: “Czy [ofiara] nie jest przyjmowana, jeśli postępujesz dobrze? Jeśli jednak postępujesz źle, wtedy grzech czyha przy wrotach.” Istotnie, dobro prowadzi do stałego podnoszenia ducha i coraz bardziej uzdalnia do wykonywania większego dobra, aż do osiągnięcia doskonałości i świętości. Tymczasem wystarcza popaść w zło, aby poniżyć się i oddalić od doskonałości, poznać panowanie grzechu, który wchodzi do serca i powoduje że stopniowo stacza się ono w coraz większy grzech.

Mówi jeszcze Bóg: “I [grzech] pożąda ciebie. Ty jednak masz nad nim panować!” Tak, Bóg nie uczynił was niewolnikami grzechu. Pożądliwości [mają] być pod waszą [władzą]. Nie nad wami. Bóg dał wam rozum i moc, abyście panowali nad sobą. Także pierwszym ludziom, dotkniętym surowością Boga, pozostawił rozum i siłę moralną. A teraz, odkąd Odkupiciel złożył za was Ofiarę, macie – dla wsparcia rozumu i sił – potoki Łaski i potraficie, i musicie panować nad pragnieniem zła. Waszą wolą, umocnioną przez Łaskę, musicie to uczynić. Dlatego właśnie aniołowie Mojego Narodzenia śpiewali ziemi: “Pokój ludziom dobrej woli”. Przyszedłem przynieść wam ponownie Łaskę i dzięki zespoleniu jej z waszą dobrą wolą może przyjść pokój do Ludzi: pokój – chwała Nieba Bożego.

“Kain rzekł do swego brata Abla: chodźmy na pole!” Oto kłamstwo ukrywające pod uśmiechem zabójczą zdradę. Przestępstwo zawsze jest fałszywe: w odniesieniu do swoich ofiar i wobec świata, który usiłuje ono oszukać. I chciałoby oszukać nawet Boga, ale Bóg czyta w sercach. “Wyjdźmy na pole”.

Wiele wieków później jeden powiedział: “Witaj, Nauczycielu”, i pocałował Go. Dwóch Kainów zrodziło zbrodnię pod niewinnym okryciem i dało upust zazdrości, złości, swojej brutalności i wszystkim okrutnym instynktom w odniesieniu do ofiary, bo nie panowali nad sobą i uczynili ducha niewolnikiem swego zepsutego ja.

Ewa wznosi się w wynagrodzeniu, Kain zstępuje ku piekłu. Rozpacz ogarnia go i w nie wtrąca. A z rozpaczą – ostatnim uderzeniem moralnym dla ducha już opadającego z sił z powodu swojej zbrodni – przychodzi tchórzliwy strach fizyczny przed karą ludzką. Człowiek o martwej duszy nie jest już bytem pamiętającym o niebie, lecz zwierzęciem, które drży o swe zwierzęce życie. Śmierć – która ma wygląd radosny dla sprawiedliwych, bo dzięki niej idą do radości posiadania Boga – jest przerażeniem dla tych, którzy wiedzą, że umrzeć znaczy przejść z piekła serca do Piekła szatana na zawsze. I jak w urojeniu widzą wszędzie zemstę, gotową ich dotknąć.

Ale wiedzcie – mówię do sprawiedliwych – wiedzcie, że chociaż wyrzuty sumienia oraz ciemności winnego serca wywołują i rozbudzają przywidzenia grzesznika, nikt nie może sobie przypisywać prawa do bycia sędzią brata, a już w żadnym wypadku – katem. Jeden jest tylko Sędzia – Bóg. Ponieważ sprawiedliwość ludzka utworzyła swe sądy, im trzeba przekazywać sprawowanie i troskę o przywracanie sprawiedliwości. Ale biada tym, którzy bezczeszczą to imię i sądzą, ulegając własnym żądzom albo naciskowi ludzkiej potęgi. Przekleństwo dla tego, kto staje się osobistym katem bliźniego! A jeszcze większe przekleństwo dla tych, którzy – nie ulegając chwilowemu uniesieniu, bez powodu, z chłodnego ludzkiego wyrachowania – skazują [kogoś] na śmierć lub na hańbę więzienia. Jeśli bowiem temu, kto zabija człowieka - zabójcę, zostanie wymierzona kara siedem razy większa – a Pan powiedział, że tak byłoby z tym, kto zabiłby Kaina – to siedemdziesiąt siedem razy uderzy surowość Boża tego, który niesprawiedliwie skazuje, podporządkowując się szatanowi w szacie Wszechwładzy ludzkiej. To trzeba mieć zawsze przed oczyma, a szczególnie obecnie, o ludzie, którzy zabijacie się wzajemnie, aby z zabitych uczynić sobie fundament waszego tryumfu. Nie wiecie, że kopiecie sobie pod nogami dół, w który wpadniecie, przeklęci przez Boga i ludzi. Powiedziałem wam bowiem: “Nie zabijaj”.

Ewa wstępuje na swą drogę zadośćuczynienia. Skrucha wzrasta w niej w obliczu doświadczeń wynikających z jej grzechu. Chciała znać dobro i zło. Wspomnienie utraconego dobra jest dla niej jak wspomnienie słońca dla kogoś, kto nagle stracił wzrok. Zło natomiast znajduje się przed nią, jako zwłoki zabitego syna i jako pustka pozostawiona przez syna zabójcę i zbiega.

I narodził się Set, a z Seta – Enosz. Pierwszy kapłan.

Napełniacie sobie umysły rzekami waszej wiedzy i mówicie o ewolucji jako o dowodzie na wasze samoistne powstawanie. Człowiek-zwierzę – tak mówicie – na drodze ewolucji stanie się nadczłowiekiem. Tak. Jest tak. Ale dzięki Moim środkom. Na Moim polu. Nie na waszym. To [stanie się] jednak nie przez przejście od stadium czwororękich do stadium człowieka, lecz przez przejście od życia ludzkiego do duchowego. Im bardziej wzrośnie duch, tym bardziej będziecie się rozwijać. Wy którzy mówicie o gruczołach – pełne macie usta słów o przysadce mózgowej oraz o szyszynce i w niej sytuujecie siedlisko życia osiągniętego nie w czasach, w jakich żyjecie, lecz w czasach, które poprzedzały i które nastąpią po [stadium] waszego życia aktualnego – wiedzcie, że waszym prawdziwym ‘gruczołem’, który czyni was wiecznymi posiadaczami Życia, jest wasz duch. Im bardziej on się rozwinie, tym więcej będziecie posiadać boskich świateł i przekształcicie się z ludzi w bogów, nieśmiertelnych bogów, dochodząc przez to – bez wykraczania przeciw Bożemu pragnieniu, przeciw Jego przykazaniu dotyczącemu drzewa Życia – do posiadania tego Życia naprawdę w taki sposób, w jaki Bóg chce, byście je posiadali. On bowiem dla was je stworzył, jako wieczne i jaśniejące – objęcie uszczęśliwiające Jego wiecznością, która wchłania was w siebie i przekazuje wam swe właściwości.

Im bardziej duch się rozwija, tym bardziej poznajecie Boga. Znać Boga znaczy kochać Go i służyć Mu oraz być przez to zdolnym do wzywania Go dla siebie i dla innych – [to znaczy] stać się przez to kapłanami, którzy z ziemi modlą się za braci. Kapłanem jest ktoś wyświęcony. Ale jest nim także ten, kto wierzy z przekonaniem, z miłością, wiernie. Jest nim przede wszystkim dusza-ofiara, która w porywie miłości składa siebie w ofierze. To nie na szatę, lecz na ducha patrzy Bóg. I zaprawdę powiadam wam, że wielu [odzianych] w szaty kapłańskie ukazuje się Moim oczom jako ci, którzy z kapłaństwa mają tylko szatę. A wielu świeckich staje się kapłanami dzięki Olejowi konsekracyjnemu, którym jest miłość, ogarniająca ich i spalająca. Nie są oni znani światu, Ja jednak ich znam i błogosławię im.»



Przekład i wyłączne prawa do tekstu: "Vox Domini" Więcej na stronie: O Marii Valtorcie i jej pismach