Ewangelia według
św. Mateusza
Ewangelia według
św. Marka
Ewangelia według
św. Łukasza
Ewangelia według
św. Jana


Maria Valtorta

Księga III - Drugi rok życia publicznego

–   POEMAT BOGA-CZŁOWIEKA   –

99. ROZWAŻANIA O NAWRÓCENIU MARII MAGDALENY

Napisane 22 i 25 stycznia 1944. A, 1570-1577

Dzisiaj cały czas rozmyślałam o dyktandzie Jezusa z wczorajszego wieczoru i zastanawiałam się także nad tym, co widziałam, i nad tym, co nie zostało wypowiedziane.

W międzyczasie, mimochodem mówię ojcu, że rozmowy współbiesiadników w tym, co pojmowałam, to znaczy szczególnie, gdy zwracali się do Jezusa – obracały się wokół wydarzeń dnia, Rzymian, Prawa, któremu się przeciwstawiali, a następnie misji Jezusa jako Nauczyciela nowej nauki. Ale jest zrozumiałe, że pod pozorem życzliwości kryły się pytania podstępne i stawiane podchwytliwie, żeby wprawić Go w zakłopotanie. Nie było to łatwe, bo Jezus kilkoma słowami dawał trafną i ostateczną odpowiedź w każdej rozmowie.

I tak na przykład na pytanie, jakiej szczególnej szkoły czy sekty stał się nowym nauczycielem, odpowiedział po prostu: “Szkoły Boga. To za Nim idę w Jego świętym Prawie i o Nie się troszczę. Tak postępuję, żeby do tych małych (i popatrzył z miłością na Jana, a w Janie widział wszystkich ludzi prawego serca) przyszło ono odnowione w całej swojej istocie – takie, jakim było w dniu, kiedy Pan Bóg ogłosił je na Synaju. Prowadzę ludzi do Światła Bożego.”

Na inne pytanie, dotyczące tego, co myśli o nadużyciu Cezara, który uczynił się władcą Palestyny, odpowiedział: “Cezar jest tym, kim jest, gdyż Bóg tak chce. Przypomnij sobie proroka Izajasza. Czyż nie nazywa on, w Bożym natchnieniu, Asyryjczyka rózgą Swego gniewu? Rózga, która karze lud Boży, który już się znużył Bogiem i ma za bajkę szatę i ducha? I czyż nie mówi, że używszy tej rózgi dla karania, zniszczy ją, bo nadużyła swego zadania, stając się zbyt pyszna i okrutna”?»

Te dwie odpowiedzi najbardziej mnie uderzyły.

Później, dzisiaj wieczorem, mój Jezus mówi z uśmiechem: «Powinienem cię nazwać jak Daniela. Jesteś tą, która pragnie, i tą, która Mi jest droga, bo tak bardzo pragniesz swego Boga. Mógłbym nadal mówić ci to, co powiedziałem Danielowi przez Mojego anioła: “Nie lękaj się, bo od pierwszego dnia, w którym otwarłaś twoje serce na rozumienie i na udręczenie siebie przed obliczem Bożym, zostały wysłuchane twoje modlitwy i przyszedłem z ich powodu.” Ale tu nie ma anioła mówiącego. To Ja mówię do ciebie: Jezus.»

Zawsze, Mario, przychodzę, gdy ktoś “skłania swoje serce do rozumienia”. Nie jestem Bogiem twardym i surowym. Jestem Żyjącym Miłosierdziem. I szybciej niż myśl przychodzę do tego, kto się do Mnie zwraca. Także do biednej Marii z Magdali, tak pogrążonej w jej grzechu, podążyłem pośpiesznie Moim duchem, gdy tylko odczułem powstające w niej pragnienie zrozumienia: zrozumienia światła Bożego i zrozumienia swojego stanu ciemności. I stałem się dla niej Światłością.

Mówiłem do wielu tamtego dnia, ale naprawdę mówiłem do niej samej. Widziałem tylko ją, jak się zbliżała gnana porywem duszy, zbuntowanej przeciwko ciału, któremu była uległa. Widziałem tylko ją: jej biedne wzburzone oblicze, jej wymuszony uśmiech, który ukrywał jej wewnętrzne cierpienie pod szatą pewności i pozornej radości, stanowiących wyzwanie dla świata i dla niej samej. Widziałem tylko ją, bardziej zaplątaną w ciernie niż zagubiona owieczka z przypowieści; ją, która tonęła w obrzydliwości życia i wypłynęła na powierzchnię, jak te głębokie fale, które niosą ze sobą wodę z dna.

Nie wypowiedziałem wielkich słów ani nie dotknąłem tematu odnoszącego się do niej – dobrze znanej grzesznicy. Nie chciałem jej zadręczać, zmuszać do ucieczki, do wstydzenia się lub przyjścia. Pozostawiłem ją w spokoju. Pozwoliłem, by Moje słowo i Moje spojrzenie zstąpiło w nią, stając się zaczynem, żeby z tego chwilowego porywu uczynić jej chwalebną przyszłość świętej. Mówiłem przy pomocy jednej z najpiękniejszych przypowieści. [Był to] promień światła i dobroci wylany właśnie dla niej. Tego wieczoru, gdy stawiałem stopę w domu pysznego bogacza – w którym Moje słowo nie potrafiło stać się zaczynem przyszłej chwały, bo zabiła je pycha faryzejska – wiedziałem już, że ona przyjdzie. Tak wiele łez wylała w pokoju, w którym grzeszyła. W światłości tego płaczu zadecydowała się już jej przyszłość.

Mężczyźni, rozpaleni namiętnością, na jej widok zadrżeli w ciele i zaczęli podejrzewać w swych myślach. Wszyscy jej pożądali oprócz dwóch “czystych” na biesiadzie: Mnie i Jana. Wszyscy sądzili, że Maria przyszła dla jednego z tych zwykłych kaprysów, które – jako prawdziwe opętanie demoniczne – rzucały ją w nieprzewidziane miłostki. Ale szatan był już pokonany. Myśli wszystkich pełne były zawiści, bo zobaczyli, że to nie do nich się zwróciła, lecz przyszła do Mnie.

Człowiek zawsze brudzi, nawet najczystsze rzeczy, kiedy jest tylko człowiekiem z ciała i krwi. Tylko czyści widzą właściwie, bo nie ma w nich grzechu, by wywoływać zamęt myśli. Ale, Mario, nie powinno przerażać to, że człowiek nie rozumie. Bóg rozumie i to wystarcza dla Nieba.

Chwała, która pochodzi od ludzi, nie powiększa ani o gram tej chwały, która jest losem wybranych w Raju. Pamiętaj o tym zawsze. Dobre czyny biednej Marii z Magdali zawsze były źle osądzane. Inaczej było z jej czynami złymi, bo te były kąskami rozwiązłości ofiarowanymi nieugaszonemu pożądaniu lubieżników. Krytykowana była i źle osądzana w Nain, w domu faryzeusza; krytykowana i odrzucana – w Betanii, w swoim domu [por. J 12,4-6].

Ale Jan, który wypowiada wielkie słowo, daje klucz do tej ostatniej krytyki: “Judasz... ponieważ był złodziejem”. Ja mówię: “Faryzeusz i jego przyjaciele... ponieważ byli rozpustni”. Widzisz? Pożądliwość zmysłowa, chciwość pieniądza podnosi głos, aby krytykować dobry czyn. Dobrzy nie krytykują. Nigdy. Oni rozumieją.

Ale, powtarzam, nie ma znaczenia krytyka [ze strony] świata. Liczy się osąd Boży.

Przygotowuję cię do jutrzejszego pouczenia. Zaznacz miejsce w dwunastym rozdziale Księgi Daniela, ze słowami wypowiedzianymi jemu samemu przez Mojego świetlistego anioła: “Nie bój się, Pokój jest z tobą. Stań się odważny i bądź mocny”, i umiej zawsze odpowiedzieć: “Mów, o mój Panie, ponieważ Ty mnie wzmocniłeś”.»

Potem Jezus mówi do mnie: «Kiedy widzę cię taką uważną na Moje pouczenia, wydajesz Mi się uczennicą gorliwą i przywiązaną do swego nauczyciela, który dla niej jest cały ‘do poznania’. Kiedy natomiast sama odkrywasz nowe elementy i czynisz uwagi (i to nawet w wizjach), przypominasz Mi dobre dziecko, które ojciec trzyma za rączkę. On prowadzi je naprzód do tego, co chce, aby dziecko zobaczyło, i aby wzrosło w zrozumieniu. Jednak nie ingeruje, aby dać swemu małemu radość odkrywania czegoś nowego i odczuwania, że wzrasta w samodzielnym rozumowaniu. Aby to robić, musisz zawsze być pozbawiona ludzkich trosk. Coraz bardziej uwolniona. Musisz być coraz bardziej pewna, żeby iść swobodnie ścieżkami kontemplacji. [Musisz być] coraz spokojniejsza i ufająca Mnie, który cię trzymam za rękę. Ojciec nie daje tego poznać, lecz na tysiące sposobów pełnych miłości postępuje tak, żeby jego dziecko widziało jakąś rzecz, którą on sam chce mu ukazać. O, Ja jestem Bogiem najbardziej zakochanym z ojców i najbardziej cierpliwym z nauczycieli wobec Moich dzieci. Kiedy mogę trzymać jedno z nich za rękę, grzeczne i uważne, jestem szczęśliwy – szczęśliwy, że jestem Nauczycielem i Ojcem. Czyż to takie trudne, żeby Moje dzieci wkładały dłoń w Moją rękę – bym mógł je prowadzić i pouczać – i żeby one Mi powiedziały: “Kocham Cię ponad wszystko i całym sobą.”? Tym nielicznym, tym, które “do Mnie należą” bez zastrzeżeń, otwieram skarbce objawień i kontemplacji i oddaję się im bez zastrzeżeń.

Mario, wybieram was do roli osób ukazujących Moje Bóstwo, w Jego różnych przejawach, wobec tych, którzy potrzebują obudzenia i prowadzenia dla dostrzeżenia Boga. Dlatego pamiętaj, że masz być dokładną w najwyższym stopniu w powtarzaniu tego, co widzisz. Nawet drobnostka ma znaczenie i nie jest twoja, lecz Moja. Dlatego nie wolno ci jej ująć.* Byłoby to nieuczciwe i egoistyczne. Pamiętaj, że jesteś naczyniem dla Boskiej wody, do którego ta woda się wlewa, aby wszyscy przychodzili jej zaczerpnąć. W dyktandach doszłaś do największej wierności. W czasie kontemplacji obserwujesz uważnie, ale w pośpiechu pisania i z powodu szczególnych warunków zdrowotnych i [panujących w] otoczeniu, zdarza ci się opuszczać pewne szczegóły. Nie powinnaś tego robić. Umieść je u dołu strony, ale zaznacz je wszystkie. Nie jest to wymówka, lecz słodka rada twojego Nauczyciela. Przed kilkoma dniami powiedziałaś Mi: “To, że ludzie Cię pokochają trochę więcej dzięki mnie, usprawiedliwia i odpłaca za cały mój wysiłek i moje życie; gdyby nawet tylko jeden człowiek powrócił do Ciebie za pośrednictwem twojego ‘ukrytego fiołka’, byłabym szczęśliwa.” Im bardziej będziesz uważna i dokładna, tym będzie liczniejsza grupa tych, którzy przyjdą do Mnie. Tym większe będzie też twoje obecne szczęście duchowe i przyszłe szczęście wieczne. Pozostań w pokoju. Twój Pan jest z tobą.»



Przekład i wyłączne prawa do tekstu: "Vox Domini" Więcej na stronie: O Marii Valtorcie i jej pismach