Ewangelia według
św. Mateusza
Ewangelia według
św. Marka
Ewangelia według
św. Łukasza
Ewangelia według
św. Jana


Maria Valtorta

Księga IV - Trzeci rok życia publicznego

–   POEMAT BOGA-CZŁOWIEKA   –

166. OSĄD JEZUSA
Napisane 12 sierpnia 1946. A, 8905-8918

«Wcale mi się nie podoba przebywanie z człowiekiem, który przyłączył się do nas...» – narzeka Piotr, który jest z Jezusem w mocno zarośniętym sadzie.

Musi być już popołudnie następnego dnia – szabatu. Słońce bowiem świeci jeszcze wysoko nad horyzontem, tymczasem gdy przybyli do wioski, zapadał już zmierzch.

«Po modlitwach odejdziemy. To szabat. Nie mogliśmy podróżować i odpoczynek tutaj dobrze nam zrobił. Nie zatrzymamy się już do następnego szabatu.»

«Ale Ty tak mało odpocząłeś. Wszyscy ci chorzy!...»

«Tak samo liczni są teraz ci, którzy wychwalają Pana. Pozostałbym tutaj dwa dni, aby wam zaoszczędzić długiej drogi, a uzdrowionym dać czas na zaniesienie nowiny poza granice. Ale nie chcieliście.»

«Nie! Nie! Chciałbym już być daleko. I... nie ufaj zbytnio, Nauczycielu. Mówisz! Mówisz! Ale czy wiesz, że każde Twoje słowo w pewnych ustach zmienia się w truciznę dla Ciebie? Po co nam ich wysłali?»

«Wiesz po co.»

«Tak. A dlaczego on został?» [– zastanawia się Piotr.]

«To nie jest pierwszy, który zostaje po przyjściu do Mnie.»

Piotr potrząsa głową. Nie jest przekonany. Mruczy pod nosem: «To szpieg! Szpieg!»

«Nie osądzaj, Szymonie. Będziesz może musiał pewnego dnia okazać skruchę za twój aktualny osąd...» [– napomina go Jezus.]

«Nie osądzam. Boję się o Ciebie. A to jest miłością. Najwyższy nie może mnie ukarać za to, że Cię kocham.»

«Nie mówię, że za to będziesz musiał żałować, ale za to, że źle myślałeś o swoim bracie.»

«On jest bratem tych, którzy Cię nienawidzą. Nie jest więc moim bratem.»

Rozumowanie jest po ludzku słuszne, ale Jezus zauważa: «On jest uczniem Gamaliela. Gamaliel nie jest Mi przeciwny.»

«Ale nie jest też z Tobą.»

«Kto nie jest przeciw Mnie, jest ze Mną, nawet jeśli tak się nie wydaje [por. Łk 9,50]. Nie można wymagać, aby taki Gamaliel, największy doktor, jakiego posiada dziś Izrael, studnia wiedzy rabińskiej, prawdziwa kopalnia, w której się znajduje cała... istota wiedzy rabinów, mógł pospiesznie wszystko odrzucić dla przyjęcia... Mnie. Szymonie, nawet wam trudno jest Mnie przyjąć pozostawiając na boku całą przeszłość...»

«Ależ myśmy Ciebie przyjęliśmy!» [– sprzeciwia się Piotr.]

«Nie. Czy wiesz, co oznacza przyjęcie Mnie? To nie tylko darzenie Mnie uczuciem i podążanie za Mną. To bowiem wynika z faktu, że jestem człowiekiem budzącym waszą sympatię. Przyjąć Mnie to przyjąć Moją naukę. Jest ona podobna do dawnej co do Boskiego Prawa. Jednak całkowicie różni się od tego prawa, od tego ogromu ludzkich praw, które nagromadziły się przez wieki, tworząc kodeks praw i formułek nie mający w sobie nic Bożego. Wy, wszyscy pokorni Izraela, a także kilku wielkich sprawiedliwych, uskarżacie się i krytykujecie formalne subtelności uczonych w Piśmie i faryzeuszów, ich nieprzejednanie i zatwardziałość... ale sami nie jesteście od tego wolni. To nie wasza wina. Przez wieki wy, Hebrajczycy, wchłanialiście powoli... ludzkie wyziewy tych, którzy manipulowali Prawem Boga, czystym, ponadludzkim. Wiesz o tym. Kiedy ktoś przez całe lata żyje inaczej niż żyje się w jego kraju rodzinnym – gdyż mieszka w kraju, który nie jest jego ojczyzną, i żyją w nim jego dzieci i wnuki – wtedy zdarza się, że jego potomstwo staje się podobne do mieszkańców miejsca, w jakim się znajdują. Przystosowują się do tego stopnia, że tracą – oprócz moralnych przyzwyczajeń – fizyczne cechy swego narodu oraz, niestety, nawet religię swoich ojców...

Ale oto inni... Chodźmy do synagogi.»

«Będziesz nauczał?»

«Nie. Będę jak zwykły wierny. Przemawiałem przez cuda dziś rano...»

«Oby Ci to nie zaszkodziło...» – Piotr jest naprawdę niezadowolony i strapiony.

Idzie za Nauczycielem, który przyłączył się do innych apostołów. Do Niego zaś dołączył się w drodze jakiś mężczyzna z Giszali oraz inni ludzie, być może mieszkańcy wioski.

W synagodze przewodniczący zwraca się z szacunkiem do Jezusa, pytając Go: «Czy chcesz, o Rabbi, wyjaśnić Prawo?»

Ale Jezus odmawia. Jak zwykły wierny uczestniczy we wszystkich ceremoniach. Podobnie jak inni całuje zwój podany Mu przez pomocnika. Nazywam go tak, bo nie wiem, jak określić asystującego przewodniczącemu synagogi. Jezus słucha wyjaśnień wybranego fragmentu. Chociaż nic nie mówi, to Jego postawa w czasie modlitwy jest już pouczeniem... Wielu Mu się przygląda. Uczeń Gamaliela nie traci go ani na chwilę z oczu. Apostołowie zaś, podejrzliwi, nie spuszczają wzroku z ucznia.

Jezus nie odwraca się nawet wtedy, gdy od wejścia do synagogi dociera szmer, który rozprasza wiele osób. Ceremonia się kończy i ludzie wychodzą na plac, na którym znajduje się synagoga. Jezus, który stał w głębi synagogi, wychodzi jako jeden z ostatnich. Udaje się w kierunku domu, chcąc wziąć torbę i odejść. Wielu mieszkańców idzie za Nim. Pośród nich jest uczeń Gamaliela, którego w pewnej chwili wołają trzej mężczyźni opierający się o mur domu. Rozmawia z nimi, a potem razem torują sobie drogę ku Jezusowi.

«Nauczycielu, ci ludzie chcą z Tobą pomówić» – odzywa się, aby przyciągnąć uwagę Jezusa rozmawiającego z Piotrem i kuzynem Judą.

«Uczeni w Piśmie! Mówiłem!» – woła Piotr już wzburzony.

Jezus kłania się głęboko trzem, którzy Go pozdrawiają, i pyta:

«Czego chcecie?»

Najstarszy zabiera głos:

«Nie przyszedłeś, więc my przyszliśmy. I aby nikt nie pomyślał, że nie uszanowaliśmy szabatu, mówimy wszystkim, że podzieliliśmy trasę na trzy części: pierwsza do ostatniego światła zmierzchu; druga – sześć stadiów, gdy księżyc oświetlał ścieżki; trzecia kończy się teraz i nie przekroczyła przepisanej długości. To mówimy do dusz waszych i naszych. A co do naszego ducha prosimy o Twą mądrość. Czy wiesz, co się zdarzyło w Giszali?»

«Przybywam z Kafarnaum. Nie wiem.»

«Posłuchaj. Pewien mężczyzna z powodu długiej podróży był nieobecny w domu. Po powrocie dowiedział się, że w czasie jego nieobecności żona go zdradziła i miała syna, który nie mógł być jego, gdyż męża nie było przez czternaście miesięcy. Człowiek ten zabił skrycie swą żonę. Ale ktoś dowiedział się o tym od służącej i doniósł na niego. Został więc skazany na śmierć zgodnie z prawem Izraela. Kochanek, który zgodnie z Prawem miał być ukamienowany, uciekł do Kedesz. Z pewnością będzie usiłował stamtąd udać się dalej. Nieślubny syn, którego mąż też chciał zabić, nie został nigdy oddany przez kobietę, która go karmiła. Poszła z nim do Kedesz, aby prosić prawdziwego ojca niemowlęcia o to, aby się zajął swym dzieckiem, bo mąż karmicielki nie chce trzymać w domu cudzego dziecka. Ale mężczyzna ten nie zgodził się. Powiedział, że syn przeszkadzałby mu w ucieczce. Jak Ty osądziłbyś to wydarzenie?»

«Myślę, że teraz nie można go osądzać. Wszelki osąd, sprawiedliwy czy niesprawiedliwy, został już wypowiedziany.»

«Jaki jest, według Ciebie, osąd sprawiedliwy i niesprawiedliwy? Była między nami niezgodność myśli co do kary dla zabójcy.»

Jezus patrzy uważnie na każdego z osobna. Potem mówi: «Powiem. Jednak najpierw odpowiedzcie na Moje pytania, bez względu na ich wagę. I bądźcie szczerzy. Czy zabójca żony pochodził z tamtej okolicy?»

«Nie. Osiedlił się tam po poślubieniu żony, która była stamtąd.»

«Cudzołożnik był miejscowy?» [– pyta dalej Jezus.]

«Tak.»

«Skąd zdradzony mąż wiedział, kto nim był? Czy grzech był publiczny?»

«Nie i naprawdę trudno zrozumieć, skąd mąż mógł o tym wiedzieć. Żony nie było przez wiele miesięcy. Powiedziała, że nie chce być sama i udaje się do krewnych w Ptolemaidzie. Powróciła mówiąc, że zabrała ze sobą niemowlę zmarłej krewnej.»

«Kiedy była w Giszali, czy jej zachowanie się było bezwstydne?»

«Nie, przeciwnie. Byliśmy zaskoczeni jej związkiem z Markiem» [– odpowiadają Jezusowi.]

«Mój krewny nie jest grzesznikiem. Jest niewinnie oskarżony» – mówi jeden z trzech, który się jeszcze wcale nie odzywał.

«To był twój krewny? Kim jesteś?» – pyta Jezus.

«Pierwszym ze starszyzny w Giszali. To dlatego chciałem śmierci zabójcy, bo nie tylko zabił, ale zabił niewinną.»

[Mówiąc to,] patrzy krzywo na trzeciego, może czterdziestoletniego mężczyznę, który odpowiada:

«Prawo mówi, że trzeba zabić zabójcę.»

«Ty chciałeś śmierci niewiasty i cudzołożnika.»

«Takie jest Prawo.»

«Gdyby nie było innych powodów, nikt by nie powiedział.»

Dwóch przeciwników tak rozpala dyskusja, że niemal zapominają o Jezusie. Ale najstarszy, ten, który mówił jako pierwszy, nakazuje milczenie i mówi bezstronnie:

«Nie można zaprzeczyć, że dokonano morderstwa, jak nie można zaprzeczyć, że popełniono grzech. Niewiasta wyznała to mężowi. Ale pozwólmy mówić Nauczycielowi.»

«Pytałem, w jaki sposób mąż się dowiedział? Nie odpowiedzieliście Mi.»

Ten, który bronił niewiasty, mówi: «Bo ktoś powiedział o tym, kiedy mąż wrócił.»

«Mówię więc, że ten człowiek nie miał czystej duszy» – odpowiada Jezus i zamyka oczy, aby zasłonić powiekami spojrzenie i nie oskarżać nim. Jednak czterdziestolatek, który pragnął śmierci małżonki i cudzołożnika, wybucha:

«Nie pragnąłem tej kobiety!»

«Ach! Teraz to jasne! To ty powiedziałeś! Tak przypuszczałem, a teraz się zdradziłeś! Zabójca!»

«A ty – wspólnik cudzołożnika. Gdybyś go nie ostrzegł, nie uciekłby. Ale to twój krewny! To tak przestrzega się w Izraelu sprawiedliwości! Dlatego bronisz nawet pamięci o tej niewieście: dla obrony krewnego. Gdyby tylko o nią chodziło, nie przejmowałbyś się sprawą.»

«A ty? Poszczułeś męża na żonę, aby się zemścić za jej odmowy!»

«A ty? Sam świadczyłeś przeciw mężowi. Ty opłaciłeś w tym domu służącą, aby ci sprzyjała. Świadectwo jednego człowieka nie jest ważne. Tak powiada Prawo.»

Wrzawa jak na targowisku.

Jezus i najstarszy z przybyłych usiłują uspokoić dwóch mężczyzn. Nimi zaś kierują odmienne interesy, a tym samym sprzeczne poglądy [na wymierzanie sprawiedliwości]. Ujawniają przy tym nieuleczalną nienawiść pomiędzy dwiema rodzinami.

Udaje im się [zaprowadzić spokój], choć nie bez trudu.

Pada oskarżenie jednego z dwóch przeciwników: «Ty bronisz prostytutek...»

Jezus odzywa się – spokojny i dostojny – zaczynając od obrony Siebie przed tym oskarżeniem:

«Nie tylko mówię, że cudzołóstwo dokonane jest przestępstwem wobec Boga i bliźniego, ale stwierdzam, że nawet ten, kto żywi nieczyste pragnienia wobec żony kogoś innego, jest cudzołożnikiem w swoim sercu i popełnia grzech [por. Mt 5,28]. Biada, gdyby każdy mężczyzna, który pragnie czyjejś żony, miał być pozbawiony życia! Kamienujący musieliby stale trzymać kamienie w rękach. Ale chociaż w wielu wypadkach grzech ten nie zostaje ukazany ludziom na ziemi, to będzie odpokutowany w drugim życiu, gdyż Najwyższy mówi: „Nie będziesz uprawiał nierządu i nie będziesz pragnął żony bliźniego”. Trzeba być posłusznym słowu Boga. Ale mówię też: „Biada temu, kto wywołuje zgorszenie, i biada temu, kto donosi na swego bliźniego”. Tu wszyscy uchybili.

Mąż. Czy naprawdę musiał opuszczać żonę na tak długi czas? Czy zawsze traktował ją z miłością, która zdobywa serce towarzyszki? Czy przebadał samego siebie, aby zobaczyć, czy – zanim znieważyła go jego żona – on nie znieważył jej? Prawo odwetu mówi: „Oko za oko, ząb za ząb” [por. Mt 5,38] Skoro jednak [prawo] mówi tak z powodu wymagania wynagrodzenia, to czy [w tym wypadku] wynagrodzić powinna tylko jedna [osoba]? Nie bronię cudzołożnej niewiasty. Pytam jednak: „Ileż razy ona mogłaby oskarżyć swego męża o ten grzech?”»

Ludzie szepczą: «To prawda! To prawda!»

I potakuje także starzec z Giszali oraz uczeń Gamaliela. Jezus ciągnie dalej:

«Mówię: jak może się nie bać Boga ten, kto, aby się zemścić, wywołał podobną tragedię? Czy chciałby tego w swojej rodzinie? Pytam: czy mężczyzna – który uciekł i po doznaniu przyjemności, i wywołaniu nieszczęść teraz odrzuca niewinnego – sądzi, że uciekając wymknie się wiecznemu Mścicielowi?

To mówię. I dodaję jeszcze: Prawo wymagało ukamienowania cudzołożnych i skazania na śmierć zabójcy. Ale nadejdzie dzień, kiedy Prawo – konieczne dla powstrzymania przemocy i rozwiązłości ludzi, którzy nie są umocnieni łaską Pana – zostanie zmienione. Chociaż pozostaną przykazania: „Nie zabijaj” i „Nie cudzołóż”, to jednak sankcje za te grzechy zostaną usunięte, aby [wymierzyła je] sprawiedliwość wyższa niż sprawiedliwość zemsty i krwi. W porównaniu z tą [wyższą] sprawiedliwością mniej niż niczym będzie sprawiedliwość ludzkich sędziów, którzy sami są cudzołożnikami, o ile nie zabójcami. Ta istniejąca sprawiedliwość jest zawsze pozorna i nikczemna. Ja zaś mówię o sprawiedliwości Bożej. Ona zapyta ludzi o przyczyny nawet pragnień nieczystych, z których rodzą się różne formy zemsty, donosicielstwo, zabójstwa. Przede wszystkich zaś zapyta o to, dlaczego odmawiali winnym czasu na zbawienie i zmuszali niewinnych do niesienia brzemienia win bliźniego. Wszyscy są tu winni. Wszyscy. Nawet sędziowie, poruszani sprzecznymi motywami osobistej zemsty. Jeden tylko jest niewinny. Ku niemu kieruje się Moja litość. Ja nie mogę zawrócić. Kto z was jednak okazałby miłosierną miłość dziecku i Mnie, cierpiącemu z jego powodu?» – Jezus spogląda na tłum spojrzeniem smutnej prośby. Wielu mówi: «Czego chcesz? Przypomnij Sobie: to dziecko z nieprawego łoża.»

«W Kafarnaum jest niewiasta, która nazywa się Sara. Jest z Afek. To jedna z Moich uczennic. Zanieście do niej dziecko i powiedzcie jej: „Jezus z Nazaretu ci je powierza.” Kiedy oczekiwany przez was Mesjasz założy Swe Królestwo i ustanowi Swe prawa – które nie zniweczą Słowa z Synaju, lecz je udoskonalą miłością wtedy nieślubne dzieci już nie będą pozbawione matki. Ja bowiem będę Ojcem tych, którzy nie mają ojca, i powiem do Moich wiernych: „Kochajcie te dzieci z miłości do Mnie.” I będą inne zmiany, bo przemoc zostanie zastąpiona miłością.

Sądziliście może, zadając Mi pytanie, że Ja się przeciwstawię Prawu. I to dlatego szukaliście Mnie. Powiedzcie samym sobie i powiedzcie tym, którzy was wysłali, że Ja przyszedłem udoskonalić Prawo, a nie mu zaprzeczać. Powiedzcie samym sobie i powiedzcie innym, że Ten, który głosi Królestwo Boga, nie może z pewnością nauczać tego, co w Królestwie Bożym byłoby potwornością i dlatego nigdy nie mogłoby zostać przyjęte. Powiedzcie sobie i powiedzcie innym, żeby sobie przypomnieli Księgę Powtórzonego Prawa: „Pan, twój Bóg, wzbudzi dla ciebie, z twego narodu, spośród braci, proroka. Słuchaj go. O to prosiłeś Pana, twego Boga, na Horebie i rzekłeś: ‘Niech więcej nie słucham głosu Pana, Boga mojego, i niech już nie widzę tego wielkiego ognia, abym nie umarł’. I Pan mi rzekł: ‘Dobrze powiedzieli. Wzbudzę im proroka spośród ich braci, podobnego do ciebie, i włożę w jego usta moje słowa, będzie im mówił wszystko, co Ja rozkażę. A jeśli ktoś nie będzie chciał słuchać słów, które on wypowie w moim imieniu, ukarzę go’.”

Bóg posłał wam Swe Słowo, aby do was mówiło, nie zabijając was Swym głosem. Bóg już tak wiele mówił do człowieka. Powiedział więcej niż człowiek zasłużył sobie, żeby usłyszeć od Boga. Tak wiele... przez Prawo Syjonu jak i przez proroków. Ale było jeszcze tak wiele do powiedzenia. Bóg zachował to dla Swego proroka czasu Łaski, dla Tego, który był Obiecany Jego ludowi, w którym jest Słowo Boga i w którym dokona się przebaczenie. Założyciel Królestwa Boga usystematyzuje Prawo przy pomocy nowych przykazań miłości, gdyż nadszedł czas miłości. I nie będzie prosił Najwyższego o pomstę na tych, którzy nie słuchają, lecz jedynie o to, aby ogień Boży stopił granit serc i żeby Słowo Boga mogło wniknąć i ustanowić w nich Królestwo, będące Królestwem ducha, podobnie jak jego Król jest Królem duchowym. Każdemu kto pokocha Syna Człowieczego, Syn Człowieczy da Drogę, Prawdę, Życie, aby doszedł do Boga, poznał Go i żył wiecznym Życiem. W człowieku, który przyjmie Moje Słowo, otworzą się źródła światła, dzięki którym pozna ukryte znaczenie słów Prawa i ujrzy, że zakazy nie są groźbami, lecz zachętami Boga pragnącego, aby ludzie byli szczęśliwi, a nie – potępieni, błogosławieni, a nie – przeklęci.

Po raz kolejny, ze sprawy już rozwiązanej [przez was] inaczej niż rozwiązałaby ją świętość, uczyniliście sposób, przy pomocy którego próbujecie przyłapać Mnie na grzechu. Ja jednak wiem, że nie grzeszę. I nie lękam się wypowiedzieć Moją myśl:

Mężczyzna-zabójca – odpokutował. Najpierw przez hańbę, potem przez śmierć za to, że uczynił z zarobku cel swego życia. Małżonka odpokutowała za grzech przez swoją śmierć. A przez swe słowa, którymi pragnęła wzbudzić w mężu litość dla niewinnego dziecka – to was zaskoczy, ale tak jest – zmniejszyła w oczach Boga ciężar swego grzechu. Inni: ty i ty, i ten, który uciekł, nie litując się nawet nad swoim dzieckiem, jesteście bardziej winni od dwojga pierwszych.

Szemrzecie? Wy przecież nie odpłaciliście własną śmiercią i nie ma okoliczności łagodzących [wasz grzech] jak u zdradzonego męża ani jak u porzuconej żony, która w dodatku wyznała winę. A wszyscy – z wyjątkiem karmicielki dziecka – macie jeden grzech: grzech odrzucenia tego niewinnego, jakby to dziecko było wstydliwą chorobą. Potrafiliście zabić zabójcę, potrafilibyście zabić też cudzołożących. Umieliście posłużyć się surową sprawiedliwością i nadal potrafilibyście to czynić. Ale nikt z was nie potrafił i nie umie otworzyć ramion, żeby się ulitować nad niewinnym. Ale wy nie jesteście za to całkowicie odpowiedzialni. Nie wiecie... Nigdy dokładnie nie wiecie, co robicie, a co należy czynić. I w tym jest wasze wytłumaczenie.

Kiedy ten uczeń Gamaliela znalazł Mnie, powiedział: „Chodź. Oni chcą Cię zapytać o wydarzenie, którego następstwa trwają”. Te następstwa – to niewinne dziecko. I cóż? Teraz, kiedy znacie Moją myśl, czy może zmienicie wasz osąd w odniesieniu do tego, co jeszcze można zmienić? Jemu powiedziałem: „Ja nie osądzam. Ja przebaczam.” Gamaliel powiedział: „Jedynie Jezus z Nazaretu osądziłby tu sprawiedliwie”. Jak powiedziałem temu [uczniowi], tak i wszystkim dałbym tę radę, i do wszystkich mówię: czekajcie z zadawaniem ciosów na uważne przebadanie [sprawy] i uczyńcie to, gdy ostygną namiętności. Wiele można było zmienić bez znieważania Prawa. Teraz to już minęło. Bóg przebacza temu, kto się nawrócił lub kto okazał skruchę. Nie ma nic więcej do powiedzenia. Albo może jeszcze jedno: niech Bóg wam jeszcze raz przebaczy, że wystawiliście na próbę Syna Człowieczego.»

«Nie ja, Nauczycielu! Nie ja! Ja... kocham rabbiego Gamaliela, jak uczeń powinien kochać swego nauczyciela: bardziej niż ojca. Więcej, bo rabbi formuje rozum, który jest większy od ciała. I... nie mogę opuścić mojego nauczyciela dla Ciebie. Ale, tak... aby Cię pożegnać, nie znajduję innych słów niż kantyk Judyty. One tryskają z głębi mego serca, gdyż odczułem sprawiedliwość i mądrość we wszystkich Twoich słowach. „Panie mój, Panie, Ty jesteś wielki i wspaniały w Swej mocy. Nikt Cię nie przewyższa. Nikt nie może się oprzeć Twemu głosowi. Lękający się Ciebie będą na wieki przed Tobą!”... Panie, pójdę do Kafarnaum, do niewiasty, o której mówisz... A Ty, módl się za mnie, aby mój granit stopniał i żeby przeniknęło go Twoje Słowo i żeby ustanowiło w nas Królestwo Boże... Teraz zrozumiałem. Jesteśmy w błędzie. A my, uczniowie, jesteśmy najmniej winni...»

«Cóż ty opowiadasz, głupcze?» – przerywa mu gwałtownie starszy z Giszali, zwracając się do ucznia Gamaliela.

«Co mówię? Mówię, że mój nauczyciel ma rację i że ten, kto – aby Go kusić – ofiarowuje Mu królestwo czasowe, jest szatanem, bo On jest prawdziwym Prorokiem Najwyższego. Mądrość przemawia przez Jego wargi. Powiedz mi, Nauczycielu, co powinienem czynić?» [– pyta Barnaba.]

«Rozmyślać.»

«Ale...»

«Rozmyślać. Jesteś niedojrzałym owocem. Musisz być przeszczepiony. Będę się modlił za ciebie. Chodźcie...»

I wraz z apostołami, którzy zabrali torby, udaje się w drogę, zostawiając w tyle komentujących.



Przekład i wyłączne prawa do tekstu: "Vox Domini" Więcej na stronie: O Marii Valtorcie i jej pismach