Ewangelia według
św. Mateusza
Ewangelia według
św. Marka
Ewangelia według
św. Łukasza
Ewangelia według
św. Jana


Maria Valtorta

Księga II - Pierwszy rok życia publicznego

–   POEMAT BOGA-CZŁOWIEKA    –

22. UZDROWIENIE W SYNAGODZE OPĘTANEGO Z KAFARNAUM (por. Mk 1,21-28, Łk 4,33-37)

Napisane 2 listopada 1944. A, 3916-3927

[por. Mk 1,21n, Łk 4,31n]

Widzę synagogę w Kafarnaum. Wypełnia ją już oczekujący tłum. Na progu ludzie obserwują plac, jeszcze oświetlony słońcem, choć ma się ku wieczorowi. Wreszcie słychać okrzyk: «Rabbi nadchodzi!»

Wszyscy zwracają się w kierunku wejścia. Mniejsi unoszą się na palcach lub usiłują przedostać się do przodu. Jakieś kłótnie, przepychania, pomimo zarzutów pomocników synagogi i starszyzny miasta.

«Pokój wszystkim szukającym Prawdy!»

Jezus staje na progu i pozdrawia [wszystkich], błogosławiąc wyciągniętymi rękoma. Bardzo żywe światło, dochodzące od strony zalanego słońcem placu, eksponuje Jego wysoką sylwetkę, otaczając Ją jasnością. Nie ma już białego odzienia. Włożył zwykłą, ciemnoniebieską szatę. Zbliża się poprzez tłum, robiący Mu przejście, a potem ogarniający Go zewsząd jak woda statek.

«Jestem chory, uzdrów mnie!» – jęczy młodzieniec, wyglądający na suchotnika. Trzyma Jezusa za szatę. Jezus kładzie mu rękę na głowie i mówi: «Miej ufność. Bóg cię wysłucha, ale teraz puść Mnie, abym mógł przemówić do ludu. Potem przyjdę do ciebie.»

Młodzieniec puszcza Go i uspokaja się.

«Co ci powiedział?» – dopytuje się niewiasta trzymająca niemowlę w ramionach.

«Powiedział, że gdy przemówi do ludu, przyjdzie do mnie.»

«Uzdrowił cię więc?»

«Nie wiem. Powiedział: “Miej ufność”. Ufam więc.»

«Co ci powiedział?»

«Co ci powiedział?»

Tłum pragnie wiedzieć. Odpowiedź Jezusa podawana jest z ust do ust.

«Idę zatem po mojego małego!»

«A ja przyprowadzę ze sobą mojego starego ojca!»

«O, gdyby Aggeusz chciał przyjść! Spróbuję... ale on nie przyjdzie.»

Jezus dochodzi do wyznaczonego Mu miejsca. Pozdrawia przewodniczącego synagogi, który wita Go wraz z akolitami. To niewysoki mężczyzna, otyły i starzejący się. Aby do niego przemówić, Jezus pochyla się. Można by powiedzieć, że jest jak drzewo palmowe schylające się ku krzakowi bardziej szerokiemu niż wysokiemu.

«Co mam Ci podać?» – pyta przewodniczący synagogi.

«Co chcesz, cokolwiek. Duch cię poprowadzi.»

«Ale... czy będziesz przygotowany?»

«Jestem [przygotowany]. Wybierz przypadkowo. Powtarzam ci: “Duch Pański pokieruje twym wyborem dla dobra tego ludu.”»

Przewodniczący synagogi wyciąga rękę w kierunku stosu rulonów. Bierze jeden, odwija i zatrzymuje na jakimś miejscu: «Tutaj.»

Jezus bierze rulon i czyta w wyznaczonym miejscu:

«Księga Jozuego: “Powstań, poświęć lud i powiedz mu: Poświęćcie się na jutro, tak bowiem mówi Jahwe, Bóg Izraela: “Rzecz dotknięta klątwą jest pośród ciebie, Izraelu, i nie będziesz mógł sprostać twoim nieprzyjaciołom, dopóki nie usuniesz spośród siebie tego, co jest przeklęte.”»

Jezus milknie, zwija rulon i oddaje go. Tłum jest bardzo skupiony. Tylko jeden głos szepce:

«Usłyszymy zaraz piękne [słowa] o naszych wrogach!»

«To Król Izraela, Obiecany, gromadzi Swój lud!»

Jezus rozkłada ramiona, przyjmując zwykłą dla Siebie postawę mówcy. Zapada głęboka cisza. [Jezus mówi dalej:]

«Powstał ten, który przychodzi was poświęcić. Wyszedł w tajemnicy z domu, w którym przygotowywał się do tej misji. Oczyścił się, dając wam przykład oczyszczenia. Zajął miejsce naprzeciw potężnych w Świątyni i ludu Bożego. A teraz jest pośród was. To Ja! Nie w taki sposób, jak myślą lub się spodziewają niektórzy z was, mający zamroczony umysł i zmącone serce. Większe i szlachetniejsze jest Królestwo, którego jestem przyszłym Królem i do którego was wzywam.

Wzywam cię, ludu izraelski, przed każdym innym narodem. Jesteś bowiem tym, który w ojcach waszych ojców otrzymał obietnicę tej godziny i przymierza z Najwyższym Panem. To Królestwo nie zostanie zbudowane przez zbrojne zastępy ani przez okrutny rozlew krwi. To nie gwałtownicy ani panujący, nie pyszni ani porywczy, nie chciwi ani pożądliwi, to nie ludzie zachłanni doń wejdą. Wejdą do niego dobrzy, łagodni, czyści, miłosierni, pokorni, kochający bliźniego i Boga, cierpliwi.

Izraelu! Nie jesteś wezwany do walki z zewnętrznymi wrogami, lecz z nieprzyjaciółmi wewnętrznymi. [Masz walczyć] przeciwko temu, co znajduje się w twym sercu, w sercach dziesiątków tysięcy pośród twoich synów. Odejmijcie klątwę grzechu od wszystkich waszych serc, jeśli chcecie, aby jutro Pan zgromadził was i powiedział: “Mój ludu, tobie [daję] Królestwo, które nie zostanie już pokonane ani zagarnięte, ani zaatakowane przez twoich wrogów.”

Jutro. Jaki to dzień – ‘jutro’? [To będzie] za rok, a może – za miesiąc? O, nie usiłujcie odgadywać przyszłości kierując się niezdrowym pragnieniem, używając sposobów mających posmak karygodnych czarów. Pozostawcie poganom ducha Pytona. Pozostawcie przedwiecznemu Bogu tajemnicę Jego czasu. Wy zaś przyjdźcie oczyścić się poprzez prawdziwą pokutę, od jutra. Od tego jutra, które rozbłyśnie po tej wieczornej godzinie; od jutra, [które przyjdzie po nocy], które rozbłyśnie wraz z pianiem koguta.

Nawracajcie się z waszych grzechów, by uzyskać przebaczenie i być przygotowanym do Królestwa. Oddalcie od siebie klątwę grzechu. Każdy ma swój [grzech]. Każdy czyni coś przeciwnego dziesięciu przykazaniom, [dającym] wieczne zbawienie. Badajcie siebie, każdy – szczerze, a znajdziecie to, w czym błądzicie. Z pokorą i szczerze odwróćcie się od tego. Chciejcie się nawrócić. Nie słowami. Nie żartuje się z Boga ani się Go nie zwodzi. Nawróćcie się, mocno pragnąc przemiany życia, powrotu do Prawa Pańskiego. Czeka na was Królestwo Niebieskie – jutro.

Jutro? Zadajecie sobie pytanie? O! Godzina Boga jest zawsze jak szybkie nazajutrz, nawet gdy przychodzi przy końcu życia długiego jak u Patriarchów. Wieczność nie zna powolnego przesypywania się piasku [w klepsydrze] dla odmierzania czasu. Te miary czasu – które nazywacie dniami, miesiącami, latami, wiekami – są biciem przedwiecznego Ducha, zachowującego was przy życiu. Wasz duch jest jednak wieczny i powinniście, w duchu, zachowywać taką samą metodę mierzenia czasu, jaką stosuje wasz Stwórca. [Trzeba] powiedzieć zatem: “Jutro to będzie dzień mojej śmierci!” Więcej jeszcze, nie – śmierci, dla tego kto jest wierny, lecz spoczynku w oczekiwaniu: w oczekiwaniu na Mesjasza, który otwiera bramy Niebios.

Zaprawdę powiadam wam, że spośród tych, którzy są tu obecni, jedynie dwudziestu siedmiu będzie musiało czekać na śmierć. Inni zostaną osądzeni jeszcze przed śmiercią, a śmierć będzie przejściem do Boga lub Mamony, bez zwlekania, Mesjasz bowiem już przyszedł. On jest pomiędzy wami i wzywa was, by wam dać Dobrą Nowinę, pouczyć o Prawdzie, zapewnić wam zbawienie i Niebo. Czyńcie pokutę! “Jutro” – królestwa Niebieskiego jest bliskie. Oby zastało was czystymi, abyście stali się posiadaczami Wiecznego Dnia. Pokój wam!»

Jeden [mężczyzna] wstaje, aby Mu zaprzeczyć: brodaty Izraelita, w okazałych szatach. Mówi: «Nauczycielu, to co mówisz wydaje mi się zaprzeczać słowom zapisanym w drugiej Księdze Machabejskiej o chwale Izraela. Tam jest powiedziane: “Znakiem bowiem wielkiego dobrodziejstwa jest to, iż grzesznicy nie są pozostawieni w spokoju przez długi czas, ale że zaraz dosięga ich kara. Nie uważał bowiem Pan, że z nami trzeba postępować tak samo, jak z innymi narodami, co do których pozostaje cierpliwy i nie karze ich tak długo, aż wypełnią miarę grzechów.” Ty zaś, przeciwnie, mówisz tak, jak gdyby Najwyższy mógł być powolny w karaniu nas i czekać na nas – jak na inne narody – aż do czasu Sądu, kiedy dopełni się miara grzechów. Zaprawdę fakty przeczą Twoim słowom. Izrael został ukarany, jak mówi historia z Księgi Machabejskiej. Gdyby zaś było tak, jak Ty mówisz, czy nie zachodziłaby niezgodność pomiędzy Twoją nauką a tą, która zamyka się w przytoczonym przeze mnie zdaniu?»

«Nie wiem, kim jesteś, ale kimkolwiek jesteś, odpowiem ci. Nie ma niezgodności w doktrynie, lecz w sposobie interpretowania słów. Ty wyjaśniasz je po ludzku, Ja – na sposób Ducha. Ty, przedstawiciel większości ludzi, widzisz wszystko, odnosząc to do teraźniejszości i do tego, co nietrwałe. Ja, przedstawiciel Boga, wyjaśniam wszystko i odnoszę do tego, co wieczne i nadprzyrodzone. Jahwe was uderzył, tak, w obecnym czasie, w waszej pysze i wygórowanej ambicji bycia “ludem” według ziemskich planów. Jednak do jakiegoż stopnia On was ukochał i okazywał wam cierpliwość – bardziej niż komukolwiek innemu – dając wam Zbawiciela, Mesjasza, abyście Go słuchali i abyście się zbawili, zanim nadejdzie godzina Bożego gniewu! On nie chce, abyście byli grzesznikami. Uderzył was w tym zniszczalnym świecie. Widząc jednak, że rana nie tylko się nie goi, lecz przeciwnie – osłabia coraz bardziej waszego ducha, zsyła wam nie karę, lecz zbawienie. Wysyła wam Tego, który was uzdrawia i ocala: Mnie, który do was mówię.»

«Czy nie sądzisz, że jesteś zuchwały, ukazując [nam] Siebie jako przedstawiciela Boga? Żaden z proroków nie miał tej śmiałości, a Ty... kim jesteś, że tak przemawiasz, i z czyjego nakazu mówisz?»

«Prorocy nie mogli mówić od siebie tego, co Ja mówię od Siebie. Kim jestem? Oczekiwanym, Obiecanym Odkupicielem. Już słyszeliście tego, który Mnie poprzedzał, jak mówił: “Przygotujcie drogi dla Pana... Oto przychodzi Pan, Bóg... Jak pasterz będzie pasł swą trzodę, będąc zarazem Barankiem i prawdziwą Paschą!” Są pośród was ludzie, którzy słyszeli te słowa z ust Prekursora. Widzieli również, jak rozjaśniło się niebo z powodu światła zstępującego w postaci gołębicy. Ludzie ci usłyszeli głos mówiący, kim jestem. Z czyjego rozkazu mówię? Z rozkazu Tego, Który Jest i który Mnie posyła.»

«Możesz tak mówić, ale możesz być kłamcą lub marzycielem. Twe słowa są święte, lecz i szatan także ma słowa zwodzące, zabarwione świętością, by doprowadzić do zbłądzenia. My Cię nie znamy.»

«Jestem Jezusem, synem Józefa, z rodu Dawida, zrodzonym w Betlejem Efrata, według obietnicy, nazywanym Nazarejczykiem, bo mam dom w Nazarecie. To w oczach świata. Według Boga jestem Jego Mesjaszem. Moi uczniowie wiedzą o tym.»

«O! Oni mogą mówić, co chcą, i to, co Ty im rozkażesz.»

«Inny przemówi: ktoś, kto Mnie nie znosi. Powie, kim jestem. Zaczekaj, zawołam jednego z tych, którzy są tu obecni.»

[por. Mk 1,23n, Łk 4,33n] Jezus spogląda na tłum zaskoczony z powodu dyskusji, wstrząśnięty i podzielony na dwa przeciwne obozy. Jezus patrzy, szukając kogoś szafirowymi oczyma. Potem głośno woła:

«Aggeuszu, zbliż się, rozkazuję ci.»

[Rozlega się] wielki wrzask w tłumie, który rozstępuje się, przepuszczając człowieka wstrząsanego konwulsjami i podtrzymywanego przez niewiastę.

«Czy znasz tego człowieka?» [– pyta Jezus.]

«Tak, to jest Aggeusz, syn Malachiasza, stąd, z Kafarnaum. Opętał go zły duch, który wprowadza go w stany wściekłego i nagłego szaleństwa.» [– odpowiada człowiek, który sprzeciwiał się Jezusowi.]

«Czy wszyscy go znacie?» [– pyta Jezus obecnych.]

Tłum woła: «Tak! Tak!»

«Czy ktoś może stwierdzić, że ze Mną rozmawiał, choćby przez kilka minut?»

Tłum woła: «Nie, nie, on jest jak otępiały. Nigdy nie wychodzi ze swego domu, a Ciebie nikt tutaj nie widział.»

«Niewiasto, przyprowadź go.»

Kobieta popycha go i ciągnie, bo biedaczysko drży jeszcze mocniej. Przewodniczący synagogi uprzedza Jezusa: «Uważaj! Demon będzie go dręczył... Wtedy jest pobudzony, drapie i gryzie.»

Tłum rozdziela się, przywierając do murów. [Tylko oni] dwaj pozostają naprzeciw siebie. Chwila oporu. Wydaje się, że mężczyzna przyzwyczajony do niemoty nie chce mówić i jęczy. Potem słychać głos:

«Cóż jest między nami a Tobą, Jezusie z Nazaretu? Dlaczego przyszedłeś nas dręczyć? Zniszczyć nas, Ty, Pan Nieba i ziemi? Wiem, Kim jesteś: Świętym Bożym. Nikt w ciele nie jest większy od Ciebie, w Twoim bowiem ludzkim ciele zamknięty jest Duch i Odwieczny Zwycięzca. Już Mnie zwyciężyłeś w...»

«Zamilcz i wyjdź z niego. Rozkazuję ci!»

Mężczyzną wstrząsa dziwne pobudzenie. Porusza się gwałtownie, jak ktoś, kto otrzymuje ciosy od maltretującego go, popychającego i potrząsającego nim. Wyje nieludzkim głosem i rozciąga się na ziemi. Potem wstaje, zdziwiony i uzdrowiony.

«Słyszałeś? Co teraz odpowiesz?» – pyta Jezus przeciwnika. Bogato odziany brodacz wzrusza ramionami i zwyciężony wychodzi bez odpowiedzi. Tłum gani go, a Jezusa – chwali.

«Cisza! To miejsce jest święte – mówi Jezus i nakazuje: – Przyprowadźcie do Mnie młodzieńca, któremu obiecałem pomoc Bożą.»

Chory podchodzi. Jezus głaszcze go: «Miałeś wiarę! Bądź uzdrowiony. Odejdź w pokoju i bądź sprawiedliwy.»

Młody człowiek wydaje okrzyk. Któż może wiedzieć, co odczuwa [w tej chwili]. Rzuca się do stóp Jezusa, całuje je, dziękując:

«Dziękuję za siebie i za moją matkę!»

Podchodzą inni chorzy. Jezus bierze na ręce małe dziecko ze sparaliżowanymi nogami, głaszcze je i stawia na ziemi... Puszcza je. Dziecko nie przewraca się, lecz biegnie do matki, która z płaczem przygarnia je do serca i błogosławi “Świętego z Izraela”. Podchodzi niewidomy staruszek, prowadzony przez córkę. I jego Jezus uzdrawia, głaszcząc chore oczy.

W tłumie – błogosławione uniesienie. Jezus z uśmiechem toruje Sobie drogę. Pomimo wysokiego wzrostu Jezusowi nie udałoby się przedrzeć przez tłum, gdyby Piotr, Jakub, Andrzej i Jan nie napracowali się hojnie łokciami i nie otwarli Mu przejścia i gdyby nie ochraniali Go aż do wyjścia na plac, na którym nie ma już słońca.



Przekład i wyłączne prawa do tekstu: "Vox Domini" Więcej na stronie: O Marii Valtorcie i jej pismach