Ewangelia według
św. Mateusza
Ewangelia według
św. Marka
Ewangelia według
św. Łukasza
Ewangelia według
św. Jana


Maria Valtorta

Księga IV - Trzeci rok życia publicznego

–   POEMAT BOGA-CZŁOWIEKA   –

96. W POSIADŁOŚCI NIKODEMA

Napisane 29 marca 1946. A, 8195-8206

Jezus dochodzi tu o rześkim świcie. Piękne są te urodzajne pola dobrego Nikodema w pierwszych promieniach słońca. Piękne, choć liczne pola są już zżęte. Mają znużony wygląd pól po śmierci zbóż, które w złotych stogach - lub jeszcze leżące jak zwłoki na ziemi - czekają, aż zostaną przeniesione na klepisko. Wraz z nimi umierają gwieździste szafirowe chabry, fioletowe lwie paszcze, delikatne kielichy kampanuli, wdzięczne korony rumianku i stokrotek, jaskrawe maki i setki innych kwiatów w formie gwiazdy, kłosa, kiści, korony – kwiatów, które rosły przedtem tam, gdzie teraz rozpościera się żółte ściernisko. Jednak dla pocieszenia żałoby ziemi pozbawionej zboża jest tu obfitość drzew owocowych. Są one coraz radośniejsze dzięki swym owocom, rosnącym, nabierającym zróżnicowanych barw. W tej chwili błyszczą diamentowym pyłem uformowanym z rosy, która jeszcze nie wyparowała w słońcu.

Wieśniacy są już przy pracy, szczęśliwi, że nadchodzi koniec uciążliwego znoju żniwa. Śpiewają, żnąc i śmiejąc się radośnie. Rywalizują ze sobą o tytuł najbardziej zwinnego i zręcznego w posługiwaniu się sierpem oraz w wiązaniu snopów... To liczne zastępy dobrze odżywionych wieśniaków, szczęśliwych, że pracują u dobrego pana. A na skraju pól albo za wiążącymi snopy – dzieci, wdowy, starcy. Czekają, żeby pozbierać kłosy ze ścierniska. Czekają spokojnie, bo wiedzą, że wystarczy dla wszystkich, jak zawsze... „na polecenie Nikodema”. Tak wyjaśnia jakaś wdowa Jezusowi, który ją o to pyta.

«On pilnuje – wyjaśnia kobieta – żeby specjalnie dla nas zostawiono liczne nie związane kłosy. A ponieważ nie zadowala się jeszcze takim przejawem miłości, to po zebraniu ilości w proporcji stosownej do posianego ziarna, rozdziela nam resztę. O! Aby to uczynić, nie czeka na rok szabatowy! Zawsze pozwala skorzystać biednemu ze swego zboża. Tak samo jest z sadami oliwkowymi i z winnicami. To dlatego Bóg mu błogosławi przez cudowne zbiory. Błogosławieństwa ubogich są jak rosa na ziarnach i na kwiatach. Sprawiają, że każde ziarno wydaje więcej w kłosie, a żaden kwiat nie opada bez uformowania się owocu. Poza tym, w tym roku, dał nam znać, że wszystko jest dla nas, bo to rok łaski. O jakiej łasce mówi, ja nie wiem. Tylko tyle, że - jak się mówi między nami, biednymi, i jego szczęśliwymi sługami – on jest potajemnie uczniem Tego, którego zwą Chrystusem. On głosi miłość wobec ubogich na świadectwo miłości do Boga... Być może Go znasz, skoro jesteś przyjacielem Nikodema... Bo przyjaciele żywią często te same uczucia... Na przykład taki Józef z Arymatei to wielki przyjaciel Nikodema. Mówi się, że i on jest przyjacielem Rabbiego... O! Co powiedziałam! Niech Bóg mi przebaczy! Zaszkodziłam dwóch dobrym z równiny!...»

Niewiasta jest zmieszana. Jezus się uśmiecha i pyta:

«Dlaczego, niewiasto?»

«Bo... O! Powiedz mi, czy jesteś prawdziwym przyjacielem Nikodema i Józefa, czy też jesteś kimś z Sanhedrynu, jednym z fałszywych przyjaciół, którzy zaszkodziliby dwóm dobrym, gdyby mieli pewność, że są przyjaciółmi Galilejczyka?»

«Uspokój się. Jestem prawdziwym przyjacielem obydwu dobrych. Ale ty wiesz wiele rzeczy, niewiasto! Skąd o tym wiesz?»

«O! Wszyscy ich znamy! Ci z wyżyn – z nienawiścią, z nizin – z miłością. Bo nawet jeśli nie znamy tego Chrystusa, kochamy Go. My, opuszczeni, których tylko On sam kocha i uczy kochać. I drżymy o Niego... Tak przewrotni są żydzi, faryzeusze, uczeni w Piśmie i kapłani!... Ale ja Cię gorszę... Przebacz mi. To język niewieści, który nie potrafi zamilknąć... Ale to dlatego, że wszelka boleść spada na nas przez nich. Potężni uciskają nas bez litości i zmuszają do postów, których Prawo nie przewiduje, ale które narzuca konieczność znalezienia pieniędzy dla opłacenia różnych dziesięcin, jakie ci bogacze nakładają na ubogich... I to dlatego nadzieja jest w Królestwie tego Rabbiego, który – jeśli teraz, gdy Go prześladują, jest tak dobry, jakimże będzie, gdy będzie mógł zostać królem?»

«Jego Królestwo nie jest z tego świata, niewiasto. On nie będzie miał ani pałacu, ani pieniędzy. Nie nałoży ludzkich praw. Nie będzie rozdzielał pieniędzy, lecz nauczy czynić to najlepszych. I ubodzy znajdą nie dwóch czy dziesięciu, czy też stu przyjaciół pośród bogaczy, lecz wszyscy, którzy uwierzą w Nauczyciela połączą swe dobra dla wspomożenia swych nic nie posiadających braci. Odtąd bowiem nie będzie się już nazywać „bliźnim” sobie podobnego, lecz „bratem” w imię Pana.»

«O!...»

Niewiasta, zaskoczona, śni o tej erze miłości. Głaszcze dzieci, uśmiecha się, potem podnosi głowę i mówi:

«A więc zapewniasz mnie, że nie zaszkodziłam Nikodemowi... przez rozmowę z Tobą? Powiedziałam to tak spontanicznie... Masz tak łagodne oczy!... Twój wygląd jest tak spokojny!... Nie wiem... Czuję się bezpieczna przy Tobie, jak przy aniele Bożym... To dlatego mówiłam...»

«Nie zaszkodziłaś mu, bądź spokojna. A nawet bardzo pochwaliłaś Mojego przyjaciela. I Ja go pochwalę i będzie Mi drogi jak nigdy dotąd. Jesteś z tej okolicy?»

«O, nie, Panie! Jestem spomiędzy Lidy i Bettegonu. Ale gdy chodzi o znalezienie ulgi, Panie, biegnie się, nawet jeśli droga jest długa! Dłużą się bowiem miesiące zimowe, gdy [cierpi się] głód...»

«A dłuższa od życia jest wieczność. Trzeba otoczyć duszę takim staraniem, jakie się ma dla ciała, i biec tam, gdzie są słowa życia...»

«To czynię dzięki uczniom Rabbiego Jezusa, tego dobrego człowieka, wiesz? Jedynego dobrego pośród licznych rabbich, jakich mamy.»

«Dobrze robisz, niewiasto – mówi Jezus z uśmiechem. Daje znak Andrzejowi i Jakubowi, którzy są z Nim (inni bowiem poszli do domu Nikodema) – aby nie dali kobiecie do zrozumienia, że Rabbim Jezusem jest ten, który z nią rozmawia.

«Oczywiście, że dobrze robię. Chcę być wolna od grzechu braku miłości i niewiary w Niego... Mówią, że to Chrystus... Nie znam Go, ale chcę wierzyć, bo myślę, że nieszczęście spadnie na tych, którzy nie chcą uznać, że nim jest.»

«A gdyby Jego uczniowie się mylili?» – mówi Jezus wystawiając ją na próbę.

«To niemożliwe, Panie. Są zbyt dobrzy, pokorni i ubodzy, żebym mogła sądzić, że idą za kimś, kto nie jest święty. Poza tym... rozmawiałam z ludźmi uzdrowionymi przez Niego. Nie popełniaj grzechu odmawiania wiary, Panie! Potępiłbyś Swą duszę. W końcu... myślę, że nawet gdybyśmy się wszyscy mylili i On nie byłby obiecanym Królem, to jest pewne, że to święty i przyjaciel Boga. Mówi przecież takie rzeczy i uzdrawia dusze i ciała... A darzyć szacunkiem dobrych to zawsze coś dobrego.»

«Dobrze powiedziałaś, trwaj w twojej wierze... Oto Nikodem...» [– mówi Jezus.]

«Tak. Z uczniami Rabbiego. Są rozproszeni po wsiach, aby ewangelizować żniwiarzy. Nie dalej jak wczoraj jedliśmy ich chleb.»

[Por. Mt 7,2; Mk 4,24n; Łk 6,38n] Nikodem, w krótkich szatach, idzie w tym czasie naprzód, nie dostrzegając Nauczyciela. Nakazuje wieśniakom nie podnosić ani jednego ściętego kłosa.

«Dla siebie mamy dość chleba... Udzielmy daru Bożego tym, którzy są go pozbawieni. I dawajmy go bez lęku. Nasze zboża mógł przecież zniszczyć spóźniony grad. A ani jedno ziarno nie zostało stracone. Oddajmy Bogu Jego chleb, dając go Jego nieszczęśliwym dzieciom. I zapewniam was, że zbiory w przyszłym roku będą jeszcze bardziej urodzajne, tysiąckrotne, bo On powiedział: „Miarą utrzęsioną zostanie dane temu, który dał [innym]”.»

Wieśniacy, okazując szacunek i radość, przytakują panu. I Nikodem, od pola do pola, od grupy do grupy powtarza swój dobrotliwy nakaz.

Jezus, ukryty w połowie za zaroślami trzcinowymi blisko granicznego strumyka, też przytakuje i uśmiecha się. Uśmiecha się coraz bardziej, w miarę, jak Nikodem podchodzi coraz bliżej i ich spotkanie oraz jego zaskoczenie jest już bliskie.

Oto przeskakuje przez mały strumień, aby iść w kierunku innych pól... I staje skamieniały naprzeciw Jezusa, który wyciąga do Niego ramiona. W końcu odzyskuje mowę:

«Nauczycielu święty, jak to się stało, że jesteś u mnie, Ty, błogosławiony?»

«Aby cię poznać, o ile było to jeszcze potrzebne, dzięki słowom twoich najbardziej prawdziwych świadków: tych, których napełniasz dobrodziejstwami...»

Nikodem klęczy, pochylony do ziemi. Na kolanach są również uczniowie, którym przewodzi Szczepan i Józef z górskiego Emaus. Wieśniacy pojmują, ubodzy rozumieją i wszyscy padają na ziemię w swym zaskoczeniu pełnym czci.

«Wstańcie. Przed chwilą byłem wędrowcem wzbudzającym ufność... Patrzcie na Mnie jako na takiego i kochajcie Mnie bez lęku. Nikodemie, wysłałem do ciebie dziesięciu [apostołów], których tu brak...»

«Spędziłem noc poza domem, aby czuwać nad wypełnieniem nakazu...»

«Tak. Bóg cię błogosławi za ten nakaz. Jakiż to głos powiedział ci, że ten rok jest rokiem łaski, a nie następny na przykład?» [– pyta Jezus.]

«...Nie wiem... Wiem... Nie jestem prorokiem. Nie jestem jednak głupi. I w moim umyśle pojawiło się światło Nieba. Mój Nauczycielu... chciałem, aby ubodzy cieszyli się darami Boga, w czasie gdy Bóg jest jeszcze pośród ubogich... Nie ośmielałem się mieć nadziei, że będę Cię [gościł], aby dać słodki smak i uświęcającą moc temu zbożu, moim oliwkom, winnym krzewom, sadom, które będą dla ubogich Boga, dla moich braci... Ale teraz, kiedy tu jesteś, podnieś rękę i udziel Swego błogosławieństwa, aby wraz z pokarmem dla ciała zstąpiła na tych, którzy będą go spożywać, świętość promieniująca z Ciebie» [– prosi Nikodem.]

«Dobrze, Nikodemie, to słuszne pragnienie, które Niebo pochwala» [– mówi] Jezus i rozchyla ramiona do błogosławieństwa.

«O, zaczekaj! Zawołam wieśniaków!» [– prosi Nikodem] i gwiżdże trzy razy używając piszczałki. Gwizd o wysokim tonie rozchodzi się w spokojnej przestrzeni i powoduje, że zewsząd nadbiegają żniwiarze, ludzie zbierający kłosy, ciekawscy. Mały tłum...

Jezus otwiera ramiona i mówi:

«Przez moc Pana, przez pragnienie Jego sługi, niech łaska zbawienia ducha i ciała wstąpi w każde ziarno, w każdy owoc winnego grona i w każdą oliwkę i we wszelki owoc. Niech da pomyślność i uświęcenie tym, którzy będą je spożywać z dobrym nastawieniem, wolni od pożądliwości i nienawiści, pragnąc służyć Panu, okazując posłuszeństwo Jego boskiej i doskonałej Woli.»

«Niech się tak stanie» - odpowiadają Nikodem, Andrzej, Jakub i inni uczniowie.

«Niech się tak stanie» - powtarza mały tłum, wstając, gdyż ukląkł, aby otrzymać błogosławieństwo od Jezusa.

«Przerwij prace, przyjacielu. Chcę do nich mówić.»

«Dar w darze. Dziękuję w ich imieniu, o Nauczycielu!»

Idą do cienia gęstego sadu i czekają, aż dojdzie do nich dziesięciu wysłanych do domu, którzy przybiegają zasapani i zmartwieni, że nie znaleźli Nikodema. Następnie Jezus mówi:

«Pokój niech będzie z wami. Wam wszystkim otaczającym Mnie chcę przedstawić przypowieść. Niech każdy wydobędzie z niej pouczenie i tę część, która najbardziej mu odpowiada. Posłuchajcie.

[por. Mt 21,28-32] Pewien mężczyzna miał dwóch synów. Podszedłszy do pierwszego powiedział mu: „Mój synu, idź pracować dziś w winnicy twego ojca”. To był znak wielkiej czci ze strony ojca! Uważał, że syn jest zdolny pracować tam, gdzie dotąd pracował ojciec. Był to znak, że widział w swym synu dobrą wolę, stałość, zdolności, doświadczenie i miłość do ojca. Jednak syn, nieco zajęty sprawami tego świata - szatan posługuje się takimi złudzeniami dla oddalenia od dobra - i bojąc się, że może uchodzić za sługę, odpowiedział: „Nie pójdę. Nie chce mi się tam iść.” Bał się drwin i być może także prześladowań ze strony wrogów ojca, którzy nie ośmielali się podnieść na niego ręki, lecz mieliby mniej względów dla syna.

Ojciec poszedł więc do drugiego syna, żeby powiedzieć mu to, co powiedział pierwszemu. A drugi syn odrzekł: „Tak, ojcze, zaraz tam pójdę.”

Cóż się jednak stało? Pierwszy syn miał duszę prawą. Po chwili słabości z powodu pokusy, buntu, odczuł skruchę, że zawiódł ojca. Nic więc nie mówiąc, poszedł do winnicy. Pracował cały dzień aż do późnego wieczora. Wrócił do domu zadowolony, z sercem spokojnym po wypełnionym obowiązku. Drugi natomiast, słaby i kłamca, wyszedł z domu, to prawda, lecz potem stracił czas na wałęsaniu się po wiosce. Bez pożytku odwiedzał wpływowych przyjaciół, choć miał nadzieję wyciągnąć z tego korzyść. I mówił w swym sercu: „Ojciec jest stary i nie wychodzi z domu. Powiem mu, że byłem posłuszny, a on w to uwierzy...”

Ale i dla niego nadszedł wieczór. Powrócił do domu. Wyglądał na zmęczonego leniwego człowieka. Jego szata nie była pomięta. Niepewnie pozdrowił ojca, który go obserwował i porównywał ze starszym. Ten zaś wrócił zmęczony, brudny, rozczochrany, lecz radosny i szczery, ze spojrzeniem pokornym i dobrym. Nie chcąc się pysznić ze spełnionego obowiązku, zamierzał jednak powiedzieć ojcu: „Kocham cię i to naprawdę tak mocno, że dla sprawienia ci radości przezwyciężyłem pokusę”. To jasno przemówiło do rozumu ojca, który pocałował zmęczonego syna, mówiąc mu:

„Jesteś błogosławiony, gdyż pojąłeś miłość!”

A wam jak się wydaje? Który z dwóch kochał? Z pewnością powiecie: „Ten który czynił wolę swego ojca”. A który ją czynił? Pierwszy czy drugi syn?» [– pyta Jezus.]

«Pierwszy!» – odpowiada tłum jednogłośnie.

«Pierwszy. Tak. Tak samo jest w Izraelu. Uskarżacie się na to. Nie są świętymi w oczach Bożych ci, którzy mówią: „Panie! Panie!” i uderzają się w piersi, chociaż nie mają w sercu prawdziwej skruchy z powodu swoich grzechów. Ich serce zaś naprawdę staje się coraz twardsze. Nie [są świętymi] ci, którzy przestrzegają wypełniania obrzędów dla zwrócenia na siebie uwagi, aby ich nazywano świętymi. Tymczasem w życiu prywatnym brak im miłości i sprawiedliwości. Nie [są świętymi] ci, którzy naprawdę buntują się przeciw Woli Boga, który Mnie wysyła, i atakują ją tak, jakby to była wola szatana. To nie zostanie wybaczone. Ale świętymi i drogimi Najwyższemu są ci, którzy uznając, że Bóg wszystko, co czyni, robi dobrze, przyjmują Wysłannika Boga i słuchają Jego słów. Chcą bowiem umieć postępować lepiej, coraz lepiej w tym, czego pragnie Ojciec.

Zaprawdę powiadam wam: ludzie prości, ubodzy, celnicy, nierządnice wyprzedzą wielu z tych, których się zwie: „nauczycielami”, „potężnymi”, „świętymi”, i wejdą do Królestwa Bożego. I to będzie sprawiedliwość.

Jan przyszedł do Izraela, aby go poprowadzić po drogach Sprawiedliwości. Zbyt wielka jednak część Izraela nie uwierzyła mu – tego Izraela, który sam sobie przydaje tytuł „uczonego i świętego”. A celnicy i nierządnice uwierzyli mu. Ja przyszedłem, a uczeni i święci Mi nie wierzą. Wierzą jednak we Mnie ubodzy, prości, grzesznicy. I dokonałem cudów. Oni zaś nie uwierzyli nawet tym cudom i nie żałowali za to, że nie uwierzyli we Mnie. Przeciwnie, ich nienawiść skierowała się przeciw Mnie oraz tym, którzy Mnie kochają.

I powiadam wam: „Błogosławieni ci, którzy potrafią wierzyć we Mnie i czynić wolę Pana, w którym znajduje się zbawienie wieczne”. Powiększcie waszą wiarę i bądźcie stali. Posiądziecie Niebo, bo potrafiliście umiłować Prawdę.

Idźcie. Bóg niech będzie z wami, zawsze.»

Błogosławi ich i żegna. Potem, u boku Nikodema, idzie do domu ucznia, aby tam pozostać w czasie najsilniejszego upału...



Przekład i wyłączne prawa do tekstu: "Vox Domini" Więcej na stronie: O Marii Valtorcie i jej pismach