Ewangelia według
św. Mateusza
Ewangelia według
św. Marka
Ewangelia według
św. Łukasza
Ewangelia według
św. Jana


Maria Valtorta

Księga VI - Męka Jezusa Chrystusa

–   POEMAT BOGA-CZŁOWIEKA   –

 

15. ŚRODA PRZED PASCHĄ. CZĘŚĆ I: DZIEŃ. (2)

Napisane 2 kwietnia 1947 i 19 czerwca 1944. A, 11270-11345 i 2972-2979

(c.d.)

Maryja wchodzi do jaśminowej altany, nie wywołując trzeszczenia małego drewnianego mostku ani żwiru ziemi. Z jeszcze większą ostrożnością podchodzi do Swego Syna, który – pokonany zmęczeniem – zasnął, z głową na znajdującym się przed Nim kamiennym stoliku. Lewe ramię służy Mu za podgłówek dla twarzy ukrytej pod włosami. Maryja siada cierpliwie przy Swoim zmęczonym Synu. Przygląda Mu się... tak bardzo... i ma na ustach uśmiech, bolesny i czuły... łzy bezszelestnie spadają na Jej pierś. Wargi ma zamknięte i nieme, ale Jej serce modli się całą posiadaną siłą. Moc tej modlitwy i oddechu ujawniają Jej złączone na kolanach dłonie, ściśnięte, splecione, aby nie drżeć, a jednak poruszane delikatnym drżeniem. Te dłonie rozłączają się tylko po to, by przegonić natarczywą muszkę, która mogłaby usiąść na Śpiącym i obudzić Go.

To Matka czuwająca nad Swoim Synem i ostatni sen Jej Syna, nad którym może czuwać. Jeśli twarz Matki w tę środę paschalną różni się od tego, jaki miała Matka w dniu narodzin Pana, to dlatego, że ból znaczy Ją bladością i zmarszczkami. To jednak ta sama czystość miłującego spojrzenia, ta sama bojaźliwa troska, jaką miała dla pierwszego snu Swego Dziecka w niewygodach.

Jezus porusza się i Maryja szybko ociera łzy z oczu, aby nie ukazywać ich Swemu Synowi. Lecz Jezus się nie przebudził. Jego twarz zmieniła pozycję, aby odwrócić się w drugą stronę, i Maryja ponownie, nieruchomo nadal czuwa nad Nim.

Coś jednak łamie serce Maryi. To, że słyszy, jak Jej Jezus płacze przez sen i w niezrozumiałym szepcie – bo mówi z ustami przyciśniętymi do ramienia i szaty – wypowiada imię Judasza...

Maryja wstaje, podchodzi, pochyla się nad Swoim Synem. Śledzi ten niewyraźny szept, z rękami przyciśniętymi do serca. Wypowiedź Jezusa, przerywana – lecz nie do tego stopnia, ażeby nie można było jej zrozumieć – daje poznać, że cały czas śni o tym, co jest teraz, i o przeszłości, i wreszcie o przyszłości, aż budzi się, zrywając się tak, jakby chciał uciec przed czymś straszliwym. Znajduje jednak pierś Swej Matki, ramiona Swej Matki, uśmiech Swej Matki, słodki głos Matki, Jej pocałunek, Jej pieszczoty i welon, którym łagodnie ociera Mu twarz, by zetrzeć łzy i pot.

Maryja mówi:

«Było Ci niewygodnie i śniłeś... Byłeś spocony i zmęczony, Mój Synu.»

Czesze Jego włosy w nieładzie, ociera Mu twarz i trzyma Go w objęciach, przytulonego do Jej Serca, nie mogąc wziąć Go na kolana, jak wtedy gdy był mały. Jezus uśmiecha się do Niej i mówi:

«Ty jesteś zawsze Mamą. Tą, która pociesza. Tą, która wynagradza za wszystko. Moja Mama!»

Sadza Ją przy Sobie, zostawiając rękę na Jej kolanach. Maryja ujmuje tę smukłą dłoń – tak delikatną, a jednak silną dłoń rzemieślnika – w Swe małe dłonie, głaszcze palce i grzbiet ręki, gładzi żyły, które nabrzmiały, gdy ręka zwisała w czasie snu. Próbuje odwrócić Jego uwagę...

«Przybyłyśmy. Wszystkie tu jesteśmy, nawet Waleria. Inne są w Antonii. Klaudia chciała, żeby były [przy niej]. “Jest głęboko zasmucona”, powiedział jej sługa. Ona mówi, że nie wie, z jakiej przyczyny, ale przeczuwa wiele łez. Przesądy!... Jedynie Bóg wie o wszystkim...»

«Gdzie są uczennice?»

«Są tam, przy wejściu do ogrodu. Marta chciała dla Ciebie przygotować posiłek i napoje chłodzące i odżywcze, myśląc o Twoim wyczerpaniu. Ale Ja... spójrz... ciągle to lubisz, więc Ci to przyniosłam... Moja porcja... To lepsze, bo od Twojej Mamy.»

Pokazuje Mu miód i mały podpłomyk, który smaruje miodem, aby podać go Swemu Synowi ze słowami:

«Jak w Nazarecie, kiedy odpoczywałeś w najcieplejszej godzinie, a potem budziłeś się, kiedy Ci było ciepło... i Ja przychodziłam z zimnej groty z tym posiłkiem...»

Przerywa, bo Jej głos drży. Syn patrzy na Nią i mówi:

«A kiedy był Józef, przynosiłaś posiłek dla nas dwóch i zimną wodę z porowatego dzbana, trzymanego przy źródle, aby była jeszcze chłodniejsza. Sprawiałaś, że była jeszcze świeższa, bo wrzucałaś do niej łodyżki dzikiej mięty. Ileż tam mięty pod oliwkami! I ileż pszczół na miętowych kwiatach! Nasz miód miał zawsze trochę jej zapachu...»

Zamyśla się... wspomina...

«Widziałyśmy Alfeusza, wiesz? Józef się spóźnił, bo jego dziecko było trochę chore. Lecz jutro z pewnością będzie tu z Szymonem. Salome, małżonka Szymona, dba o Nasz dom i o dom Marii [Alfeuszowej].»

«Mamo, kiedy będziesz sama, z kim zostaniesz?»

«Z kim każesz, Mój Synu. Byłam Ci posłuszna zanim Cię miałam, Synu. Będę nadal posłuszna, kiedy Mnie opuścisz.»

Jej głos drży, lecz ma na ustach heroiczny uśmiech.

«Potrafisz być posłuszna. Jakim odpoczynkiem jest przebywanie przy Tobie! Bo widzisz, Mamo, świat nie potrafi tego pojąć, że Ja znajduję całe wytchnienie przy tych, którzy potrafią być posłuszni... Tak. Bóg wypoczywa przy posłusznych. Bóg nie musiałby cierpieć, trudzić się, gdyby nieposłuszeństwo nie przyszło na świat. Wszystko to przychodzi, kiedy nie jesteśmy posłuszni. Stąd przychodzi ból świata... Stąd przychodzi Nasza boleść.»

«Ale także Nasz pokój, Jezu. Bo my wiemy, że nasze posłuszeństwo pociesza Przedwiecznego. O! Czymże, szczególnie dla Mnie, jest ta myśl! Jest Mi dane, Mnie – stworzeniu, pocieszać Mojego Stwórcę!»

«O! Radości Boga! Ty nie wiesz, o Nasza radości, czymże jest dla Nas to słowo, które właśnie wypowiedziałaś! Przewyższa ono harmonię niebieskich chórów... Błogosławiona! Błogosławiona jesteś Ty, która uczysz Mnie najwyższego posłuszeństwa i tym sposobem myślenia sprawiasz, że wypełnienie go staje się dla Mnie tak miłe!»

«Nie ma potrzeby, abym Ja Cię pouczała, Mój Jezu. Ja wszystkiego nauczyłam się od Ciebie.»

«Człowiek Jezus wszystkiego nauczył się od Maryi z Nazaretu.»

«To było światło, które wychodziło ze Mnie. Światło, którym Ty jesteś. Pochodziło Ono od Światłości Przedwiecznej i uniżyło się, przyjmując postać człowieka... Bracia Joanny powtórzyli Mi Twoje słowa. Byli zachwyceni i pełni podziwu. Byłeś odważny wobec faryzeuszy...»

«To jest godzina najwyższych prawd, Mamo. Dla nich pozostają one martwymi prawdami, lecz dla innych będą to prawdy żywe. I muszę z miłości i surowości próbować stoczyć ostatnią walkę dla wykorzenienia Zła.»

«To prawda. Powiedziano Mi, że Gamaliel, który był z innymi w jednej z sal portyków, odezwał się na koniec, gdy wielu było obrażonych: “Jeśli nie chce się zarzutów, należy postępować sprawiedliwie”, i odszedł po tej uwadze.»

«Miło Mi, że rabbi Mnie słuchał. Kto Ci o tym powiedział?»

«Łazarz. A jemu rzekł o tym Eleazar, który był w sali z innymi. Łazarz przyszedł w godzinie seksty. Pozdrowił go i odszedł, nie chcąc słuchać sióstr, które pragnęły go zatrzymać aż do zmierzchu. Powiedział, żeby przysłać Jana lub innych po owoce i kwiaty, które akurat rozkwitną.»

«Wyślę Jana jutro.»

«Łazarz przychodzi każdego dnia. Lecz Maria się gniewa, mówiąc, że jest podobny do zjawy. Wchodzi do Świątyni, wydaje polecenia i odchodzi.»

«Łazarz także potrafi być posłuszny. To Ja dałem Mu takie polecenie, bo i jego próbuje się ująć. Nie mów jednak o tym siostrom. Jemu nic się nie stanie. Chodźmy teraz odszukać uczennice.»

«Nie ruszaj się. Zawołam je. Uczniowie śpią wszyscy...»

«I pozwolimy im spać. W nocy mało śpią, bo udzielam im pouczeń w spokoju Getsemani.»

Maryja odchodzi i powraca z niewiastami, które wydają się nic nie ważyć, tak ich krok jest delikatny. Pozdrawiają Go z oznakami głębokiego szacunku i tylko Maria, [córka] Kleofasa, czyni to z odrobiną poufałości. Marta wyjmuje z wielkiej sakwy ociekającą amforę. Maria zaś wyciąga z porowatej wazy świeże owoce, przyniesione z Betanii, i kładzie je na stole obok tego, co przygotowała jej siostra, to znaczy gołąbka upieczonego w ogniu, chrupiącego, smacznego. Prosi Jezusa, aby skosztował, mówiąc:

«Zjedz, to mięso jest pożywne. Sama Ci to przygotowałam.»

Joanna przyniosła różany ocet. Wyjaśnia:

«To bardzo orzeźwia w czasie pierwszych upałów. Mój małżonek też go używa, gdy jest zmęczony w czasie swoich długich podróży.»

«My nic nie mamy» – usprawiedliwiają się Maria Salome, Maria Kleofasowa, Zuzanna i Eliza. A Nike i Waleria dodają:

«My także nie. Nie wiedziałyśmy, że tu przyjdziemy.»

«Dałyście Mi całe serce. To Mi wystarczy. I jeszcze Mnie obdarujecie...»

Pije przede wszystkim chłodną wodę z miodem, którą Marta wlewa Mu do porowatej amfory. Je owoce, które są wzmocnieniem dla Wyczerpanego.

Uczennice nie mówią wiele. Patrzą, jak Jezus się posila. Ich oczy zdradzają miłość i niepokój. Niespodziewanie Eliza zaczyna płakać i tłumaczy się, mówiąc:

«Nie wiem. Mam serce przytłoczone smutkiem...»

«My wszystkie także. Nawet Klaudia w swym pałacu...» – odzywa się Waleria.

«Chciałabym, żeby już była Pięćdziesiątnica» – szepcze Salome.

«Ja, przeciwnie, chciałabym zatrzymać czas na tej godzinie» – mówi Maria z Magdali.

«Byłabyś egoistką, Mario» – odpowiada jej Jezus.

«Dlaczego, Rabbuni?» [– pyta Maria Magdalena.]

«Bo chciałabyś tylko dla siebie radości z twego odkupienia. Są tysiące i miliony istot, które czekają na tę godzinę, bo z powodu tej godziny zostaną odkupione.»

«To prawda, nie pomyślałam o tym...» Pochyla głowę, zagryzając wargi, aby nie ujrzano łez płynących jej z oczu i drżenia ust. Zawsze jednak jest silna w walce, więc mówi:

«Gdybyś przyszedł jutro, mógłbyś wziąć szatę, którą posłałeś. Jest odświeżona i czysta, godna uczty paschalnej.»

«Przyjdę... Nic Mi nie macie do powiedzenia? Jesteście milczące i strapione. Czy już nie jestem Jezusem?...» – uśmiecha się zachęcająco do niewiast.

«O! To Ty! Lecz jesteś większy niż w tamtych dniach i nie umiem widzieć w Tobie tego małego, którego brałam w ramiona» – woła Maria, małżonka Alfeusza.

«A ja – prostego Rabbiego, który wchodził do mojej kuchni, szukając Jana i Jakuba...» – odzywa się Salome.

«Ja zawsze takim Cię znałam: Królem mojej duszy!» – oświadcza Maria z Magdali.

A Joanna, pełna słodkiej łagodności, mówi:

«I ja też – Boskiego, od dnia, kiedy umierając miałam sen, w którym mi się ukazałeś i przywołałeś mnie do Życia.»

«Wszystko nam dałeś, Panie. Wszystko!» – mówi wzdychając Eliza, która opanowała łzy.

«I wy wszystko Mi dałyście.»

«Zbyt mało!» – mówią wszystkie.

«Dar nie kończy się z tą godziną. Skończy się dopiero wtedy, gdy będziecie ze Mną, w Moim Królestwie, Moje wierne uczennice. Nie, nie zasiądziecie u Mego boku, na dwunastu tronach, aby sądzić dwanaście pokoleń Izraela, lecz zaśpiewacie ‘hosanna’ z aniołami, tworząc zaszczytny chór dla Mojej Matki. I wtedy, jak i teraz, serce Chrystusa znajdzie Swą radość kontemplując was.»

«Jestem młoda! Potrzeba mi będzie czasu, aby wejść do Twego Królestwa. Szczęśliwa Annalia!» – mówi Zuzanna.

«Ja jestem stara i szczęśliwa z tego powodu. Mam nadzieję, że śmierć jest bliska» – mówi Eliza.

«Ja mam synów... Chciałabym im służyć, tym sługom Boga!» – wzdycha Maria Kleofasowa.

«Nie zapominaj o nas, Panie!» – mówi Magdalena z opanowywanym niepokojem, jakby z okrzykiem swej duszy. W jej głosie, ściszonym, by nie zbudzić śpiących, dźwięczy siła większa niż w okrzyku.

«Nie zapomnę o was. Przyjdę. Ty, Joanno, wiesz, że mogę przyjść nawet, gdy jestem bardzo daleko... Inne muszą w to uwierzyć. I pozostawię wam coś... Tajemnicę, która zachowa Mnie w was i was we Mnie aż do chwili, gdy będziemy, wy i Ja, w Królestwie Bożym. Teraz idźcie. Powiecie, że niewiele wam przekazałem, że prawie niepotrzebne było przywołanie was po taką odrobinę. Pragnąłem jednak mieć przy Sobie serca, które Mnie kochają bez żadnych obrachunków. [Serca] dla Mnie, dla Mnie – Jezusa. Nie dla przyszłego Króla Izraela, o jakim się śni. Idźcie. I bądźcie jeszcze raz błogosławione... [Błogosławione także te], które tutaj nie przyszły, lecz myślą o Mnie z miłością: Anna, Mirta, Anastazja, Noemi i Syntika, która jest tak daleko, i Fotynaj i Aglae, i Sara, Marcela i córki Filipa, Miriam, córka Jaira, dziewice, odkupione, małżonki, matki, które przyszły do Mnie, które były dla Mnie siostrami i matkami, najlepszymi, o! Lepszymi niż mężczyźni, nawet najlepsi!... Wszystkie, wszystkie! Wszystkie was błogosławię. Łaska zaczyna już zstępować... łaska i przebaczenie... na niewiastę, przez to błogosławieństwo, którego wam udzielam. Idźcie...»

I Jezus odprawia je, zatrzymując tylko Matkę:

«Przed wieczorem będę w pałacu Łazarza. Muszę się jeszcze z Tobą zobaczyć. Ze Mną będzie Jan, lecz chcę tylko Ciebie, Matko, i inne Marie, Martę i Zuzannę. Jestem tak zmęczony...»

«Będziemy tylko my same. Żegnaj, Synu...»

Całują się. Rozstają... Maryja odchodzi powoli. Przed wyjściem odwraca się. Zanim zejdzie z małego mostu, odwraca się. I jeszcze raz się odwraca, kiedy jeszcze może ujrzeć Jezusa... Wydaje się, że nie potrafi się od Niego oddalić...

Jezus jest znowu sam. Wstaje i wychodzi. Woła Jana, który śpi na brzuchu, pomiędzy kwiatami, jak dziecko. Powierza mu małą amforę z różanym octem, który przyniosła Joanna, i mówi:

«Dziś wieczorem pójdziemy do Mojej Matki, lecz tylko my dwaj.»

«Rozumiem. One przyszły?»

«Tak. Ale wolałem was nie budzić...»

«Dobrze zrobiłeś. To była dla Ciebie większa radość. One potrafią Cię kochać bardziej niż my...» – mówi zatroskany Jan.

«Chodź ze Mną.»

Jan idzie za Nim.

«Co ci jest?» – pyta go Jezus, kiedy są znowu sami w zielonym półcieniu altany, gdzie pozostało jedzenie.

«Nauczycielu, wszyscy jesteśmy bardzo źli. Wszyscy. Nie ma w nas posłuszeństwa... i nie ma pragnienia, by zostać z Tobą. Nawet Piotr i Szymon oddalili się. Nie wiem, gdzie są. I Judasz znalazł w tym powód do kłótni.»

«Judasz odszedł?»

«Nie, Panie, nie odszedł. Mówi, że nie musi, że on nie ma nic wspólnego z naszymi intrygami, jakimi się posługujemy, by zyskać dla Ciebie obronę. Ale jeśli ja poszedłem do Annasza albo jeśli inni poszli odszukać Galilejczyków, którzy tutaj mieszkają, to nie po to, żeby Ci wyrządzić krzywdę!... I nie wierzę, aby Szymon, syn Jony, lub Szymon Zelota byli ludźmi zdolnymi do podstępnych intryg...»

«Nie zważaj na to. Rzeczywiście Judasz nie musi odchodzić, kiedy wy odpoczywacie. On wie, kiedy i dokąd iść, aby wypełnić to, co ma uczynić.»

«Zatem dlaczego tak mówi? To nie jest dobre wobec uczniów!»

«To nie jest dobre, lecz tak to jest. Uspokój się, Mój baranku.»

«Ja, Twoim barankiem? Tylko Ty jesteś Barankiem!»

«Tak, ty. Ja – Baranek Boży, a ty – baranek Bożego Baranka.»

«O!!! Kiedyś – to było w pierwszych dniach, gdy byłem z Tobą – już mnie tak nazwałeś. Byliśmy my dwaj, sami, jak teraz, w zieleni jak tutaj. To była piękna pora roku. – Jana ogarnia radość z powodu powracającego wspomnienia i szepcze: – Jestem zawsze, jestem wciąż barankiem Baranka Bożego...»

Jezus głaszcze go i podaje mu kawałek upieczonego gołąbka, który pozostał na stole, zawinięty w pergamin. Potem otwiera słodkie figi i również mu daje, radosny, widząc, że je. Jezus usiadł bokiem przy brzegu stołu i patrzy na Jana z taką przenikliwością, że uczeń pyta Go:

«Dlaczego tak na mnie patrzysz? Bo jem jak żarłok?»

«Nie. Bo jesteś jak dziecko... O! Mój umiłowany! Jakże kocham cię za twoje serce!»

Jezus pochyla się, aby ucałować jasne włosy apostoła, i mówi do niego:

«Pozostań taki, zawsze taki, z twoim sercem bez pychy i niechęci. Taki, nawet w godzinach, kiedy rozszaleje się okrucieństwo. Nie naśladuj tych, którzy grzeszą, Moje dziecko.»

Smutek Jana powraca i mówi:

«Ale ja nie mogę uwierzyć, że Szymon i Piotr...»

«Zaprawdę myliłbyś się, gdybyś sądził, że są grzesznikami. Pij. To dobry i chłodny napój. Marta go przygotowała... Teraz jesteś pokrzepiony. Jestem pewny, że nie skończyłeś posiłku...»

«To prawda. Zacząłem płakać... Rozumiem, że świat nas nienawidzi, ale żeby jeden z nas zarzucał...»

«Nie myśl już o tym. Ty i Ja wiemy, że Szymon i Zelota są uczciwi. To wystarczy. I ty wiesz, niestety, że Judasz jest grzesznikiem. Milcz jednak. Kiedy minie już wiele, wiele lat i kiedy słuszne będzie powiedzieć o wielkości Mojego bólu, wtedy powiesz nawet to, co wycierpiałem przez działania tego człowieka, prócz tego, co wycierpiałem od apostoła. Chodźmy. Oto godzina, w której opuszczamy to miejsce, aby udać się do obozu Galilejczyków i...»

«Czy spędzimy tam dzisiejszą noc? Czy najpierw pójdziemy do Getsemani? Judasz chce to wiedzieć. Mówi, że męczy go rosa i zbyt krótki wypoczynek w takich niewygodach.»

«To wkrótce się skończy. Jednak nie powiem Judaszowi o Moich zamiarach...»

«Nie musisz. To Ty masz nas prowadzić, a nie my – Ciebie.»

Jan jest tak daleki od zdrady, że nie rozumie przyczyny ostrożności, dla której od kilku dni Jezus nigdy nie mówi o tym, co zamierza robić.

Oto znajdują się pośród śpiących. Wołają ich. Budzą się. Manaen, po wypełnieniu zadania, tłumaczy się przed Nauczycielem, że nie może pozostać i nie może być przy Nim jutro w Świątyni, bo musi być w pałacu. I mówiąc to patrzy uważnie na Piotra i Szymona, którzy wrócili w międzyczasie. Piotr daje mu szybki znak głową, jakby chciał powiedzieć: “Zrozumiałem”.

Wychodzą z ogrodu. Jest jeszcze ciepło. Słońce jeszcze świeci, lecz już wieczorny wiatr łagodzi upał i gna kilka chmurek po czystym niebie. Wchodzą przez Siloan, omijając miejsca dla trędowatych, którym Szymon Zelota idzie zanieść pozostałości z posiłku – tym nielicznym, którzy pozostali, bo nie potrafili uwierzyć w Jezusa.

Mateusz, były pasterz, podchodzi do Jezusa i pyta:

«Mój Panie i Nauczycielu, wiele rozmyślałem wraz z towarzyszami o Twoich słowach. Trwało to do chwili, kiedy zmęczenie nas ogarnęło i zasnęliśmy, zanim udało nam się rozwikłać rozważane problemy. I teraz głupsi jesteśmy niż przedtem. Jeśli dobrze pojęliśmy pouczenia ostatnich dni, przepowiedziałeś, że wiele rzeczy się odmieni, choć Prawo pozostaje niezmienne, i że będziemy musieli wznieść nową Świątynię, z nowymi prorokami, mędrcami, uczonymi w Piśmie. Powiedziałeś, że będzie ona zwalczana, ale nie umrze, podczas gdy ta – o ile dobrze rozumiem – skazana jest na zagładę.»

«Jej przeznaczeniem jest zniszczenie. Przypomnij sobie proroka Daniela...»

«Jakże jednak my – ubodzy i tak nieliczni – będziemy mogli wznieść ją na nowo, skoro królom było ciężko zbudować tę tutaj? Gdzie my ją wzniesiemy? Nie tu, bo mówisz, że miejsce to pozostanie puste, dopóki nie pobłogosławią Cię jako wysłannika Boga.»

«Tak będzie» – [potwierdza Jezus.]

«W Twoim Królestwie – nie. Jesteśmy bowiem przekonani, że Twoje Królestwo jest duchowe. Zatem jak, gdzie ją wzniesiemy? Powiedziałeś wczoraj, że prawdziwa Świątynia – a więc ta nie jest prawdziwą Świątynią? – że prawdziwa Świątynia wejdzie tryumfalnie do Jerozolimy wtedy, gdy będzie się sądzić, że została zburzona. Gdzież ona więc jest? Tyle jest w nas niejasności.»

«Tak jest. Nieprzyjaciele niszczą nawet prawdziwą Świątynię. Ja w ciągu trzech dni wzniosę ją ponownie i nie wpadnie już w pułapkę, bo wstąpi tam, gdzie człowiek nie potrafi już szkodzić.

Co do Królestwa Bożego, to ono jest w was i wszędzie tam, gdzie są ludzie wierzący we Mnie. Teraz jest rozproszone, będzie rozszerzać się na ziemi przez wieki. Potem będzie wieczne, zjednoczone, doskonałe w Niebie. Tam, w Królestwie Bożym, zostanie zbudowana nowa Świątynia, to znaczy tam, gdzie znajdują się duchy, które przyjmują Moją naukę – naukę o Królestwie Bożym – i zachowują przykazania. W jaki sposób zostanie zbudowana, skoro jesteście ubodzy i nieliczni? O, naprawdę nie trzeba pieniędzy ani potęgi, aby wznieść budowlę nowej siedziby Bożej, indywidualnej lub zbiorowej. Królestwo Boże jest w was. Wspólnota zaś wszystkich tych, którzy będą mieć w sobie Królestwo Boże – tych wszystkich, którzy będą mieć Boga w sobie, Boga: Łaskę; Boga: Życie; Boga: Światłość; Boga: Miłość – stanowić będzie wielkie Królestwo Boże na ziemi, nowe Jeruzalem, które zdoła rozprzestrzenić się po wszystkie krańce świata. Królestwo to [potem] – pełne, doskonałe, bez błędów, bez mroków – będzie żyło jako wieczne w Niebie.

Jak zdołacie zbudować Świątynię i miasto? O, nie wy, lecz Bóg zbuduje te nowe miejsca. Wy macie tylko dać Mu swą dobrą wolę. Dobrą wolą jest wytrwanie we Mnie. Życie Moją nauką jest dobrą wolą. Trwanie w jedności jest dobrą wolą: w jedności ze Mną, by tworzyć jedyne ciało, którego poszczególne części i cząsteczki odżywia jeden płyn; [by stanowić] jedyną budowlę, która spoczywa na jedynym fundamencie i utrzymuje ją w jedności mistyczna spójność. Bez pomocy Ojca – do którego nauczyłem was modlić się i będę się modlić za wami, zanim umrę – nie moglibyście trwać w Miłości, w Prawdzie, to znaczy we Mnie i ze Mną w Bogu Ojcu i w Bogu Miłości, bo My jesteśmy jedynym Bogiem. Dlatego mówię wam, [że musicie] mieć Boga w sobie, aby móc stać się Świątynią, która będzie istnieć bez końca. Sami z siebie nie potrafilibyście tego uczynić. Jeśli Bóg nie zbuduje – a nie może zbudować tam, gdzie nie może objąć siedziby – na próżno ludzie gorączkowo działają, by budować lub odbudowywać. Świątynia nowa, Mój Kościół, powstanie dopiero wtedy, gdy wasze serce udzieli gościny Bogu. On bowiem z was, żywych kamieni, zbuduje Swój Kościół.»

«Ale czyż nie powiedziałeś, że Szymon, syn Jony, jest Głową, Opoką, na której zostanie zbudowany Twój Kościół? I czyż nie dałeś do zrozumienia, że Ty jesteś jego kamieniem węgielnym? Któż więc jest jego głową? Jest ten Kościół czy go nie ma?» – przerywa Iskariota.

«Ja jestem Głową mistyczną, Piotr jest jego głową widzialną. Ja bowiem powracam do Ojca, pozostawiając wam Życie, Światłość, Łaskę – dzięki Mojemu Słowu, dzięki Moim cierpieniom, dzięki Pocieszycielowi, który będzie przyjacielem tych, którzy pozostali Mi wierni. Stanowię jedno z Moim Kościołem, Moim Ciałem duchowym, którego jestem Głową. W głowie mieści się mózg i rozum. Rozum jest siedzibą wiedzy, mózg kieruje ruchami członków poprzez swe niematerialne nakazy, które są ważniejsze dla poruszania częściami ciała niż jakikolwiek inny bodziec. Zaobserwujcie umarłego, w którym martwy jest mózg. Czyż jest jakikolwiek ruch w jego członkach? Zaobserwujcie kogoś całkowicie upośledzonego. Czyż nie jest bezwładny do tego stopnia, że nie potrafi wykonać tych podstawowych instynktownych ruchów, które ma o wiele niżej od niego stojące zwierzę, robak, którego przechodząc depczemy? Zaobserwujcie kogoś, w kim paraliż przerwał kontakt organów, jednego lub wielu, z mózgiem. Czyż jest ruch w części, która nie ma już życiodajnej więzi z głową? Rozum kieruje poprzez swe niematerialne rozkazy. Inne narządy natomiast, takie jak oczy, uszy, język, nos, skóra przekazują swe wrażenia rozumowi. Te inne części ciała spełniają i każą wykonywać to, co nakazuje rozum, powiadomiony przez organy materialne i widzialne, podczas gdy sam intelekt jest niewidzialny. Czy mógłbym – nie mówiąc wam: usiądźcie – spowodować, że usiądziecie na tym zboczu góry? Nawet gdybym pomyślał, że chcę, abyście usiedli, nie będziecie tego wiedzieć, dopóki nie przetłumaczę Mojej myśli na słowa i nie wypowiem ich, posługując się językiem i wargami. Czy i Ja sam mógłbym usiąść, gdybym tylko o tym pomyślał, bo czuję zmęczenie nóg, a gdyby te odmówiły zgięcia się, by pozwolić Mi dzięki temu siedzieć?

Umysł potrzebuje organów i narządów, aby wykonywać i kazać wykonywać czynności, o których myśli. Tak też w ciele duchowym, którym jest Mój Kościół, Ja będę Rozumem, to znaczy Głową, siedzibą umysłu, Piotr zaś i jego współpracownicy – tymi, którzy obserwują reakcje oraz odbierają wrażenia i przekazują je Rozumowi, aby on rozjaśnił i uporządkował to, co jest do zrobienia dla dobra całego ciała, oraz by oni potem, oświeceni i kierowani Moimi nakazami, mówili i prowadzili inne części ciała. Ręka – odrzucająca przedmiot mogący zranić ciało lub odsuwająca to, co zepsute i co mogłoby spowodować zniszczenie – otrzymała polecenie zrobienia tego od tej części, która kieruje. [Podobnie jest z nogą], która przeskakuje przeszkodę, abyście na nią nie wpadli, nie przewrócili się i nie zranili. Dziecko, a nawet [dorosłego] mężczyznę, [może] ocalić od niebezpieczeństwa lub przynieść mu jakiś pożytek pouczenie, [zaangażowanie] w dobre sprawy, małżeństwo, dobry związek – dzięki otrzymanej radzie, dzięki jakiemuś wypowiedzianemu słowu. Przez tę radę i przez to słowo nie szkodzi się, lecz – obdarowuje. Tak będzie w Moim Kościele. Przełożony i przełożeni – prowadzeni przez Boską Myśl, oświeceni przez Boskie Światło i pouczeni przez Odwieczne Słowo – będą wydawać polecenia i rady, członki zaś będą je wykonywać, [uzyskując dzięki temu] duchowe zbawienie i duchową korzyść.

Mój Kościół, [Mistyczne Ciało], już istnieje, bo już posiada swą Głowę nadprzyrodzoną i Głowę Boską, i ma swoje członki – uczniów. Mały jest jeszcze jak ziarenko, które się formuje. Doskonała jest tylko jego Głowa, która nim kieruje, pozostała część – niedoskonała. Potrzebuje ona dotknięcia Bożego, aby osiągnąć doskonałość, i czasu, aby wzrastać. Ale zaprawdę powiadam wam, że on już istnieje, i że jest święty, dzięki Temu, który jest jego Głową, i dzięki dobrej woli sprawiedliwych, którzy go tworzą. Jest święty i niepokonalny. Piekło, złożone z demonów i z ludzi-demonów, zaatakuje go tysiące razy, walcząc z nim na tysiące sposobów, ale nie zwycięży. Ta budowla będzie niezniszczalna.

Budowla jednak nie składa się z jednego kamienia. Popatrzcie tam na Świątynię, ogromną, piękną w zachodzącym słońcu. Czy może jest zbudowana z jednego kamienia? To cały zespół kamieni, które tworzą jedną harmonijną całość. Mówi się: Świątynia. To znaczy jedna całość. Ale ta całość jest zbudowana z wielu kamieni, które ją utworzyły i uformowały. Zbędne byłoby zakładanie fundamentów, gdyby potem nie miały utrzymywać murów i dachu, gdyby na nich nie miały się potem wznosić mury. Niemożliwe byłoby też zbudowanie murów i podtrzymywanie dachu, gdyby nie zostały najpierw założone solidne fundamenty, przystosowane do tak wielkiej budowli.

Tak też – we wzajemnej zależności części, jednej od drugiej – powstanie nowa Świątynia. Przez wieki będziecie ją budować, opierając ją na doskonałych fundamentach, które Ja wam dałem dla tego gmachu. Będziecie ją budować pod kierownictwem Boga, używając do jej wznoszenia czegoś dobrego: duchów, które zamieszkuje Bóg – Bóg w waszym sercu, aby dla tej nowej Świątyni uczynić z serca kamień wygładzony i bez pęknięć. Królestwo Boga [zostanie] utrwalone dzięki Jego prawom w waszym duchu. Jego Królestwo zostanie wzniesione z Jego prawami w waszym duchu. Inaczej bylibyście cegłami źle wypalonymi, spróchniałym drewnem, kamieniami wyszczerbionymi i kruszącymi się. [Bylibyście cegłami,] które nie trzymają się i które budowniczy, jeśli się spostrzeże, odrzuca. [Moglibyście też być takimi kamieniami], które nie wytrzymują, osuwają się i powodują walenie się jakiejś części [budowli]. [Mogło by się tak stać], gdyby budowniczy lub [wielu] budowniczych – postawionych przez Ojca na czele dla budowy Świątyni – byli budowniczymi bałwochwalcami. [To ci, którzy] w sercach pysznią się jak pawie, zamiast czuwać i trudzić się nad wznoszeniem budowli i nad materiałami używanymi do jej budowania. Budowniczowie - bałwochwalcy! Kierujący - bałwochwalcy! Stróże - bałwochwalcy, złodzieje! Złodzieje [rabujący] zaufanie Bogu, szacunek ludziom! Ci złodzieje i pyszni zadowalają się, bo mają sposobność do osiągnięcia zysku i zgromadzenia całej masy materiałów. Nie zważają jednak, czy są one dobre czy słabe, mogące spowodować zawalenie się.

Wy, nowi kapłani oraz uczeni w Piśmie nowej Świątyni, posłuchajcie. Biada wam i temu po was, który zrobi sobie bożka i nie będzie czuwał i pilnował samego siebie oraz innych wiernych, który nie będzie obserwował i sprawdzał dobrej [jakości] kamieni i użytego drewna – bez ufania pozorom – i doprowadzi do zawalenia, pozwalając, by materiały gorszego gatunku albo wręcz szkodliwe zostały użyte do [budowania] Świątyni, wywołując zgorszenie i prowadząc do zniszczenia. Biada wam, jeśli pozwolicie, by powstały pęknięcia i mury niepewne, pokrzywione, mogące łatwo runąć, gdyż nie są zrównoważone fundamentami mocnymi i doskonałymi. Nie od Boga, Założyciela Kościoła, ale od was może przyjść nieszczęście i wy bylibyście za nie odpowiedzialni przed Panem i ludźmi. [Potrzeba] pilności, uwagi, rozeznania, roztropności! Słaby kamień, cegła, belka – które w głównych ścianach stałyby się przyczyną zawalenia – mogą służyć, i służyć dobrze, w części o mniejszym znaczeniu. Tak musicie umieć wybierać: z miłością, aby nie wzbudzić niechęci słabych części; ze stanowczością, aby nie wzbudzić niechęci Boga i nie zniszczyć Jego Budowli. A jeśli spostrzeżecie, że jeden kamień, już wstawiony do podtrzymywania głównego węgła, nie jest dobry lub nie jest wyważony, bądźcie odważni, śmiali i umiejcie go usunąć z tego miejsca. Sprawcie mu ból, nadając mu prostokątny kształt przy pomocy dłuta świętej gorliwości. Jeśli będzie jęczał z bólu, nie szkodzi. Będzie was błogosławił potem przez wieki, bo go ocalicie. Przestawcie go, umieśćcie na innym stanowisku. Nie bójcie się nawet odsunąć go całkowicie, jeśli jest powodem zgorszenia i upadku, buntując się przeciw waszej pracy. Lepiej mniej kamieni niż wiele rupieci. Nie śpieszcie się. Bóg nigdy się nie śpieszy. To jednak, co stwarza, jest wieczne, bo dobrze przemyślane przed wykonaniem. [A nawet] jeśli nie jest wieczne, to trwałe jak wieki. Patrzcie na Kosmos. Od wieków, od tysięcy wieków Bóg go tworzył przez następujące po sobie działania. Naśladujcie Pana. Bądźcie doskonali jak wasz Ojciec. Miejcie Jego Prawo w sobie, Jego Królestwo w sobie, a nie zawiedziecie się.

Jeśli nie będziecie tacy, runie budowla, na próżno będziecie się trudzić i wznosić ją. Pozostanie z niej jedynie kamień węgielny, fundamenty... Tak, jak stanie się z tą!... Zaprawdę powiadam wam, że z tą [Świątynią] tak będzie. I tak stanie się z waszą, jeśli wstawicie w nią to, co znajduje się w tej, [to znaczy] elementy chore od pychy, chciwości, grzechu, rozwiązłości. Jak się rozproszył z powodu podmuchu wiatru ten baldachim z chmur, który, naprawdę tak piękny, wydawał się spoczywać na szczycie tej góry, tak również – w podmuchu wichury kary nadprzyrodzonej i ludzkiej – runą budowle, które ze świętości mają tylko nazwę...»

Jezus milknie, zamyślony. Gdy zabiera głos ponownie, robi to, aby wydać polecenie:

«Usiądźmy, aby nieco odpocząć.»

Siadają na zboczu Góry Oliwnej twarzą do Świątyni. Całuje ją zachodzące słońce. Jezus przygląda się temu miejscu, uważnie i ze smutkiem, inni – z dumą z powodu jej piękna. Nad dumą tą rozciąga się jednak zasłona niepokoju, wywołana słowami Nauczyciela. A jeśli to piękno ma rzeczywiście ulec zniszczeniu?...

Piotr i Jan rozmawiają ze sobą, a potem szepczą coś do Jakuba, syna Alfeusza, i do Andrzeja, swych sąsiadów, którzy wyrażają zgodę skinieniem głowy. Wtedy Piotr zwraca się do Nauczyciela, mówiąc:

[Por. Mt 24,3, Mk 13,3-4, Łk 21,7] [Pytanie uczniów]

«Chodź na bok i wyjaśnij nam, kiedy zrealizuje się Twoja przepowiednia o zburzeniu Świątyni. Daniel mówi o tym, lecz gdyby było tak, jak on mówi i jak Ty mówisz, Świątyni pozostałoby zaledwie kilka godzin. My jednak nie widzimy ani wojsk, ani przygotowań do wojny. Kiedy więc to się stanie? Co będzie tego znakiem? Ty przyszedłeś. Mówisz, że wkrótce odejdziesz. A jednak wiemy, że to się stanie, kiedy Ciebie nie będzie pomiędzy ludźmi. Zatem powrócisz? Kiedy nastąpi Twój powrót? Wyjaśnij nam, abyśmy wiedzieli...»

«Nie trzeba odchodzić na bok. Widzisz? Zostali uczniowie najwierniejsi, którzy udzielą wielkiej pomocy wam, dwunastu. Oni mogą słyszeć to, co mówię do was. Podejdźcie bliżej do Mnie!» – woła Jezus na koniec, aby zgromadzić wszystkich.

Uczniowie, rozproszeni po stoku, podchodzą, formują zwartą grupę, ściśnięci wokół Jezusa i Jego apostołów. Słuchają.

[Por. Mt 24,4-8, Mk 13,5-8, Łk 21,8-11] [Początek boleści]

«Uważajcie, by nikt was nie zwiódł w przyszłości. Ja jestem Chrystusem. Nie będzie innych Chrystusów. Dlatego też, kiedy liczni przyjdą – ażeby wam powiedzieć: ‘Ja jestem Chrystusem’, i zwiodą wielu – wy nie wierzcie w te słowa, nawet jeśli będą im towarzyszyć cuda. Szatan, ojciec kłamstwa i opiekun kłamców, pomaga swoim sługom i naśladowcom fałszywymi cudami. Można jednak rozpoznać, że nie są one dobre, bo zawsze łączą się ze strachem, niepokojem i kłamstwem. Cuda Boże rozpoznacie [przez to, że] przynoszą święty pokój, radość, wyzwolenie, wiarę, prowadzą do świętych pragnień i czynów. Inne – nie. Zastanawiajcie się zatem nad formą i skutkami cudów, które będziecie mogli zobaczyć w przyszłości, [połączonych] z dziełami fałszywych Chrystusów i tych wszystkich, którzy przywdzieją szaty zbawicieli narodów, a będą niszczącymi je dzikimi zwierzętami.

Zobaczycie i usłyszycie też o wojnach i o pogłoskach wojennych. Powiedzą wam: ‘To znaki końca’. Nie niepokójcie się. Jeszcze nie nastąpi koniec. Trzeba, by wszystko to wydarzyło się przed końcem, ale to nie będzie jeszcze końcem. Powstanie naród przeciw narodowi, królestwo przeciw królestwu, państwo przeciw państwu, kontynent przeciw kontynentowi. Będą zarazy, głód, trzęsienia ziemi w wielu miejscach. To jednak będzie dopiero początkiem boleści.

[Por. Mt 24,9-14, Mk 13,9-13, Łk 21,12-19] [Prześladowanie uczniów]

Wtedy wydadzą was na udrękę i zabiją, oskarżając was o to, że jesteście winni ich cierpień. Będą też mieć nadzieję, że wyjdą z nich, prześladując i niszcząc Moje sługi. Ludzie zawsze oskarżają niewinnych o to, że są przyczyną nieszczęścia, które przygotowują sobie oni sami – grzesznicy. Oskarżają samego Boga – Doskonałą Niewinność i Dobroć Najwyższą – o to, że jest przyczyną ich cierpienia. Tak też postąpią z wami i będziecie znienawidzeni z powodu Mojego Imienia. To szatan ich prowokuje. I wielu będzie się oburzać i zdradzać wzajemnie, i nienawidzić. To również szatan ich podjudza. I powstaną fałszywi prorocy, którzy doprowadzą wielu do błędu. To również szatan będzie prawdziwym sprawcą tak wielkiego zła. A z powodu rozprzestrzenienia się nieprawości ostygnie miłość w wielu. Kto jednak wytrwa do końca, będzie zbawiony. Najpierw jednak trzeba, by ta Ewangelia o Królestwie Bożym była głoszona na całym świecie, na świadectwo wszystkim narodom. Wtedy nadejdzie koniec. Powrót do Chrystusa Izraela, który go przygarnia, i głoszenie Mojej Nauki na całym świecie.

[Por. Mt 24,15-22, Mk 13,14-20, Łk 21,20-24] [Ohyda spustoszenia]

Następnie inny znak. Znak końca Świątyni i końca Świata. Kiedy zobaczycie ohydę spustoszenia, przepowiedzianą przez Daniela – niech ten, kto Mnie słucha, zrozumie, a kto czyta Proroka, niech umie czytać między wierszami – wówczas ten, który będzie w Judei, niech ucieka w góry. Kto będzie na tarasie niech nie schodzi, aby zabrać to, co ma w domu. Ten zaś, kto będzie w polu, niech nie wraca do domu, aby zabrać płaszcz, lecz niech ucieka nie wracając, by mu się nie przydarzyło, że nie będzie mógł już tego zrobić; a nawet niech się nie odwraca w czasie ucieczki dla przypatrzenia się, aby nie zachować w sercu straszliwego widoku i nie oszaleć z jego powodu. Biada brzemiennym i karmiącym w owe dni. I biada, gdyby ucieczka musiała nastąpić w szabat! Nie można by uciec, aby się ocalić, nie popełniając grzechu. Módlcie się zatem, aby nie nastąpiła w zimie ani w dniu szabatu, wtedy bowiem ucisk byłby tak wielki, jakiego nigdy nie było od początku świata aż dotąd, i nie będzie nigdy więcej podobnego, bo nastąpi koniec. Gdyby nie zostały skrócone te dni przez wzgląd na wybranych, nikt by nie ocalał, bo ludzie-szatani sprzymierzą się z piekłem, aby dręczyć ludzi.

[Por. Mt 24,23-28, Mk 13,21-23; Łk 17,20-37] [Zwodzenie]

I wtedy też – aby demoralizować i sprowadzać z drogi sprawiedliwości tych, którzy pozostaną wierni Panu – powstaną tacy, którzy powiedzą: “Chrystus jest tam, Chrystus jest tu. Jest w tamtym miejscu. Oto On.” Nie wierzcie. Niech nikt nie wierzy, bo powstaną fałszywi Chrystusowie i fałszywi prorocy, którzy będą czynić cuda i nadzwyczajności, żeby wprowadzić w błąd, jeśli to możliwe, nawet wybranych. I będą głosić nauki pozornie pokrzepiające i tak dobre, że zwiodłyby nawet najlepszych, gdyby z nimi nie było Ducha Bożego, który by ich oświecił co do prawdy i co do szatańskiego pochodzenia tych cudów i nauk. To wam powiadam. To wam przepowiadam, abyście potrafili odpowiednio postępować. Ale nie bójcie się, że upadniecie. Jeśli będziecie trwać w Panu, nie zostaniecie wciągnięci w pokusę ani w zniszczenie. Przypomnijcie sobie to, co wam powiedziałem: “Dałem wam moc stąpania po wężach i skorpionach i z całej potęgi Nieprzyjaciela nic wam nie zaszkodzi, bo wszystko zostanie wam poddane”. Przypominam wam jednak, że aby to otrzymać, musicie mieć Boga w sobie, a radować się macie nie dlatego, że panujecie nad mocami Złego i nad truciznami, ale dlatego, że wasze imiona są zapisane w Niebie.

Trwajcie w Panu i w Jego prawdzie. Ja jestem Prawdą i uczę prawdy. Dlatego jeszcze raz wam powtarzam: cokolwiek by wam powiedzieli o Mnie, nie wierzcie. Tylko Ja powiedziałem prawdę. Tylko Ja wam mówię, że Chrystus przyjdzie, ale wtedy, gdy nastąpi koniec. Dlatego – jeśli wam powiedzą: “Jest na pustyni” – nie idźcie. Gdy wam powiedzą: “Jest w tamtym domu”, nie dajcie posłuchu. Syn Człowieczy bowiem w czasie Swego drugiego przyjścia będzie podobny do błyskawicy, która rozbłyskuje na wschodzie i jaśnieje aż po zachód, w czasie krótszym niż mgnienie oka. W orszaku Swoich jaśniejących aniołów przemierzy wielkie Ciało, które nagle stało się Zwłokami, i będzie sądzić. Gdziekolwiek będzie ciało, tam zgromadzą się orły.

[Por. Mt 24,29-31, Mk 13,24-27, Łk 21,25-28] [Przyjście Syna Człowieczego]

I zaraz po ucisku tych ostatnich dni, o którym wam powiedziano – mówię już o końcu czasów i świata oraz o zmartwychwstaniu kości, o czym wspominają prorocy – słońce się zaćmi, księżyc nie da już swego blasku, a gwiazdy z nieba spadać będą jak ziarenka z grona zbyt dojrzałego, potrząsanego przez powiew zawieruchy, i moce Niebios zadrżą. I wtedy na ciemnym nieboskłonie ukaże się jaśniejący znak Syna Człowieczego, i zapłaczą wszystkie narody ziemi, i ludzie ujrzą Syna Człowieczego przychodzącego na obłokach niebieskich, z wielką mocą i chwałą. I nakaże On Swoim aniołom zżąć zboże i dokonać winobrania, i oddzielić plewy od pszenicy, i wrzucić winogrona do kadzi. Nadejdzie bowiem czas wielkiego zbioru zasiewu Adama. I nie będzie już więcej trzeba przechowywać małych kiści winogron ani ziaren na zasiewy, bo rodzaj ludzki nie zostanie uwieczniony na martwej ziemi. I rozkaże Swoim aniołom, żeby wielkim dźwiękiem trąby zgromadzili wybranych z czterech stron, z jednego krańca niebios do drugiego, aby stanęli u boku Boskiego Sędziego i sądzili z Nim ostatnich żyjących i zmartwychwstałych.

[Por. Mt 24,32-35: Mk 13,28-31, Łk 21,29-33 [Przykład drzew figowego]

Od figowca uczcie się przez podobieństwo: kiedy widzicie, że jego gałąź robi się giętka i wypuszcza liście, wiecie, że bliskie jest lato. Tak też kiedy zobaczycie to wszystko, wiedzcie, że Chrystus właśnie nadchodzi. Zaprawdę powiadam wam: nie przeminie to pokolenie, które Mnie nie chce, zanim to wszystko się wydarzy. Moje słowo nie zna upadku. To, co powiedziałem, będzie. Serce i myśl człowieka mogą się zmienić, ale nie zmienia się Moje słowo. Niebo i ziemia przeminą, ale Moje słowa nie przeminą.

[Por. Mt  24,36-41 Mk 13,32; [Godzina przyjścia nieznana]

Co do dnia i dokładnej godziny, to nikt jej nie zna, nawet aniołowie Pańscy, tylko Ojciec ją zna. Jak działo się za czasów Noego, tak będzie w czasie przyjścia Syna Człowieczego. Za dni poprzedzających potop ludzie jedli, pili, żenili się i wychodzili za mąż, nie myśląc o znaku aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki i otwarły się zasuwy niebios. I potop pochłonął wszystkich żyjących i wszystko. Tak też będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch mężczyzn będzie na polu i jeden zostanie wzięty, a drugi – pozostawiony. Dwie niewiasty będą zajęte obracaniem kamienia młyńskiego: jedna zostanie wzięta, a druga – pozostawiona. Nieprzyjaciele Ojczyzny, a jeszcze bardziej aniołowie, oddzielą dobre ziarno od plew, i nie będą miały czasu przygotować się na sąd Chrystusa.

[Por. Mt 24,42-44, Mk 13,33, Łk 21,34-38 [Potrzeba czujności]

Czuwajcie zatem, bo nie wiecie, o której godzinie przyjdzie wasz Pan. Zastanówcie się nad tym: gdyby ten, który jest głową rodziny, wiedział, o której godzinie przyjdzie złodziej, czuwałby i nie pozwoliłby ograbić swego domu. Czuwajcie przeto i módlcie się, będąc zawsze przygotowanymi na przyjście. Bez tego bowiem wasze serca wpadną w otępienie z powodu nadużycia i braku umiaru wszelkiego rodzaju, a wasze dusze będą nieuważne i zamknięte na sprawy Nieba, z powodu nadmiernych trosk o rzeczy ziemskie. [Czuwajcie], abyście nie wpadli niespodziewanie w sidła śmierci, gdy jesteście nieprzygotowani. Wszyscy bowiem, pamiętajcie, musicie umrzeć. Wszyscy ludzie narodzeni muszą umrzeć. Ta śmierć jest indywidualnym przyjściem Chrystusa – jak i następujący [po niej] sąd. Będzie on miał swoje powszechne powtórzenie w czasie uroczystego przyjścia Syna Człowieczego.


[Por. Mt 24,45-51, Mk 13,34-37] [Wierny i roztropny sługa]

Kto będzie tym sługą wiernym i roztropnym, ustanowionym przez pana, aby wydzielał żywność domownikom w czasie jego nieobecności? Szczęśliwy będzie jego los, jeśli pan, powracając niespodziewanie, zastanie go przy spełnianiu tego, co powinien, pilnie, sprawiedliwie i z miłością. Zaprawdę powiadam wam, że powie mu: “Pójdź, sługo dobry i wierny. Zasłużyłeś na moją nagrodę. Masz ją: zarządzaj wszystkimi moimi dobrami”. Ale jeśli tylko wydawał się [uczciwym], lecz nie był ani dobry, ani wierny... A jeśli we wnętrzu był tak zły, jak na zewnątrz był obłudny... Jeśli po odjeździe pana powie sobie w sercu: “Pan opóźni się z powrotem! Nastaną dla nas piękne czasy...” Jeśli zacznie bić i znęcać się nad współsługami, pobierając lichwę od jedzenia i wszystkich innych rzeczy, aby mieć więcej pieniędzy do trwonienia z hulakami i pijakami... Co wtedy się stanie? Pan powróci nieoczekiwanie – gdy sługa nie spodziewa się, że jest w pobliżu – i zostanie odkryte jego złe postępowanie. Zostanie mu odebrane stanowisko i pieniądze i zostanie wypędzony tam, gdzie wymaga tego sprawiedliwość. I tam pozostanie.

I tak [będzie] z grzesznikiem, który nie pokutuje i nie myśli, że śmierć może być bliska i bliski – sąd; i rozkoszuje się i nadużywa, mówiąc: “Potem okażę skruchę”. Zaprawdę powiadam wam, że nie będzie miał czasu, by to zrobić. Zostanie więc skazany na pozostawanie na wieki w miejscu przerażającej grozy, gdzie jest tylko bluźnierstwo i płacz, i męczarnie.


[Por. Mt 25,31-46] [Sąd Ostateczny]

Wyjdzie stamtąd tylko na Sąd Ostateczny, gdy przyoblecze się w zmartwychwstałe ciało, aby stanąć cały na tym Sądzie. Jak całą [swą istotą] grzeszył w czasie życia ziemskiego, tak też z ciałem i z duszą stanie przed Sędzią Jezusem, którego nie chciał jako Zbawiciela.

Wszyscy zgromadzą się przed Synem Człowieczym: niezmierzony tłum ciał, które zwróci ziemia i morze, ciał utworzonych na nowo po tak długim czasie, kiedy były prochem. I duchy – w ciałach. Każdemu ciału, które przyoblecze szkielet, będzie odpowiadał własny duch – ten, który je ożywiał niegdyś. I staną prosto przed Synem Człowieczym, wspaniałym w Swoim Boskim Majestacie, siedzącym na tronie Swej chwały, podtrzymywanym przez Swoich aniołów.

I oddzieli On [jednych] ludzi od [innych] ludzi, stawiając po jednej stronie dobrych, a po drugiej – złych, jak pasterz oddziela owieczki od kozłów. I postawi owce po prawicy, a kozły po lewicy. I powie łagodnym głosem i z życzliwym spojrzeniem do tych, którzy – pełni pokoju i piękni pięknością chwalebną w blasku świętego ciała – będą patrzeć na Niego z całą miłością swych serc: “Pójdźcie, o błogosławieni Ojca Mojego, weźcie w posiadanie Królestwo przygotowane dla was od założenia świata. Byłem bowiem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem więźniem, a przyszliście przynieść Mi pociechę”.

Wtedy sprawiedliwi zapytają Go: “Kiedy to, Panie, widzieliśmy Cię głodnym i daliśmy Ci jeść, spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedyż widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy cię, nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy to widzieliśmy Cię chorym i uwięzionym i przyszliśmy Cię odwiedzić?” A Król królów powie im: “Zaprawdę powiadam wam: wszystko, co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych z Moich braci, Mnie uczyniliście.”

A potem zwróci się to tych, którzy będą po Jego lewicy, i powie im, z surowym obliczem, ze spojrzeniem podobnym do błyskawic rażących potępionych, z głosem, w którym zabrzmi gniew Boży: “Idźcie stąd precz! Odejdźcie precz ode Mnie, o przeklęci! Do ognia wiecznego, przygotowanego przez gniew Boży dla demona i aniołów ciemności i dla tych, którzy słuchali ich głosów potrójnej i plugawej pożądliwości. Byłem bowiem głodny, a nie nakarmiliście Mnie; spragniony, a nie ugasiliście Mojego pragnienia; byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie; przybyszem – a odrzuciliście Mnie; chorym i w więzieniu – a nie odwiedziliście Mnie. Mieliście bowiem tylko jedno prawo: zadowolenie własnego ja. A ci Mu powiedzą: “Kiedy widzieliśmy Cię głodnym, spragnionym, nagim, przybyszem, chorym, w więzieniu? Naprawdę nie znaliśmy Cię. Nie było nas wtedy, gdy Ty byłeś na ziemi.” A On odpowie im: “To prawda. Nie znaliście Mnie, bo nie było was wówczas, gdy Ja byłem na ziemi. Ale znaliście przecież Moje słowo i mieliście biednych pośród siebie, głodnych i spragnionych, i nagich, i chorych, i uwięzionych. Dlaczego nie uczyniliście im tego, co być może zrobilibyście Mnie? Nie jest już powiedziane, że miłosiernymi względem Syna Człowieczego mogli być tylko ci, którzy mieli Go pośród siebie. Czy nie wiecie, że w Moich braciach Ja jestem, i gdzie jest jeden z nich, który cierpi, tam jestem Ja; i że to, czego nie uczyniliście jednemu z tych Moich najmniejszych braci, tego odmówiliście Mnie, Pierworodnemu spośród ludzi? Odejdźcie i palcie się w waszym egoizmie. Odejdźcie i niech otoczą was ciemności i chłód, bo ciemnością i lodem byliście, choć wiedzieliście, gdzie znajdowało się Światło i Ogień Miłości”. I pójdą ci na wieczną mękę, a sprawiedliwi wejdą do życia wiecznego.

To są rzeczy przyszłe... Teraz idźcie. I niech nie będzie podziałów między wami. Ja odchodzę z Janem i będę z wami w czasie pierwszej straży, by odpocząć i powrócić do pouczeń.»

«Również dziś wieczorem? Czy będziemy to robić co wieczór? Jestem cały obolały od rosy. Czy nie lepiej byłoby teraz wejść do jakichś gościnnych domów? Wciąż pod namiotami! Wciąż czuwać i to nocami, które są chłodne i wilgotne...» – mówi Judasz, uskarżając się.

«To ostatnia noc. Jutro... będzie inaczej.»

«Ach! Sądziłem, że chcesz chodzić do Getsemani co noc... Lecz jeśli to jest ostatnia...»

«Tego nie powiedziałem, Judaszu. Powiedziałem, że to będzie ostatnia noc, którą spędzimy wszyscy razem w obozie Galilejczyków. Jutro przygotujemy Paschę i spożyjemy baranka, a potem pójdę modlić się sam do Getsemani. A wy będziecie mogli robić, co chcecie.»

«Ależ my pójdziemy z Tobą, Panie! Kiedyż to chcieliśmy Cię opuścić?» – pyta Piotr.

«Milcz, ty, winowajco. Ty i Zelota jedynie fruwacie tu i tam, gdy tylko Nauczyciel was nie widzi. Mam was na oku. W Świątyni... w ciągu dnia... pod namiotami, w dole...» – mówi Iskariota, zadowolony, że to ujawnia.

«Dość! Jeśli tak czynią, postępują dobrze. Ale nie zostawiajcie Mnie samego... Proszę was...»

«Panie, nie robimy nic złego, wierz nam. Nasze działania zna Bóg i Jego oko nie odwraca się od nas ze wstrętem» – odzywa się Zelota.

«Wiem o tym, lecz to bezużyteczne. A to, co daremne, zawsze może zaszkodzić. Pozostańcie jak najbardziej zjednoczeni.»

Potem [Jezus] zwraca się do Mateusza:

«Ty, Mój dobry kronikarzu, powtórzysz im przypowieść o dziesięciu dziewicach mądrych i dziesięciu głupich; i tę o panu, który daje talenty trzem sługom, aby je pomnożyli, i o dwóch, którzy je podwajają, oraz o leniwym, który zakopuje [talent]. Pamiętasz?»

«Tak, mój Panie, dokładnie.»

«Zatem powtórz je tym tutaj. Nie wszyscy je znają, a nawet ci, którzy je znają, z przyjemnością wysłuchają ich znowu. Spędźcie czas na mądrych rozmowach aż do Mojego powrotu. Czuwajcie! Czuwajcie! Niech wasz duch będzie przebudzony! Te przypowieści są dostosowane do tego, co mówiłem. Żegnajcie. Pokój niech będzie z wami.»

I ujmuje Jana za rękę, i kieruje się z nim ku miastu...

Inni idą do obozu Galilejczyków.



Przekład i wyłączne prawa do tekstu: "Vox Domini" Więcej na stronie: O Marii Valtorcie i jej pismach