Ewangelia według
św. Mateusza
Ewangelia według
św. Marka
Ewangelia według
św. Łukasza
Ewangelia według
św. Jana


Maria Valtorta

Księga V - Przygotowanie do Męki

–   POEMAT BOGA-CZŁOWIEKA   –

 5. PRZEKAZANIE JEZUSOWI WIADOMOŚCI O AGONII ŁAZARZA

Napisane 22 grudnia 1946. A, 9757-9763

Noc zaczyna już zapadać, kiedy sługa, pnąc się pośród zarośli przy rzece, pokonuje różnicę poziomów, istniejącą w tym miejscu, pomiędzy rzeką a drogą do wioski. Spina ostrogami konia, z którego paruje pot. Boki biednego zwierzęcia drżą z powodu szybkiego i długiego biegu. Czarna sierść jest marmurkowa od potu i piana z pyska spryskuje jasnymi [plamami] pierś. Dyszy wyginając kark i potrząsając głową.

Oto jest już na ścieżce. Szybko zbliża się do domów. Sługa zeskakuje na ziemię, przywiązuje konia do parkanu i woła.

Zza domu wysuwa się głowa Piotra. Pyta ochrypłym głosem:

«Kto woła? Nauczyciel jest zmęczony. Od wielu godzin nie miał spokoju. Jest prawie noc. Wróćcie jutro.»

«Ja nic nie chcę od Nauczyciela. Jestem w dobrym zdrowiu. Mam Mu tylko coś do powiedzenia.»

Piotr podchodzi, mówiąc:

«A w czyim imieniu, jeśli wolno spytać? Jeśli nie potrafię kogoś rozpoznać, to nikogo nie przepuszczam, szczególnie kogoś, kto cuchnie Jerozolimą jak ty.»

Zbliża się powoli, bo jest podejrzliwy bardziej z powodu piękna śniadego konia, bogato przyodzianego, niż z powodu mężczyzny. Ale kiedy staje naprzeciw niego, pyta zaskoczony:

«Ty? Czyż nie jesteś sługą Łazarza?»

Sługa nie wie, co powiedzieć. Jego pani kazała mu rozmawiać jedynie z Jezusem, lecz apostoł wydaje się zdecydowany nie przepuścić go. Imię Łazarza, on wie o tym, robi wrażenie na apostołach. Decyduje się więc i mówi:

«Tak, jestem Jonasz, sługa Łazarza. Muszę rozmawiać z Nauczycielem.»

«Źle z Łazarzem? Czy to on cię wysyła?»

«Tak, źle. Ale nie zatrzymuj mnie. Muszę wrócić najszybciej jak to możliwe» – a aby Piotr się zdecydował, mówi mu: – «W Betanii byli członkowie Sanhedrynu...»

«Członkowie Sanhedrynu!!! Przejdź! Chodź! – i otwiera furtkę, mówiąc: – Odwiąż konia. Damy mu pić i trawy, jeśli chcesz.»

«Mam owies. Ale trochę trawy mu nie zaszkodzi. A potem – woda. Gdybyś mu dał zaraz, to by mu zaszkodziło.»

Wchodzą do pomieszczenia, w którym znajdują się posłania. Piotr przywiązuje zwierzę w kącie, żeby nie było na powietrzu. Sługa okrywa je derką, jaką miał przytroczoną do siodła, daje mu owsa, a Piotr przynosi skądś trawę. Potem wychodzą na dwór.

Piotr prowadzi sługę do kuchni, daje mu kubek ciepłego mleka, zamiast wody, o którą prosił sługa. Nalewa je z małego kociołka, stojącego w pobliżu rozpalonego ognia. W czasie gdy sługa pije i grzeje się przy ogniu, Piotr, który heroicznie powstrzymuje się od stawiania pytań, mówi:

«Mleko jest lepsze niż woda, której chciałeś się napić. A ponieważ je mamy! Pokonałeś drogę bez postoju?»

«Tak. I tak samo zrobię wracając.»

«Będziesz zmęczony. A czy koń to wytrzyma?»

«Mam nadzieję. Poza tym wracając nie będę już tak galopował, jak w tę stronę.»

«Ale wkrótce zapadnie noc. Księżyc już wstaje. Jak przejedziesz przez rzekę?»

«Mam nadzieję, że dojdę do niej, nim księżyc zajdzie, w przeciwnym razie pozostanę w lesie do świtu. Ale zdążę przed [zachodem].»

«A potem? Długa jest droga od rzeki do Betanii, a księżyc szybko zachodzi. To pierwsze dni.»

«Mam dobrą latarnię. Zapalę ją i pojadę powoli. Chociaż pojadę wolno, to i tak będę coraz bliżej domu.»

«Chcesz chleba i sera? Mamy to i także ryby. Sam je złowiłem. Bo dziś zostałem tu z Tomaszem. Ale teraz Tomasz poszedł po chleb do pewnej niewiasty, która nam pomaga.»

«Nie, niczego cię nie pozbawię. Jadłem w drodze, ale chciało mi się pić i potrzebowałem czegoś ciepłego. Teraz jest mi dobrze. Czy jednak zechciałbyś iść po Nauczyciela? Jest tutaj?»

«Tak, tak. Gdyby Go nie było, zaraz bym ci o tym powiedział. Jest obok, odpoczywa, bo przychodzi tu tak wielu ludzi... Nawet się boję, że to się rozniesie i dojdzie do faryzeuszów. Napij się jeszcze trochę mleka. Zresztą powinieneś pozwolić koniowi się najeść... i odpocząć. Jego boki trzepotały jak źle napięty żagiel...»

«Nie, mleko jest wam potrzebne. Jest was wielu.»

«Tak, ale z wyjątkiem Jezusa – który mówi tak wiele, że ma pierś zmęczoną – i najstarszych, my jesteśmy silni, jemy to, co zmusza zęby do pracy. Masz. To od owiec pozostawionych przez starca. Kiedy tu jesteśmy, niewiasta nam je przynosi, ale gdybyśmy chcieli więcej mleka wszyscy by je przynieśli. Tutaj bardzo nas kochają i pomagają nam. A... powiedz mi tylko: wielu było tych członków Sanhedrynu?»

«O! Niemal wszyscy, a inni z nimi: saduceusze, uczeni w Piśmie, faryzeusze, majętni Judejczycy i także kilku herodian...»

«A po cóż ci ludzie przyszli do Betanii? Był z nimi Józef i Nikodem?»

«Nie. Oni, a także Manaen, przybyli kilka dni wcześniej. Ci zaś nie byli z tych, którzy kochają Pana.»

«Ech! Wierzę! Tak niewielu w Sanhedrynie Go kocha! Ale czego dokładnie chcieli?»

«Pożegnać Łazarza, tak powiedzieli, wchodząc...»

«Hmm! Dziwna miłość! Zawsze go unikali z tak wielu powodów!... Cóż!... Wierzmy w to i my... Długo tam zostali?»

«Dość długo. Odeszli urażeni. Nie służę w domu, a więc nie podawałem do stołów, ale ci, którzy byli w środku, żeby usługiwać, powiedzieli, że rozmawiali z paniami i chcieli widzieć się z Łazarzem. Elchiasz poszedł go zobaczyć i...»

«Dobra skóra!...» – mruczy Piotr przez zęby.

«Co mówisz?» [– pyta sługa.]

«Nic, nic! Mów dalej. I rozmawiał z Łazarzem?»

«Tak sądzę. Poszedł z Marią. Ale potem, nie wiem dlaczego... Maria była wzburzona i słudzy gotowi do posług w sąsiednich pomieszczeniach, powiedzieli, że ich przegoniła jak psy...»

«Dzielna! Tego trzeba! I wysłały cię, abyś o tym powiedział?»

«Nie każ mi tracić czasu, Szymonie, synu Jony.»

«Masz rację, chodź.»

Prowadzi go do jakichś drzwi, puka. Mówi:

«Nauczycielu, jest tu sługa Łazarza. Chce z Tobą mówić.»

«Wejdź» – mówi Jezus.

Piotr otwiera drzwi, wpuszcza sługę, zamyka, odchodzi. Siada przy ogniu, umartwiając swą ciekawość. Jego zachowanie zasługiwałoby na nagrodę.

Jezus siedzi na skraju posłania w małym pomieszczeniu, gdzie jest zaledwie miejsce na jedno posłanie i osobę, która tu mieszka. To musiała być wcześniej spiżarnia, gdyż są jeszcze haki w ścianach i półki na kołkach. Jezus spogląda z uśmiechem na sługę, który ukląkł i wita Go:

«Pokój z tobą. – Potem dodaje: – Jakie nowiny Mi przynosisz? Wstań i mów.»

[Por. J 11.3] «Moje panie wysyłają mnie, żebym Ci powiedział, żebyś zaraz przybył, gdyż Łazarz jest bardzo chory. Lekarz mówi, że wkrótce umrze. Marta i Maria błagają Cię o to i wysyłają mnie, żebym Ci powiedział: „Przyjdź, bo Ty jeden możesz go uzdrowić”.»

[Por. J 11.4] «Powiedz im, aby zachowały spokój. To nie jest choroba, [która doprowadzi] do śmierci, lecz do chwały Boga, aby Jego moc została uwielbiona w Jego Synu.»

«Ale jest bardzo źle, Nauczycielu! Jego ciało jest w gangrenie i on już nie je. Zamęczyłem konia, żeby przybyć tu szybciej...»

«Nieważne. Jest tak, jak Ja mówię.»

«Ale przyjdziesz?» [– dopytuje się sługa.]

«Przyjdę. Powiedz im, że przyjdę i niech mają wiarę. Mają mieć wiarę. Wiarę całkowitą. Zrozumiałeś? Idź. Pokój niech będzie z tobą i z tymi, które cię wysyłają. Powtarzam ci: „Niech mają wiarę. Doskonałą.” Idź.»

Sługa żegna Go i odchodzi. Piotr biegnie mu na spotkanie:

«Szybko ci poszło. Myślałem, że to będzie długa rozmowa...»

Patrzy na niego, patrzy... pragnienie dowiedzenia się przenika przez wszystkie pory jego twarzy, lecz oddala się...

«Wracam. Możesz mi dać wody dla konia? Potem odejdę.»

«Chodź. Wody!... Mam tu dla ciebie całą rzekę, a prócz tego studnie dla nas» – i Piotr wyposażony w lampę idzie przed nim i nabiera wody, o którą prosił sługa.

Dają pić koniowi. Sługa zdejmuje derkę, sprawdza podkowy, podbrzusznik, lejce, strzemiona. Wyjaśnia:

«Tak wiele biegał! Wszystko jednak jest w dobrym stanie. Żegnaj, Szymonie Piotrze i módl się za nas.»

Wyprowadza konia na zewnątrz, trzymając go za uzdę, wkłada nogę w strzemię, wsiada na siodło. Piotr podtrzymuje go i kładąc mu rękę na ramieniu mówi:

«Tylko jednego chcę się dowiedzieć: czy grozi Mu jakieś niebezpieczeństwo, jeśli pozostanie tutaj? Czy się odgrażali? Chcieli wiedzieć od sióstr, gdzie jesteśmy? Mów, w Imię Boga!»

«Nie, Szymonie, nie. Nie o tym rozmawialiśmy. To z powodu Łazarza przyszli... Podejrzewamy, że chcieli zobaczyć, czy Nauczyciel jest tam i czy Łazarz jest trędowaty, gdyż Marta głośno krzyczała, że nie jest trędowaty i płakała... Żegnaj, Szymonie, pokój z tobą.»

«I z tobą i z twoimi paniami. Niech Bóg ci towarzyszy w powrocie do domu...»

I patrzy, jak sługa odjeżdża i znika zaraz przy końcu drogi. Sługa woli jechać główną drogą oświetloną blaskiem księżyca, niż pogrążoną w ciemnościach ścieżką, w lesie, wzdłuż rzeki. Piotr stoi zamyślony, ale potem zamyka furtkę i wraca do domu.

Idzie do Jezusa, który siedzi wciąż na posłaniu, z rękami opartymi o jego brzeg i rozmyśla. Ale otrząsa się, czując przy Sobie Piotra, który patrzy na Niego, jakby pytając o coś. Uśmiecha się.

«Uśmiechasz się, Nauczycielu?»

«Uśmiecham się do ciebie, Szymonie, synu Jony. Usiądź przy Mnie. Inni wrócili?»

«Nie, nie ma nawet Tomasza. Musiał znaleźć kogoś rozmownego.»

«To dobrze.»

«Dobrze, że rozmawia? Dobrze, że inni się spóźniają? On zbyt wiele mówi! Zawsze jest radosny! A inni? Ja jestem zawsze niespokojny, kiedy nie wracają. Ja się zawsze boję.»

«Czego, Mój Szymonie? Na razie nic złego się nie stanie, uwierz Mi. Uspokój się i naśladuj Tomasza, który jest zawsze radosny. Ty, przeciwnie, jesteś od jakiegoś czasu smutny.»

«Nie ufam takim, którzy Cię kochają, a nie są smutni. Jestem już stary i rozmyślam więcej niż młodzi. Oni także Cię kochają, lecz są młodsi i mniej rozmyślają... Ale gdybyś wolał, żebym był radosny, to będę usiłował takim być. Ale żeby takim być, daj mi choć jeden powód. Powiedz mi prawdę, mój Panie. Proszę Cię o to na kolanach (i Piotr rzeczywiście osuwa się na kolana). Co Ci powiedział sługa Łazarza? Że Cię szukają? Że Ci chcą zaszkodzić? Że...»

Jezus kładzie rękę na głowie Piotra: «Ależ nie, Szymonie! Nic takiego. Przyszedł Mi powiedzieć, że stan Łazarza się bardzo pogorszył. Mówił wyłącznie o Łazarzu.»

«Naprawdę? Naprawdę?»

«Naprawdę, Szymonie. Odpowiedziałem, że mają mieć wiarę.»

«Ależ do Betanii przybyli członkowie Sanhedrynu, wiesz o tym?»

«To normalne! Dom Łazarza to wielki dom. A nasz obyczaj przewiduje, że oddaje się cześć możnemu, który umiera. Nie niepokój się tak, Szymonie.»

«Ale naprawdę nie sądzisz, że oni wykorzystali tę wizytę jako pretekst, żeby...»

«Żeby popatrzeć, czy tam jestem. I cóż, nie znaleźli Mnie. Chodź, nie bój się tak, jakby Mnie już ujęli. Wróć tutaj, biedny Szymonie, który wcale nie chcesz się przekonać, że nic nie może Mi się złego przydarzyć, aż do godziny postanowionej przez Boga, a wtedy... nic nie będzie Mnie mogło obronić przed Złem...»

Piotr chwyta Jezusa za szyję, zamyka Mu usta całując Go. Mówi: «Milcz! Milcz! Nie mów mi tego! Nie chcę tego słuchać!»

Jezusowi udaje się uwolnić wystarczająco, aby móc mówić i szepcze: «Nie chcesz tego słuchać i to jest błędem! Ale wybaczam ci... Posłuchaj, Szymonie. Ponieważ byłeś tutaj sam, jedynie ty i Ja mamy wiedzieć o tym, co zaszło. Zrozumiałeś Mnie?»

«Tak, Nauczycielu, nie będę mówił z żadnym z towarzyszy.»

«Ileż ofiar, prawda, Szymonie?» [– pyta Jezus.]

«Ofiar? Jakich? Jest nam tu dobrze. Mamy to, co potrzebne...»

«Ofiar [polegających na] niestawianiu pytań, nierozmawianiu, znoszeniu Judasza... przebywaniu z dala od jeziora... Bóg za wszystko cię wynagrodzi.»

«O! Jeśli mówisz o tym!... Zamiast jeziora mam rzekę i... zadowalam się nią. Co do Judasza... mam Ciebie i to jest wielkie wynagrodzenie... A co do innych spraw!... Drobnostki! I one mi służą, żebym się stał mniej prostacki i bardziej podobny do Ciebie. Jakże jestem szczęśliwy, że jestem tu z Tobą! W Twoich ramionach! Pałac Cezara nie wydawałby mi się piękniejszy od tego domu, gdybym mógł zawsze zostać tak przy Tobie i w Twoich objęciach.»

«Cóż wiesz o pałacu Cezara? Czy go widziałeś?»

«Nie i nigdy go nie ujrzę. Ale nie dbam o to. Jednakże wyobrażam sobie, że jest wielki, piękny, pełen pięknych rzeczy... i obrzydliwości, jak cały Rzym, tak sobie to wyobrażam. Nie zostałbym tam, nawet gdyby mnie okryto złotem!»

«Gdzie? W pałacu Cezara, czy w Rzymie?»

«W obydwu miejscach. Klątwa!»

«Ale to właśnie z tego powodu trzeba je ewangelizować.»

«A cóż chciałbyś robić w Rzymie?! To jeden dom publiczny! Nie ma tam nic do zrobienia, chyba że pójdziesz tam Ty. Wtedy!...»

«Pójdę tam. Rzym jest stolicą świata. Rzym raz zdobyty – to świat zdobyty.»

«Idziemy do Rzymu? Ogłosisz się tam królem! Miłosierdzie i mocy Boga! Oto cud!»

Piotr wstaje i trwa tak z ramionami wyciągniętymi ku Jezusowi, który się uśmiecha i odpowiada mu:

«Pójdę tam w osobie Moich apostołów. Wy go dla Mnie zdobędziecie i Ja będę z wami. Ktoś jest obok. Chodźmy, Piotrze.»



Przekład i wyłączne prawa do tekstu: "Vox Domini" Więcej na stronie: O Marii Valtorcie i jej pismach