Ewangelia według
św. Mateusza
Ewangelia według
św. Marka
Ewangelia według
św. Łukasza
Ewangelia według
św. Jana


Maria Valtorta

Księga VI - Męka Jezusa Chrystusa

–   POEMAT BOGA-CZŁOWIEKA   –

13. WTOREK PRZED PASCHĄ. CZĘŚĆ I: DZIEŃ.

Napisane 1 kwietnia 1947. A, 11256-11269

Właśnie mają wejść do miasta, wciąż tą samą, oddaloną ścieżką, którą szli w przeddzień rano, jakby Jezus nie chciał, żeby przed wejściem do Świątyni otoczyli Go ludzie czekający na Niego. Znajdują się w niej bardzo szybko, wchodząc przez Bramę Owczą, która jest blisko sadzawki służącej do mycia zwierząt przeznaczonych na ofiarę. Dziś jednak wielu spośród siedemdziesięciu dwóch czeka na Niego już za Cedronem, przed mostem. Kiedy więc widzą, że Jezus w Swej purpurowej szacie pojawia się, między zielonoszarymi oliwkami, wychodzą Mu na spotkanie.

[por. Mt 21,20; Mk 11,20]

Gromadzą się, aby wejść do miasta. Piotr ciągle patrzy w dal, na podstawę wzniesienia, podejrzewając, iż ujrzy, jak wyłania się ktoś o złych zamiarach. Dostrzega między świeżą zielenią ostatnich zboczy stertę zwiędłych liści, które zwisają i pochylają się nad wodami Cedronu. Liście, zwinięte i umierające, mają tu i tam plamy podobne do rdzy. Przypominają liście rośliny wyschłej od płomieni. Od czasu do czasu wiatr odrywa jeden liść i zanurza go w wodach strumienia.

«Ależ to jest wczorajszy figowiec! Figowiec, który przekląłeś!» – woła Piotr, pokazując ręką wyschłą roślinę i odwracając głowę, by powiedzieć coś Nauczycielowi.

Wszyscy biegną, z wyjątkiem Jezusa, który idzie naprzód zwykłym krokiem. Apostołowie opowiadają uczniom, co zaszło wcześniej, i wszyscy komentują wspólnie [wydarzenie], spoglądając na Jezusa. Widzieli tysiące cudów dokonanych na ludziach i żywiołach, lecz ten uderza ich jak żaden inny.

Jezus, który do nich doszedł, uśmiecha się na widok zaskoczonych i bojaźliwych twarzy i mówi:

«I cóż? Tak was zadziwia, że na Moje słowo figowiec usechł? Czyż nie widzieliście, jak wskrzeszałem umarłych, jak uzdrawiałem trędowatych, przywracałem wzrok niewidomym, mnożyłem chleby, uspokajałem burze, gasiłem ogień? Zaskakuje was, że schnie jeden figowiec?»

«To nie z powodu figowca. Wczoraj był bujny, kiedy go przeklinałeś, a teraz jest suchy. Spójrz, jest kruchy jak wyschnięta sucha glina. Jego gałęzie już nie mają rdzenia. Zobacz, rozsypują się na proch» – i Bartłomiej rozciera na proch w palcach gałęzie, które z łatwością ułamał.

«Nie mają rdzenia, jak rzekłeś. To śmierć, gdy nie ma już rdzenia, tak samo z drzewem, jak i z narodem, jak z religią. Jest tylko twarda kora i niepotrzebne liście: okrucieństwo i zewnętrzna obłuda. Rdzeń, biały, wewnętrzny, pełen soku, odpowiada świętości, duchowości. Twarda kora i bezużyteczne liście – naturze ludzkiej, pozbawionej życia duchowego i sprawiedliwego. Biada religiom, które staną się czymś czysto ludzkim, bo ich kapłani i ich wierni nie będą już mieli żywotnego ducha. Biada narodom, których przywódcy są okrutni i hałaśliwi, pozbawieni owocnych idei! Biada ludziom, których duchowi brak życia!»

«Gdybyś jednak powiedział to wielkim Izraela – choć Twoje słowo jest słuszne – nie byłbyś mądry. Niech nie rodzi w Tobie złudzeń to, że aż do dziś pozwolili Ci mówić. Sam powiedziałeś, że jest tak nie z powodu nawrócenia ich serc, lecz przez kalkulacje. Umiej zatem i Ty obliczać wartość i konsekwencje Swych słów. Bo jest także mądrość świata, poza mądrością ducha. I trzeba umieć się nią posługiwać dla naszej korzyści. Na razie bowiem jesteśmy na świecie, a nie – w Królestwie Boga» – mówi Iskariota bez kąśliwości, tonem pouczającym.

«Prawdziwym mędrcem jest ten, kto umie widzieć rzeczy nie zasłonięte fałszującym je cieniem własnej zmysłowości i przemyślnych kalkulacji. Zawsze powiem prawdę o tym, co widzę.»

«Ale, w końcu, ten figowiec jest martwy, bo to Ty go przekląłeś czy raczej... to zwykły przypadek... znak... nie wiem?» – pyta Filip.

«Wszystko, co mówisz. To jednak, co Ja uczyniłem, i wy moglibyście czynić, gdybyście doszli do posiadania wiary doskonałej. Miejcie wiarę w Najwyższego Pana. A kiedy będziecie ją mieli, zaprawdę mówię wam, będziecie potrafili to i jeszcze więcej. Zaprawdę powiadam wam, jeśli ktoś dojdzie do posiadania doskonałej ufności w moc modlitwy i dobroć Pana, będzie mógł powiedzieć tej górze: “Przesuń się stąd tam i rzuć się w morze”, i jeśli mówiąc to, nie będzie się wahał w sercu, lecz uwierzy, że to, co rozkazuje, może się spełnić, stanie się to, co wypowiada.»

«I bylibyśmy podobni do wróżbitów i zostalibyśmy ukamienowani, jak to jest powiedziane o tym, kto zajmuje się czarami. To byłby bardzo głupi cud i na naszą zgubę!» – orzeka Iskariota, potrząsając głową.

«Głupi jesteś ty, który nie pojmujesz przypowieści!» – odpowiada mu Juda.

Jezus nie mówi do Judasza, lecz do wszystkich:

«Powiadam wam – a jest to dawne pouczenie, które wam powtarzam w tej godzinie – że jeśli o coś prosić będziecie na modlitwie, miejcie wiarę, że to otrzymacie, a tak się stanie. Lecz jeśli przed modlitwą macie coś przeciw komuś, najpierw mu przebaczcie i zawrzyjcie pokój, aby przyjacielem waszym był Ojciec, który jest w Niebie. On wam tak wiele przebacza i obdarowuje was od rana do wieczora i od zachodu do świtu.»


[por. Mt 22,15-22; Mk 12,13-17; Łk 20,20-26]

Wchodzą do Świątyni. Żołnierze z [twierdzy] Antonia przyglądają się przechodzącym. Idą uwielbić Pana, a potem powracają na dziedziniec, na którym nauczają rabini.

Natychmiast, zanim jeszcze przybywają ludzie i zanim gromadzą się wokół Niego, podchodzą należący do saforim, doktorzy Izraela i herodianie. Z kłamliwym szacunkiem, po pozdrowieniu Go, mówią:

«Nauczycielu, wiemy, że jesteś mądry i prawdomówny i że nauczasz drogi Bożej nie zważając na nic ani na nikogo, z wyjątkiem prawdy i sprawiedliwości, i że mało obchodzi Cię sąd innych o Tobie, lecz jedynie to, by doprowadzić ludzi do Dobra. Powiedz nam zatem: czy wolno płacić podatek Cezarowi czy też nie jest słuszne to czynić? Cóż Ci się wydaje?»

Jezus patrzy na nich Swoim spojrzeniem o przeszywającej i nadzwyczajnej przenikliwości i odpowiada:

«Dlaczego kusicie Mnie obłudnie? Przecież jeden z was wie, że nie można Mnie zmylić obłudnymi honorami! Pokażcie Mi jednak jedną z tych monet, które służą do płacenia podatku.»

Pokazują Mu monetę. On przygląda się jej z jednej i z drugiej strony, trzymając ją w lewej dłoni, potem dotyka ją palcem wskazującym prawej ręki, pytając:

«Czyj jest ten wizerunek i czyj to napis?»

«To oblicze Cezara, a napis przedstawia jego imię: imię Kajusza Tyberiusza Cezara, który jest obecnie imperatorem Rzymu.»

«Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, i dajcie Bogu to, co należy do Boga» – i odwraca się do nich plecami, oddawszy monetę człowiekowi, który Mu ją podał.


[por. Mt 22,23-33; Mk 1 12,18-27; Łk 20,27-40]

Słucha tego i tamtego pielgrzyma, zadającego Mu pytania, pociesza, udziela przebaczenia, uzdrawia. Mijają godziny. Jezus wychodzi ze Świątyni, aby iść, być może poza Bramę, posilić się żywnością, dostarczoną przez sługi Łazarza, którym zostało to polecone.

Gdy powraca do Świątyni, jest popołudnie. Jezus jest niestrudzony. Łaska płynie z Jego rąk kładzionych na chorych i mądrość – z Jego ust, kiedy udziela osobistych rad tym licznym, którzy do Niego podchodzą. Wydaje się, że chce ich wszystkich pocieszyć, wszystkich uzdrowić, zanim nie będzie już mógł tego uczynić.

Słońce już zachodzi i apostołowie usiedli zmęczeni na ziemi pod portykiem, oszołomieni tym stałym poruszaniem się tłumu po dziedzińcach Świątyni, z okazji zbliżającej się Paschy. W tej chwili do Niestrudzonego zbliżają się możni i bogaci, jak można z pewnością sądzić po ich okazałych szatach.

Mateusz, który lekko tylko przysypia, wstaje, by poruszyć innych. Mówi:

«Saduceusze idą do Nauczyciela. Nie zostawiajmy Go samego, aby Go nie obrazili lub nie próbowali Mu zaszkodzić albo z Niego zadrwić.»

Wszyscy wstają, by się przyłączyć do Nauczyciela. Natychmiast Go otaczają. Domyślam się, że musiały wcześniej mieć miejsce jakś prześladowania, kiedy przybyli do Świątyni lub kiedy do niej powrócili w godzinie seksty.

Saduceusze witają Jezusa z przesadnymi ukłonami i mówią:

«Nauczycielu, odpowiedziałeś tak mądrze herodianom, że zapragnęliśmy i my otrzymać promień Twego światła. Posłuchaj. Mojżesz rzekł: “Jeśli ktoś umrze bez dzieci, niech jego brat poślubi wdowę, aby wzbudzić potomstwo swemu bratu.” Zatem było wśród nas siedmiu braci. Pierwszy po poślubieniu młodej dziewczyny umarł nie zostawiając potomstwa i tak pozostawił żonę bratu. Drugi umarł także bez potomstwa. Tak samo stało się z trzecim, który poślubił wdowę po dwóch, którzy go poprzedzili, i tak samo było aż do siódmego. Wreszcie po poślubieniu siedmiu braci niewiasta umarła. Powiedz nam: przy zmartwychwstaniu ciał – jeśli to prawda, że ludzie zmartwychwstaną i że nasze dusze przeżyją i na nowo zjednoczą się z ciałem w dniu ostatnim, na nowo formując żywych – który z siedmiu braci będzie ją miał za żonę, bo na ziemi miało ją wszystkich siedmiu?»

«Mylicie się. Nie potraficie zrozumieć ani Pism, ani potęgi Boga. Bardzo będzie się różnić przyszłe życie od obecnego, a w Królestwie wiecznym nie będzie potrzeb ciała takich, jak w obecnym. Zaprawdę bowiem po Sądzie ostatecznym ciało zmartwychwstanie i połączy się z duszą nieśmiertelną, tworząc ponownie jedną całość, żyjącą tak, a nawet lepiej, niż żyje Moja i wasza osoba teraz, jednak nie podlegającą już prawom, a zwłaszcza bodźcom i nadużyciom istniejącym obecnie. Po zmartwychwstaniu mężczyźni i kobiety nie będą się żenić ani za mąż wychodzić, lecz będą podobni aniołom Bożym w Niebie, którzy nie żenią się ani nie wychodzą za mąż, a jednak żyją w miłości doskonałej, która jest miłością Bożą i duchową. Co zaś się tyczy zmartwychwstania umarłych to nie czytaliście, jak Bóg mówił do Mojżesza z krzewu? Cóż powiedział wtedy Najwyższy? “Jestem Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba”. Nie powiedział: “byłem”, dając do zrozumienia, że Abraham, Izaak i Jakub istnieli, ale już ich nie ma. Powiedział: “Jestem”, gdyż Abraham, Izaak i Jakub istnieją. Nieśmiertelni – jak wszyscy ludzie w swej części nieśmiertelnej, dopóki trwają wieki, a potem także z ciałem wskrzeszonym na wieczność. Istnieją, jak istnieje Mojżesz, prorocy, sprawiedliwi, jak, niestety, istnieje Kain, jak istnieją ci z potopu i sodomici, i wszyscy ci, którzy umarli w grzechu ciężkim. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych.»

«Także Ty umrzesz, a potem będziesz żył?» – mówią, wystawiając Go na próbę. Są już zmęczeni swą układnością. Zawziętość jest tak wielka, że nie potrafią się opanować.

«Ja jestem Żywym i Moje Ciało nie dozna rozpadu. Arka została nam odebrana, a i obecna zostanie odebrana także jako symbol. Namiot został nam usunięty i zostanie zniszczony. Prawdziwa Świątynia Boża nie będzie mogła jednak być usunięta i zniszczona. Gdy Jej przeciwnicy będą sądzić, że to uczynili, będzie to chwila, w której utrwali się Ona w prawdziwym Jeruzalem, w całej Swojej chwale. Żegnajcie.»

I Jezus śpieszy w kierunku Dziedzińca Izraelitów, gdyż srebrne trąbki wzywają na wieczorną ofiarę.


Jezus mówi mi:

«Jak kazałem ci zaznaczyć wyrażenie: ‘z Mojego kielicha’ – w wizji matki Jana i Jakuba, proszącej o miejsce dla swoich synów – tak też mówię ci, żebyś podkreśliła we wczorajszej wizji fragment: ‘kto upadnie, o ten kamień rozbije się’. W tłumaczeniach przeważnie używa się ‘na’, a Ja powiedziałem: ‘o’, a nie ‘na’. Jest to proroctwo przeciwko wrogom Mojego Kościoła. Ci, którzy mu się sprzeciwiają, uderzając w Niego, bo On jest Kamieniem węgielnym, rozbiją się. Historia ziemi, od dwudziestu wieków, potwierdza Moje słowa. Prześladowcy Kościoła rozbijają się o Kamień węgielny, rzucając się nań.

Ale też – niech mają to obecne w umyśle również ci, którzy przez to, że należą do Kościoła, uważają się za wyjętych spod kary Bożej – ten, na którego spadnie ciężar potępienia Głowy i Oblubieńca Mojej Oblubienicy, Mojego Ciała Mistycznego, zostanie zmiażdżony.

Uprzedzając zastrzeżenie ciągle żyjących uczonych w Piśmie i saduceuszy, nieżyczliwych względem Moich sług, mówię: pamiętajcie, że ewangeliści należeli wciąż do tamtego ludu i żyli w czasach, w których każde starcie zbyt mocne mogło gwałtownie i szkodliwie odbić się na neofitach, dlatego w Ewangeliach nie ma zdań, które pojawiają się w tych ostatnich wizjach, takich jak te z końca dzisiejszej lub z fragmentu, gdzie mówię o uschniętym figowcu, i inne jeszcze.

Niech przypomną sobie Dzieje Apostolskie, a zauważą, że nie zawsze w spokoju dokonywało się ścieranie różnych poglądów. Jeśli nawet podziwiano się wzajemnie, uznając swe zasługi, to nie brakowało też między [pierwszymi uczniami] różnic zdań. Myśli ludzkie są bowiem odmienne i zawsze niedoskonałe. Dla uniknięcia głębszych rozdarć między takim czy innym sposobem myślenia, oświeceni przez Ducha Świętego Ewangeliści celowo pominęli w swych pismach niektóre zdania, które by raniły nadmierną wrażliwość Żydów i gorszyły pogan. [Ci poganie] potrzebowali przekonania, że Hebrajczycy – stanowiący jądro, z którego wyszedł Kościół – są doskonałymi, [w przeciwnym bowiem razie] mogliby się oddalić, mówiąc: “Oni są tacy jak my”.

Poznać prześladowania Chrystusa – tak; lecz choroby duchowe Izraela, jakże zepsutego, zwłaszcza w klasach najwyższych – nie. To nie byłoby dobre. I [Ewangeliści] zasłonili tyle, ile mogli. Zauważcie, jak Ewangelie stają się coraz wyraźniejsze – aż do przejrzystej Ewangelii Mojego Jana – w miarę jak je pisano w czasie coraz bardziej oddalonym od chwili Mojego wstąpienia do Ojca. Jedynie Jan przekazał całkowicie nawet najbardziej bolesne plamy w gronie apostolskim, nazywając Judasza otwarcie “złodziejem”. On też opisuje w pełni różne przejawy nikczemności żydów: w rozdziale szóstym – pozorne pragnienie uczynienia Mnie królem; kłótnie w Świątyni; opuszczenie Mnie przez wielu po przemowie o Chlebie z Nieba; niedowiarstwo Tomasza. Ostatni z tych, którzy przeżyli, widząc już Kościół dość mocny, podnosi zasłony, których inni nie ośmielili się podnieść.

Teraz jednak Duch Boży chce, aby poznano także te słowa i aby za to błogosławiono Pana, bo jest w nich bardzo wiele światła i dużo wskazówek dla sprawiedliwych w sercu.

Tu umieść drugą część z wtorku, czyli nocne pouczenie dwunastu w Getsemani.»



Przekład i wyłączne prawa do tekstu: "Vox Domini" Więcej na stronie: O Marii Valtorcie i jej pismach