Ewangelia według
św. Mateusza
Ewangelia według
św. Marka
Ewangelia według
św. Łukasza
Ewangelia według
św. Jana


Maria Valtorta

Księga IV - Trzeci rok życia publicznego

–   POEMAT BOGA-CZŁOWIEKA    –

66. SOBOTA PRZAŚNIKÓW

Napisane 4 lutego 1946. A, 7901-7921

Wielka liczba uczniów – [złożona z] mężczyzn i kobiet – pożegnała się. Odeszli do domów, w których nocują, lub ruszyli w drogę powrotną.

We wspaniałe popołudnie końca kwietnia pozostają w domu Łazarza uczniowie w ścisłym tego słowa znaczeniu, czyli szczególnie ci najbardziej oddani głoszeniu. Poza pasterzami: Hermas i Szczepan, kapłan Jan, Tymon, Hermastes, Józef z Emmaus, Salomon, Abel z Betlejem Galilejskiego, Samuel i Abel z Korozain, Agapeusz, Aser i Izmael z Nazaretu, Eliasz z Korozain, Filip z Arbeli, Józef, przewoźnik z Tyberiady, Jan z Efezu, Mikołaj z Antiochii. Wśród niewiast, poza znanymi uczennicami, jest Annalia, Dorka, matka Judasza, Mirta, Anastatyka, córki Filipa. Nie widzę już Miriam, córki Jaira, ani samego Jaira. Być może powrócili tam, gdzie nocują.

Chodzą wolno po dziedzińcach lub po tarasie domu. Wokół Jezusa, siedzącego w pobliżu posłania Łazarza, znajdują się prawie wszystkie niewiasty i wszystkie dawne uczennice. Słuchają Jezusa rozmawiającego z Łazarzem, opowiadającego o wioskach, w których był podczas paschalnej podróży.

«Przybyłeś akurat na czas, aby ocalić to niemowlę» – mówi Łazarz po opowiadaniu o zamku w Cezarei Filipowej. Wskazuje przy tym dziecko, które śpi szczęśliwe w ramionach swej matki. Dodaje: «To piękne dziecko! Niewiasto, pokaż mi je z bliska!»

Dorka wstaje i – milcząco, lecz tryumfalnie – oddaje swe dziecko, by mógł je podziwiać chory.

«Piękne dziecko! Naprawdę piękne! Niech Pan je zachowa i sprawi, że będzie rosło silne i święte.»

«I wierne swemu Zbawcy. Gdyby nie miało być takie w przyszłości, wolałabym, żeby umarło, choćby teraz. Wszystko... byleby po ocaleniu nie okazało niewdzięczności wobec Pana!» – mówi Dorka stanowczo, wracając na swe miejsce.

«Pan przychodzi zawsze na czas, aby ocalić» – odzywa się Mirta, matka Abla z Betlejem Galilejskiego – Mój [syn] był także bliski śmierci... i to jakiej śmierci!... jak dziecko Dorki. Ale On przyszedł i ocalił go. Jaka straszna [była to] godzina!...» – Mirta jeszcze blednie na samo wspomnienie.

«Zatem przyjdziesz też na czas do mnie, prawda? Aby mi dać pokój...» – mówi Łazarz, głaszcząc rękę Jezusa.

«Czy się nie czujesz lepiej, mój bracie? – pyta Marta – Od wczoraj wydaje się, że odczuwasz ulgę...»

«Tak. Trochę mnie to dziwi. Być może Jezus...»

«Nie, Mój przyjacielu. To dlatego, że wlałem w ciebie Mój pokój. Twoja dusza jest nim nasycona i to przynosi ulgę nogom. Z postanowienia Boga masz cierpieć...»

«I umrzeć. Powiedz to. Dobrze... niech się stanie Jego wola, jak tego nauczasz. Odtąd nie będę już prosił ani o uzdrowienie, ani o ulgę. Tak wiele otrzymałem od Boga (patrzy bezwiednie na Marię, swą siostrę), że godzi się, abym za takie dobro poddał się [Mu]...»

«Uczyń więcej, Mój przyjacielu. To już wiele poddać się i znosić ból. Ale ty, nadaj mu większą wartość...» [– zwraca się do Łazarza Jezus.]

«Jaką, mój Panie?» [– dopytuje się Łazarz.]

«Ofiaruj je za odkupienie ludzi» [– wyjaśnia Jezus.]

«Przecież ja sam jestem biednym człowiekiem, Nauczycielu. Nie mogę ubiegać się o to, żeby być [czyimś] odkupicielem» [– stwierdza Łazarz.]

«Ty to mówisz i jesteś w błędzie. Bóg stał się Człowiekiem, aby pomóc ludziom. Ale ludzie również mogą pomóc Bogu. W godzinie Odkupienia dzieła sprawiedliwych zostaną połączone z Moimi: [czyny] sprawiedliwych, którzy umarli przed wiekami, oraz tych, którzy żyją obecnie lub którzy będą żyć w przyszłości. Ty przyłącz do nich teraz twoje. To takie piękne połączyć się z Boską Dobrocią, dodać do niej to, co możemy dać z naszej ograniczonej dobroci, i powiedzieć: “Ja też, o Ojcze, współdziałam dla dobra moich braci”. Nie można mieć większej miłości dla Pana i dla bliźniego niż umieć cierpieć i umrzeć, aby oddać chwałę Panu i [przynieść] zbawienie wieczne naszym braciom. Ocalić samego siebie? To mało. To “minimum” świętości. Pięknie jest zbawiać. Oddać siebie, aby zbawiać. Wznieść miłość aż do stania się płonącym stosem ofiarnym dla zbawiania... Wtedy miłość jest doskonała. I bardzo wielka będzie świętość tego, kto jest wspaniałomyślny.»

«Jakie to wszystko piękne, prawda, moje siostry?» – mówi Łazarz z rozmarzonym uśmiechem na swej szczupłej twarzy.

Wzruszona Marta przytakuje głową. Maria – siedząc na poduszce u stóp Jezusa, w swej zwyczajnej pozie pokornej i żarliwej adoratorki – mówi:

«Być może to ja kosztuję mojego brata tyle cierpień? Powiedz mi to, Panie, a moja udręka będzie pełna!...»

Łazarz woła jednak: «Nie, Mario, nie. Ja... muszę kiedyś umrzeć z powodu tej [choroby]. Nie rań sobie serca.»

Ale Jezus, szczery do końca, oświadcza:

«Oczywiście, że tak! Słyszałem twego brata w jego modlitwach, w uderzeniach serca. To jednak nie powinno ci dawać przygniatającej cię udręki, lecz coś innego: pragnienie stania się doskonałą z powodu tego, ile kosztowałaś. Ciesz się! Ciesz się, bo aby cię mieć, Łazarz wyrwał cię demonowi...»

«Nie ja! Ty, Nauczycielu» [– sprzeciwia się Łazarz.]

«...Za to, że cię wyrwał demonowi, zasłużył u Boga na przyszłą łaskę, z powodu której będą o nim mówiły narody i aniołowie. I jak o Łazarzu, tak będą też mówić o innych ludziach, zwłaszcza o kobietach, które swym heroizmem wyrwały szatanowi jego zdobycze.»

«Kto to? Kto to?» – pytają zaciekawione niewiasty i być może wszystkie mają nadzieję, że chodzi o każdą z nich.

Maria, [matka] Judasza, nie odzywa się, lecz patrzy, patrzy na Nauczyciela... Jezus też patrzy na nią. Mógłby zostawić ją w tym złudzeniu. Nie robi tego. Nie dręczy jej, ale też jej nie łudzi. Odpowiada wszystkim: «Dowiecie się w Niebie.»

Matka Judasza, żyjąca w ciągłym niepokoju, pyta: «A jeśli komuś się nie uda, pomimo jego pragnienia? Jaki będzie jego los?»

«Taki, na jaki jego dusza dzięki [swojej] dobroci zasługuje.»

«Niebo? [– pyta dalej matka Judasza – ] Ale, o Panie, małżonka, siostra lub matka... której nie uda się zbawić tych, których kocha, i ujrzy ich potępionych... czy będzie mogła, będąc w Raju, posiąść [szczęście] Raju? Czy nie sądzisz, że nigdy nie będzie mieć radości, bo... ciało z jej ciała, krew z jej krwi zasłużyły na wieczne potępienie? Ja myślę, że ona nie będzie mogła cieszyć się, widząc kogoś, kogo kocha, wydanego na pastwę straszliwej kaźni...»

«Jesteś w błędzie, Mario. Oglądanie Boga, posiadanie Boga to źródło tak nieskończonej szczęśliwości, że nie ma udręki dla zbawionych. Będą aktywni i uważni wobec tych, których jeszcze mogą ocalić, ale już nie będą cierpieć z powodu tych, którzy oddzielili się od Boga i oddalili się od nich, będących w Bogu. Komunia świętych jest dla świętych.»

«Ale skoro pomagają tym, którzy mogą jeszcze osiągnąć zbawienie, to znak, że ci ostatni nie są jeszcze świętymi» - zauważa Piotr.

«Jest w nich jednak wola, przynajmniej bierna, aby takimi być. Ci, którzy są świętymi w Bogu, pomagają nawet w potrzebach materialnych, aby ci, którzy mają jedynie bierną wolę, przeszli do woli czynnej. Rozumiesz?»

«Tak i nie. Oto przykład. Przypuśćmy, że ja, będąc w Niebie, widziałbym jakiś przelotny ślad dobroci u... załóżmy, faryzeusza Eliasza. Co bym uczynił?»

«Służyłbyś mu wszystkimi swoimi środkami, aby te dobre poruszenia wzrosły» [– odpowiada Jezus.]

«A gdyby to nic nie przyniosło? Co potem?» [– pyta Piotr.]

«Potem, gdyby on został potępiony, nie interesowałbyś się tym więcej» [– wyjaśnia Jezus.]

«A jeśli, jak jest teraz, byłby całkowicie godny potępienia, lecz byłby mi drogi - choć to się nigdy nie zdarzy - co miałbym czynić?» [– pyta dalej Piotr.]

«Przede wszystkim wiedz, że ty ryzykujesz potępieniem się mówiąc, że on nie jest ci drogi i że nigdy takim nie będzie. Następnie wiedz, że gdybyś był w Niebie, stanowiąc jedno z Miłością Miłosierną, modliłbyś się za niego, o jego zbawienie, aż do chwili jego sądu. Będą duchy ocalone w ostatniej chwili, dzięki całemu życiu [spędzonemu na] modlitwie za nich.»

Wchodzi sługa, mówiąc:

«Przybył Manaen. Chce Cię ujrzeć, Nauczycielu.»

«Niech wejdzie. Chce z pewnością pomówić o poważnych sprawach» [– odzywa się Jezus.]

Niewiasty dyskretnie oddalają się, a uczniowie idą za nimi. Jezus woła jednak Izaaka, kapłana Jana, Szczepana i Hermasa oraz Macieja i Józefa, pasterzy - uczniów.

«Dobrze będzie, jeśli wy, uczniowie, także się dowiecie» – wyjaśnia. Manaen wchodzi i kłania się.

«Pokój z tobą» – mówi Jezus, witając go.

«Pokój Tobie, Nauczycielu. Słońce już zachodzi. Moje pierwsze kroki po szabacie skierowałem ku Tobie, mój Panie.»

«Miałeś dobrą Paschę?»

«Dobrą!! Nie może być nic dobrego tam, gdzie się znajduje Herod i Herodiada! Mam nadzieję, że to ostatni raz spożywałem z nimi baranka. Nawet gdybym miał umrzeć, nie zostanę z nimi dłużej!»

«Sądzę, że popełniasz błąd. Możesz służyć Nauczycielowi pozostając tam...» – stwierdza Iskariota.

«To prawda... i to mnie aż dotąd hamowało. Ale jaką [czuję] odrazę! Chuza mógłby mnie zastąpić...»

Bartłomiej stwierdza:

«Chuza to nie Manaen. Chuza jest... Tak, on potrafi lawirować. Nie skrytykowałby swego pana. Ty jesteś bardziej szczery.»

«To prawda i prawdą jest też to, co mówisz [– stwierdza Manaen.] Chuza jest zawsze dworzaninem. Fascynuje go królewska godność... Królewska godność!? Cóż ja mówię? Królewskie błoto! Ale jemu on wydaje się królem, żeby być z królem... I lęka się królewskiej niełaski. Jednego wieczoru był jak zbity pies. Niemal czołgając się, pojawił się przed Herodem, który go wezwał, słysząc uskarżania się Salome przepędzonej przez Ciebie. To były ciężkie chwile dla Chuzy. Można było wyczytać na jego twarzy pragnienie ocalenia siebie, za wszelką cenę, nawet przez oskarżenie Ciebie, obciążenie Ciebie winą. Ale Herod!... On chciał się jedynie pośmiać kosztem dziewczyny, którą się brzydzi, tak jak jej matką. I śmiał się jak szalony, słysząc Twe słowa powtarzane przez Chuzę. Mówił cały czas: “Zbyt łagodne, to jeszcze zbyt łagodne dla tej młodej...” i wypowiedział tak wulgarne słowo, że Ci go nie powtórzę. “Powinien był zdeptać jej żarłoczne łono... Ale zanieczyściłby się!” I śmiał się. Potem spoważniał i stwierdził: “A jednak... nie wolno przez wzgląd na koronę znieważać jej, choć ta kobieta na to zasłużyła. Jestem wielkoduszny...” Sądzi, że taki jest, i jeśli nikt tak go nie określa, to on sam mówi tak o sobie... “Przebaczam Rabbiemu, bo powiedział Salome prawdę. Chcę jednak, aby przyszedł na mój dwór, abym Mu całkowicie wybaczył. Chcę Go ujrzeć, usłyszeć Go i zlecić Mu wykonanie jakichś cudów. Niech przyjdzie, a ja będę Jego obrońcą.” Tak to mówił owego wieczora, a Chuza nie wiedział, co odpowiedzieć. Monarsze nic nie chciał mówić. Nie mógł się zgodzić. Ty bowiem nie możesz z pewnością przystać na zachcianki Heroda. Dziś rzekł do mnie: “Na pewno Go spotkasz... Powiedz Mu, jaka jest moja wola”. Mówię to, ale... znam już Twoją odpowiedź. Jednak powiedz mi to, abym mógł ją przekazać.»

«Nie!» To [Jezusowe] “Nie” wydaje się uderzeniem pioruna.

«Czy Sobie nie zgotujesz zbyt potężnego nieprzyjaciela?» – pyta Tomasz.

«Nawet kata. Ale mogę odpowiedzieć jedynie: “nie”.»

«Będzie nas prześladował...»

«O, za trzy dni nie będzie już o tym pamiętał» – mówi Manaen, wzruszając ramionami. Potem dodaje: «Obiecano mu mimów... Przybędą jutro... I o wszystkim zapomni!...»

Sługa powraca: «Nauczycielu, jest Nikodem, Józef i inni faryzeusze oraz przywódcy Sanhedrynu. Chcą Cię powitać.»

Łazarz spogląda na Jezusa pytająco. Jezus pojmuje [i odpowiada]: «Niech wejdą! Chętnie się z nimi przywitam.»

W chwilę później wchodzi Nikodem, Józef, Eleazar (sprawiedliwy z uczty u Izmaela), Jan (z dawnej uczty w Arymatei), inny – słyszę, że go nazywają Jozue - jakiś Filip, Juda i wreszcie – Joachim. Nie ma końca powitaniom. Na szczęście sala jest dość duża. W przeciwnym razie co by zrobili, żeby wejść z tymi ukłonami, wielkimi gestami, tak bogato odziani? Ale chociaż jest duża, szybko się zapełnia i uczniowie wymykają się. Pozostaje tylko Łazarz z Jezusem. Być może też nie wydawało się im wskazane znajdować się w ogniu tak wielu sanhedrynowych spojrzeń!

«Wiemy, żeś jest w Jerozolimie, o, Łazarzu! I przybyliśmy!» – mówi ten, którego nazwano Joachimem.

«Dziwi mnie to i cieszy. Czasem już nie potrafiłem sobie przypomnieć twojej twarzy...» – mówi nieco ironicznie Łazarz.

«Ale... wiesz... zawsze chcieliśmy przyjść. Ale... ty zniknąłeś...»

«Czyżbym naprawdę zniknął? Rzeczywiście, bardzo trudno jest przyjść do nieszczęśliwego!» [– odpowiada mu Łazarz.]

«Nie! Nie mów tak! My... szanowaliśmy twoje pragnienie. Ale teraz kiedy... teraz kiedy... prawda, Nikodemie?»

«Tak, Łazarzu. Dawni przyjaciele wracają... pragną usłyszeć wieści o tobie i uczcić Rabbiego» [– odzywa się Nikodem.]

«Jakie nowiny mi przynosicie?» [– pyta Łazarz.]

«Hmmm! No... Zwykłe sprawy... Ludzie... Tak...» Spoglądają kątem oka na Jezusa. On siedzi wyprostowany, nieco zamyślony.

«Jak to możliwe, że jesteście wszyscy razem dziś, kiedy szabat ledwie się skończył?» [– pyta dalej Łazarz.]

«Było nadzwyczajne posiedzenie» [– odpowiadają.]

«Dzisiaj?! Z jakiej to tak pilnej przyczyny?»

Obecni patrzą znacząco na Jezusa. Ale On rozmyśla...

«Z licznych powodów...» – odpowiadają wreszcie.

«Które nie dotyczą Rabbiego?» [– pyta dalej Łazarz.]

«Tak, Łazarzu, Jego również. Ale omawiano też poważne zdarzenie, a podczas święta wszyscy zgromadziliśmy się w mieście...» – wyjaśnia Józef z Arymatei.

«Poważne zdarzenie? Jakie?»

«Jeden... grzech... młodości... Hmmm! Tak! Gwałtowna dyskusja, bo... Rabbi, posłuchaj nas. Ty należysz do ludzi szlachetnych. Nawet jeśli nie jesteśmy Twoimi uczniami, nie jesteśmy wrogami. W domu Izmaela powiedziałeś mi, że nie jestem daleko od sprawiedliwości...» – odzywa się Eleazar.

«To prawda. Potwierdzam to» [– odzywa się Jezus.]

«A ja Cię broniłem na uczcie u Józefa przed Feliksem...» – odzywa się Jan.

«To także prawda» [– odpowiada Jezus.]

«A oni myślą jak my. Zostaliśmy dziś wezwani, aby powziąć decyzję... i nie jesteśmy zadowoleni z tego, co zostało zadecydowane. Bo zwyciężyli ci, którzy byli nam przeciwni. Ty, mądrzejszy od Salomona, posłuchaj i osądź.»

Jezus przenika go Swym głębokim spojrzeniem, potem zaś odzywa się: «Mówcie.»

«Czy możemy być pewni, że nikt nas nie słyszy? Bo to... rzecz straszna...» – mówi ten o imieniu Juda.

«Zamknij drzwi i zasłoń, a będziemy jak w grobie» – odpowiada na to Łazarz.

«Nauczycielu, wczoraj rano powiedziałeś Eleazarowi, synowi Annasza, żeby się nie zanieczyszczał z żadnego powodu. Dlaczego mu to powiedziałeś?» – pyta Filip.

«Bo trzeba było to powiedzieć. On się zanieczyszcza. To nie Ja [mówiłem]. To mówią święte Księgi.»

«To prawda. Ale skąd wiesz, że on się zanieczyszcza? Być może ta dziewczyna mówiła z Tobą przed śmiercią?» – pyta Eleazar.

«Jaka dziewczyna?» [– pyta Jezus.]

«Ta, która umarła po zgwałceniu, a z nią – jej matka. Nie wiadomo, czy zabiła je boleść, czy może same się zabiły, czy też otruto je, aby zapobiec ich wyznaniom» [– mówi Eleazar.]

«Nie wiedziałem nic o tym. Widziałem zepsutą duszę syna Annasza. Odczuwałem, jak cuchnie. Przemówiłem. Nie wiedziałem ani nie widziałem nic innego» [– wyjaśnia im Jezus.]

«Ale co się stało?» – pyta Łazarz zaciekawiony.

«Oto co się stało: Eleazar, syn Annasza, ujrzał młodą dziewczynę, jedyne dziecko wdowy i... zwabił ją do siebie, aby dać jej rzekomo jakąś pracę. Ona, aby się utrzymać, szyła ubrania. I... zgwałcił ją. Dziewczyna umarła... trzy dni później... a matka razem z nią. Ale przed śmiercią, pomimo gróźb, powiedziały wszystko jedynemu krewnemu... I on poszedł do Annasza przedstawić oskarżenie. A jeszcze niezadowolony powiedział o tym Józefowi, mnie, innym... Annasz kazał go pochwycić i wrzucić do więzienia. Stamtąd pójdzie na śmierć albo zostanie tam już na zawsze. Dziś Annasz chciał się dowiedzieć, co o tym myślimy...» – kończy Nikodem.

«Nie zrobiłby tego, gdyby nie wiedział, że my już o tym wiemy» – szepcze Józef.

«Tak... Pozorowano głosowanie, udawano osądzenie, decydowano o honorze i życiu trojga nieszczęśliwych, i karze dla winnego...» – mówi na koniec Nikodem.

«I co?» [– pyta Łazarz.]

«I co? To oczywiste! My, którzyśmy głosowali za uwolnieniem tego mężczyzny oraz za ukaraniem Eleazara, zostaliśmy obrzuceni groźbami i wyrzucono nas jako niesprawiedliwych. Co Ty na to powiesz, [Nauczycielu]?»

«To, że Jerozolima budzi we Mnie obrzydzenie i że w Jerozolimie wrzodem najbardziej śmierdzącym jest Świątynia» – Jezus wypowiada te słowa powoli, głosem straszliwym. Na koniec mówi:

«Donieście to tym ze Świątyni.»

«A co zrobił Gamaliel?» – dopytuje się Łazarz.

«Kiedy tylko dowiedział się, co się stało, okrył sobie twarz i wyszedł, mówiąc: “Niech szybko przybędzie nowy Samson, aby wyniszczyć zepsutych Filistynów”.»

«Dobrze powiedział! Wkrótce przyjdzie.» Cisza.

«A o Nim nie mówiono?» – pyta Łazarz wskazując na Jezusa.

«O, tak! Przed całą resztą. Doniesiono, że określiłeś królestwo Izraela jako “nędzne”, dlatego też określono Ciebie mianem “bluźniercy”... a nawet – “świętokradcy”, bo królestwo Izraela należy do Boga.»

«Ach, tak?! A jak Najwyższy Kapłan nazwał tego, który zgwałcił dziewicę, który splamił swą posługę? Odpowiedzcie!» – pyta Jezus.

«On – to syn Najwyższego Kapłana... bo Annasz jest tam wciąż prawdziwym królem...» – mówi Joachim, onieśmielony dostojeństwem Jezusa, który stoi naprzeciw Niego z wyciągniętymi ramionami.

«Tak, królem zepsucia. I wy chcecie, abym Ja nie nazywał “nędznym” Kraju, w którym mamy Tetrarchę skalanego i zabójcę oraz Najwyższego Kapłana, który jest wspólnikiem gwałciciela i zabójcy?...»

«Być może dziewczyna sama się zabiła albo umarła z bólu...» – szepcze Eleazar.

«To i tak została zabita przez tego, który ją zgwałcił... Czyż to nie trzecią już ofiarę trzyma się w więzieniu, aby nie mówiła? I czy nie profanuje się ołtarza, kiedy się do niego podchodzi z takimi zbrodniami [na sumieniu]? A czyż nie tłumi się sprawiedliwości nakazując milczenie sprawiedliwym, zbyt nielicznym w Sanhedrynie? Tak, niech szybko przyjdzie nowy Samson i niech powali to sprofanowane miejsce, niech zniszczy, aby uleczyć!... Ja, mając mdłości z odczuwanego obrzydzenia, nie tylko nazywam nędznym ten nieszczęsny Kraj, lecz oddalam się od jego serca przegniłego, napełnionego bezimiennymi zbrodniami. To jaskinia szatana... Odchodzę. Nie z lęku przed śmiercią. Pokażę wam, że się nie boję. Odchodzę, ponieważ to nie jest Moja godzina. [Oddalam się,] żeby nie dawać pereł wieprzom [por. Mt 7,6] z Izraela, lecz aby je zanieść pokornym, rozproszonym po norach, górach, dolinach ubogich wiosek... Tam, gdzie jeszcze potrafi się wierzyć i kochać, jeśli ktoś o tym pouczy... [Idę] tam, gdzie są duchy pod zgrzebnymi szatami, gdy tymczasem tu święte tuniki i płaszcze – a jeszcze bardziej Efod i Racjonał – służą do przykrycia nieczystej padliny i zawierają zabójczą broń. Powiedzcie im, że w Imię Boga prawdziwego Ja wydaję ich na potępienie i że jako nowy Michał wypędzam ich z Raju. I to na zawsze.... Tych, którzy chcą być bogami, a są demonami... Nie muszą umierać, aby ich osądzono. Już są [osądzeni]... I bez przebaczenia.»

Wyniośli członkowie Sanhedrynu i faryzeusze wyglądają, jakby się stali całkiem mali, tak się chowają po kątach przed straszliwym gniewem Chrystusa, który, przeciwnie, wydaje się olbrzymem, tak Jego spojrzenia są piorunujące, a gesty – gwałtowne.

Łazarz jęczy: «Jezu! Jezu! Jezu!...»

Jezus, słysząc go, zmienia ton głosu i wygląd. Pyta:

«Co ci jest, Mój przyjacielu?»

«O! Nie bądź tak straszliwy! To już nie jesteś Ty! Jak można mieć nadzieję w miłosierdziu, skoro Ty ukazujesz się jako tak straszliwy?»

«A jednak taki jestem i będę taki jeszcze bardziej, kiedy będę sądził dwanaście pokoleń Izraela. Ale nabierz odwagi, Łazarzu. Kto wierzy w Chrystusa, już jest osądzony...»

I siada. Cisza. W końcu Jan pyta:

«A my, którzyśmy woleli nagany [ze strony innych] zamiast zadania kłamu sprawiedliwości, jak my zostaniemy osądzeni?»

«Sprawiedliwie. Wytrwajcie, a dojdziecie do tego, co Łazarz już posiada: do przyjaźni z Bogiem.»

Wstają.

«Nauczycielu, odchodzimy. Pokój Tobie. I tobie, Łazarzu.»

«Pokój wam.»

«Co powiedzieliśmy, niech zostanie tutaj» – błaga wielu.

«Nie bójcie się! Idźcie. Niech was Bóg prowadzi w każdym zachowaniu.»

Wychodzą. Pozostaje jedynie Jezus i Łazarz. Po chwili mówi:

«To okropność!»

«Tak. To okropność!.. Łazarzu, idę przygotować się do odejścia z Jerozolimy. Będę twoim gościem w Betanii aż do końca Przaśników...» Wychodzi.



Przekład i wyłączne prawa do tekstu: "Vox Domini" Więcej na stronie: O Marii Valtorcie i jej pismach