św. Teresa z Avila |
Mieszkanie szóste. Rozdziały 4–6 |
– TWIERDZA WEWNĘTRZNA – |
|
MIESZKANIE SZÓSTE
ROZDZIAŁ 4
Opowiada, jak Bóg na modlitwie zawiesza duszę przez zachwycenie, wyjście z siebie albo porwanie, co zdaniem piszącej, wszystko jest jedno, i jak duszy potrzeba wielkiego męstwa, aby zdolna była przyjąć te nadzwyczajne łaski, udzielone jej przez Pana.
1. Cóż więc pocznie i gdzie, wśród tych utrapień i ciężkości, o których mówiłam, znajdzie sobie odpocznienie biedny nasz motyl? Wszystkie te próby do tego zmierzają, by dusza coraz mocniej pożądała złączenia się z Oblubieńcem. Boska wielmożność Jego, znając przyrodzoną słabość naszą, przez te utrapienia i wiele innych cierpień powoli ją przysposabia, aby nabierała odwagi i męstwa potrzebnego jej do zjednoczenia się z Panem tak wielkim i posiadania Go za Oblubieńca.
2. Uśmiechniecie się może, że o takiej rzeczy mówię i pomyślicie, że to żarty. Wszak na to, aby wyjść za króla, nie potrzeba, powiecie, szczególnej odwagi i nie ma takiej, choćby najniższego stanu niewiasty, która by się na takie męstwo nie zdobyła. — Gdyby tu chodziło o poślubienie króla tej ziemi, miałybyście słuszność, ale do zaślubin z Królem nieba wielkiej, upewniam was, większej niż wam się zdaje, potrzeba odwagi. Do rzeczy tak wysokiej natura nasza zbyt jest nieśmiała i niska. I jakkolwiek byście czuły i rozumiały, jak bardzo takie zjednoczenie z Bogiem jest rzeczą dla nas pożądaną, pewna tego jestem, że bez szczególnej łaski i pomocy Boga (s.350) niepodobna byłoby je osiągnąć. Jakoż zobaczycie, co czyni Pan w boskiej swojej wielmożności, aby zawrzeć z nią te zaślubiny: nasamprzód, jeśli dobrze rzecz rozumiem, przez zachwycenie odrywa ją od zmysłów. Gdyby bowiem, będąc przy zmysłach, ujrzała tak z bliska ogromny on Majestat, snadź niepodobna, by tego widoku nie przypłaciła życiem. Mówię tu o rzeczywistych zachwyceniach, nie o zwykłych słabościach niewieścich. Bo są — jak już o tym wspomniałam (13) — istoty tak słabej kompleks j i, że dość im jednej chwili modlitwy odpocznienia, aby już wpadły jakby w stan konania.
Chcę tu więc opisać różne rodzaje zachwyceń (o ile z wielokrotnych rozmów moich z mężami duchownymi powzięłam o nich wiadomość). Nie wiem jednak, czy potrafię teraz tak jasno i dokładnie te rzeczy przedstawić, jak mi się to udało na innym miejscu, gdzie już o tym pisałam. Ale tego, co tam o zachwyceniach i o innych jeszcze łaskach nadprzyrodzonych powiedziałam, nie zaszkodzi tu powtórzyć głównie dla tego związku, w jakim one właśnie z tym szóstym mieszkaniem pozostają.
3. Nieraz zachwycenie w taki sposób przychodzi, że dusza od jednego słowa, które choćby nie na modlitwie usłyszy od Boga albo dawniej słyszane sobie przypomni, tknięta i przeniknięta do głębi, odchodzi od siebie (14). Pan w boskiej łaskawości swojej ulitowawszy się nad nią, iż od tak dawna cierpi tęskniąc za posiadaniem Jego, w najgłębszym wnętrzu jej wzbudza, rzekłbyś, i w wielki płomień roznieca one, jak wyżej mówiłam, iskierkę, iż cała płonąca odnawia się w tym ogniu jak feniks i pobożnie ufać może, iż są odpuszczone jej winy (15). Oczywiście, z tym że się pierwej do tej łaski przysposobiła przez te środki, jakie Kościół przepisuje. Tak czystą, (s.351) całą i piękną Pan łączy z sobą w sposób tak głęboko ukryty, że nikt, oprócz ich dwojga, nie przeniknie tej tajemnicy. I sama dusza nie poznaje tak złączenia tego, iżby je potem zdołała opisać, choć dobrze je czuje wewnątrz. Nie jest to bowiem taki stan, jaki bywa w omdleniu albo w apopleksji, gdzie człowiek nic nie czuje ani wewnątrz, ani zewnątrz.
4. Nigdy, o ile ja rzecz rozumiem, dusza nie jest tak sposobna do rzeczy Bożych, nigdy nie ma tak jasnego, jak w tym stanie, oświecenia wewnętrznego i poznania wielmożności Pańskiej. Może się to zdawać rzeczą niepodobną, bo jeśli władze, a wraz z nimi i zmysły, tak są tu pochłonięte, że poniekąd wydają się jakby martwe, jakże dusza może jeszcze rozumieć, że poznaje tę tajemnicę? — Tego ja nie wiem, nie wie tego bodaj żadne stworzenie, wie tylko sam Stworzyciel, jak zna i wiele innych tajemnic, które się dzieją w tym stanie, to jest w tych dwu ostatnich mieszkaniach. Mogłabym je obydwa połączyć w jedno, bo z szóstego mieszkania do siódmego nie ma drzwi zamkniętych; ale ponieważ w ostatnim są rzeczy, które się nie objawiają duszy dopóki do niego nie wnijdzie, dlatego wolałam je rozdzielić.
5. W tym stanie zawieszenia, jeśli spodoba się Panu objawić jej jakie tajemnice rzeczy niebieskich za pomocą widzeń wyobrażeniowych, to dusza potrafi je potem opisać, bo tak głęboko pozostają wyryte w pamięci, że nigdy ich nie zapomni. Lecz jeśli te widzenia są w rodzaju czysto umysłowych, nie zawsze je zdoła powtórzyć; snadź dlatego, że bywają w tych widzeniach objawienia zbyt wysokie, aby człowiek, póki żyje w tym ciele śmiertelnym, mógł je pojąć i poznać tak, iżby był zdolny je wypowiedzieć. Zdarzają się jednak i inne widzenia umysłowe, nie tak przewyższające, i o tych dusza, gdy powróci do zmysłów, potrafi mówić i poniekąd je opisać. Ale może nie wszystkie jeszcze wiecie, co to znaczy widzenie, zwłaszcza umysłowe. Objaśnię to więc w swoim miejscu, jak mi zlecono, i choć to z mojej strony wydaje się rzeczą niewłaściwą, może jednak będzie z tego niejaki pożytek dla której duszy. (s.352)
6. Zapytacie może: jeśli o owych tak wysokich łaskach, jakich jej Pan tu użycza, dusza niezdolna jest mówić ani ich wspominać, jakąż więc z nich korzyść odnosi? — O córki, odnosi wielką, tak wielką, że i słów nie ma na wyrażenie jej, bo jakkolwiek tajemnic tych wypowiedzieć nie zdoła, nosi je przecież niezatartymi zgłoskami zapisane w najgłębszym wnętrzu swoim i nigdy ich nie wypuszcza z pamięci.
Lecz, zapytacie jeszcze, skoro te rzeczy nie przedstawiają się duszy sposobem wyobrażeń ani ich władzami swymi pojąć nie zdoła, jakże więc może chować je w pamięci? — Tego znowu ja także nie rozumiem. Ale to rozumiem, że widzenia te wrażają do duszy jasne poznanie pewnych prawd, a mianowicie tak jasne i głębokie poznanie wielkości Boga, że chociażby wiary nie było, która jej mówi, kto jest Bóg, i każe jej wierzyć w Niego i czcić Go jako Boga, samo to poznanie nieprzepartą byłoby dla niej pobudką do oddania Mu boskiej czci i pokłonu, jak Go uczcił i pokłon Mu oddał Jakub, gdy w owym widzeniu swoim ujrzał drabinę z ziemi do nieba sięgającą (16), a wraz z nią widział snadź inne jeszcze tajemnice, których wypowiedzieć nie zdołał. Z samego bowiem tylko widoku Aniołów, zstępujących i wstępujących, gdyby go przy tym światłość wewnętrzna nie oświecała, nie byłby poznał tych wielkich objawień, które się w owym widzeniu zawierały.
7. Nie wiem, czy się dość jasno wyrażam; bo choć powtarzam tylko, co w tym przedmiocie z ust uczeńszych ode mnie słyszałam, być może jednak, że niedobrze słowa ich spamiętałam. Tak samo i Mojżesz nie wszystko zdolny był wypowiedzieć, co w krzaku ognistym oglądał, jeno to tylko, co Bóg mu wypowiedzieć pozwolił (17). Ale gdyby duszy jego nie objawił tajemnic, z których poznał i uwierzył, że On, Bóg, do niego mówi, nie byłby chyba Mojżesz podjął się takiego pełnego trudów posłannictwa. Snadź więc wielkie rzeczy oglądał wśród cierni onego krzaka ognistego i stąd nabrał odwagi do tych wielkich czynów, które spełnił dla wyzwolenia (s.353) ludu izraelskiego. Tak więc nie do nas, siostry, należy roztrząsać ukryte sprawy Boże i szukać dowodów i racji ku ich zrozumieniu. Skoro bowiem wiemy i wierzymy, iż On możny jest i wszechmogący, więc też, rzecz jasna, że powinnyśmy wierzyć, że takie nieudolne, jakimi my jesteśmy, stworzenia nie mogą mieć siły po temu, by zdołały pojąć wielmożności Jego. Chwalić Go raczej i z całego serca dziękować Mu mamy, że raczy nam objawiać i daje poznać niektóre z tych wielkości swoich.
8. Pragnęłabym bardzo znaleźć porównanie, które by wam pomogło do jaśniejszego choć w części zrozumienia tego, o czym tu mówię; zupełnie odpowiedniego, sądzę, że nie da się znaleźć, ale w braku lepszego, poprzestańmy na następującym.
Przedstawmy sobie w pałacu jakiegoś króla czy możnego pana komnatę czy, jak to podobno zowią, salon pełen najrozmaitszych kryształów, porcelan i innych podobnych sprzętów, ustawionych w takim porządku, że wchodzący widzi je niemal wszystkie od razu. Mnie kiedyś zdarzyło się widzieć taki salon w pałacu księżnej Alby (u której, z rozkazu, danego mi przez przełożonych skutkiem usilnego żądania tej pani, zmuszona byłam się zatrzymać). Wchodząc, zdumiałam się i zachodziłam w głowę, do jakiego użytku może służyć takie natłoczenie różnych ciekawostek i przyszłam do wniosku, że chyba na to, aby była z nich chwała Panu, który wszystko stworzył (18). Teraz rada jestem z tego wspomnienia, bo dobrze mi przypada do tego, co tu mam na myśli. Otóż, choć dosyć długo zatrzymałam się tam, tak zupełnie wszystko co tam oglądałam, i te rozmaite sprzęty, i kształty, i wyrób ich zapomniałam, jak gdybym ich nigdy nie była widziała; ani jednego szczegółu dokładnie nie pamiętałam, ogólnie tylko niejasne pozostało mi wspomnienie. Tak jest poniekąd i tu, w tym zachwyceniu, o którym mówię. Dusza tu jest złączona zupełnie z Bogiem i przebywa z Nim w tej komnacie nieba empirejskiego, które (s.353) snadź jest w samym wnętrzu naszej duszy (bo skoro Bóg mieszka w duszy, rzecz jasna, że w niejże samej muszą być i te dwa ostatnie mieszkania, w których Bóg w szczególny sposób przebywa). W tym więc zachwyceniu dusza nie zawsze dostępuje poznania Jego tajemnic (tak bowiem jest upojona rozkoszą posiadania swego Oblubieńca, iż niczego więcej pragnąć nie umie), niekiedy jednak spodoba się Panu ocucić ją z tego upojenia, aby w jednej chwili, jakby w mgnieniu oka, ujrzała wszystkie cuda, nagromadzone w tej Bożej komnacie. Wtedy gdy wróci do siebie, pozostaje jej wspomnienie tych wspaniałości, ale opisać ich szczegółowo nie zdoła, bo natura jej nie sięga dalej i wyżej nad to, co Bóg w sposób nadprzyrodzony dał jej ujrzeć.
9. Ale gdy przyznaję, że dusza w tym zachwyceniu widzi, czy więc będzie to widzenie przez wyobraźnię? — Tego nie zdołam powiedzieć; mam tu na myśli jedynie widzenie umysłowe, o widzeniach przez wyobraźnię na teraz nie mówię. Ale taka jest niewiedza i taka tępość moja, że w niczym nie umiem wyrazić się, jak należy. Toteż, jeśli w całej tej rozprawie mojej powiedziałam co trafnego, rzecz jasna, że nie ja to powiedziałam.
Jeśli kiedy dusza, mając zachwycenia od Boga, nie otrzymuje w nich poznania tych tajemnic niebieskich, zachwycenia, według mojego przekonania, nie są zachwyceniami; są to raczej czysto przyrodzone omdlenia, jakim zwykły podlegać osoby słabej kompleksji, szczególnie niewiasty, gdy zbytnie natężenie duchowe zmoże ich siły fizyczne i wprawia je skutkiem tego w taki stan upojenia, jak to już, zdaje mi się, objaśniłam, gdy była mowa o modlitwie odpocznienia. Z zachwyceniem taki stan nic nie ma wspólnego. W prawdziwym bowiem zachwyceniu Bóg duszę całą porywa do siebie i, jako oddanej Mu na własność, jako oblubienicy swojej, ukazuje jej cząstkę królestwa swego, do którego, stając się oblubienicą Jego, nabyła prawo. Mała to tylko cząsteczka, lecz u tego Boga tak wielkiego i rzecz najmniejsza jest wielka. I chcąc, aby bez przeszkody cieszyła się tą rozkoszną cząstką swoją, zawiesza Pan władze jej i zmysły, i w jednej chwili na Jego rozkaz zamykają się drzwi (s.355) mieszkań poprzednich i jedne tylko pozostają otwarte drzwi do tego mieszkania, w którym On przebywa, aby dusza wolny do Niego wstęp miała. Niech będzie błogosławione takie wielkie miłosierdzie Jego! Nieszczęśni zaś ci, którzy rozmyślnie to miłosierdzie Jego od siebie odpychają i nie chcą z niego skorzystać!
10. O, siostry moje! Jakże niczym jest wszystko, co opuściłyśmy, i wszystko, co czynimy, i co kiedy bądź uczynić zdołamy dla miłości tego Boga, który tak miłościwie raczy zostawać w społeczności z takimi, jak my, robakami! A kiedy dana nam jest nadzieja, że już w tym życiu możemy się cieszyć szczęściem tej boskiej społeczności, czegóż jeszcze czekamy? Czemu się ociągamy? Jaka siła jest zdolna powstrzymać nas, byśmy choć na chwilę zaprzestały za przykładem oblubienicy tego Pana “szukać po ulicach i rynkach?” (19) O, jakież to śmiechu warte mamidło, co jest na świecie, jeśli nam do tego celu nie dopomaga i do niego nie wiedzie! I chociażby wiecznie trwać mogły wszystkie uciechy, bogactwa i rozkosze jego — wszystko to śmiech i gnój w porównaniu z tymi skarbami, których posiadaniem cieszyć się mamy bez końca. A i te skarby jeszcze niczym są w porównaniu ze szczęśliwością posiadania Pana naszego. Stwórcy i Władcy wszystkich skarbów nieba i ziemi.
11. O ślepoto ludzka! Kiedyż już, kiedyż zejdzie nam z oczu ta ziemia? Dla nas, co prawda, nie ma ona takiego powabu, by zdołała nas zaślepić zupełnie, wszakże i w naszych oczach widzę ździebełka i pyłki, które, gdybyśmy im dopuściły wzmóc się, wielką nam mogą wyrządzić szkodę, jeżeli nie obrócimy sobie na pożytek tych uchybień i niedostatków naszych, poznając z nich coraz jaśniej nędzę naszą. Niech one nam otwierają oczy i poprawią wzrok nasz wewnętrzny, na podobieństwo onego błota, którym Oblubieniec nasz pomazał oczy ślepego i uzdrowił go (20). Widząc coraz wyraźniej wielkie niedoskonałości nasze, coraz goręcej błagajmy Pana, aby z (s.356) nędz naszych wyprowadził dobro nasze, iżbyśmy we wszystkim stały się przyjemne Boskiemu Majestatowi Jego.
12. Daleko, ani się spostrzegłszy, odeszłam od założenia mego. Wybaczcie mi, siostry, ale stanąwszy wobec tych wielkości Bożych, to jest doszedłszy do tego punktu, gdzie wypadło mówić o nich, nie zdołam, wierzajcie, powstrzymać uczucia głębokiej żałości na widok tych niewypowiedzianie wielkich strat, jakie sami, z własnej winy naszej, sobie wyrządzamy. Prawda, że są to łaski, których Pan sam użycza, komu chce; ale gdybyśmy Go miłowali tak, jak On nas miłuje, snadź użyczałby ich wszystkim. On tego pragnie, by miał komu dawać, a nieskończona hojność darów Jego nie zdoła nigdy wyczerpać nieskończonych bogactw Jego.
13. Wracam do rzeczy. W chwili, gdy Pan zechce na duszę zesłać zachwycenie, zamykają się na rozkaz Oblubieńca, jak mówiłam, drzwi wszystkich mieszkań, i nie tylko mieszkań, ale i samejże twierdzy i zewnętrznych jej murów. Zatrzymuje się oddech do tego stopnia, że zachwycona, choćby, jak bywa niekiedy, zachowała jeszcze na chwilę władzę innych zmysłów swoich, ani słowa przemówić nie zdoła. Najczęściej jednak i zmysły, i wszystko od razu ulega zawieszeniu. Ręce i wszystkie członki stygną, jakby już dusza z nich wyszła; czasem niepodobna już dostrzec najmniejszego znaku życia. Trwa to w tym najwyższym stopniu natężenia czas krótki. Skrajne owo zawieszenie stopniowo wolnieje; ciało jakby znowu nieco życia i tchu nabiera, aby znowu w takiż sposób umierać, a duszy życia przysporzyć. Samo jednak owo wielkie zachwycenie, jak mówię, prędko przechodzi.
14. Lecz choć przejdzie, wola nieraz cały dzień albo i przez parę dni tak pozostaje jakby upojona, i umysł tak pogrążony w tym, co mu dane było oglądać, iż oboje niczym nie są zdolne się zająć, jeno tym, co może duszę pobudzić do większej miłości Boga. W tym też kierunku dusza jest cała rozbudzona i przytomna, ale w kierunku przeciwnym, to jest, by w kierunku stworzeń miała myślą się zwracać i sercem się przywiązywać, jest jakoby drzemiąca i uśpiona. (s.357)
15. A gdy już całkiem wróci do siebie, o jakież dusza czuje w sobie zawstydzenie i jak wielkie i nieugaszone pragnienie poświęcenia całej siebie Bogu! Jeśli już tamte stopnie modlitwy, o których mówiłam poprzednio, takie zadziwiające zostawiają po sobie skutki, jakiż dopiero będzie skutek tej łaski, tak niewypowiedzianie wielkiej i wzniosłej? Chciałaby dusza mieć tysiąckrotne życie, aby je całe oddać Bogu. Chciałaby wszystkie, ile ich jest na ziemi, stworzenia przemienić w tyleż języków, aby wszystkie za nią chwaliły Boga. Pała żądzą niepowstrzymaną czynienia pokuty, a przecież, czyniąc ją, ma to uczucie, że nic nie czyni, bo siła miłości przewyższa dotkliwość bólu. I jasno teraz rozumie, jakim sposobem męczennicy tak łatwo, jakby zgoła ich nie czując, mogli znosić okropności męki, jaką im zadawano; Pan ich wspierał miłością swoją i mękę lekką im czynił. Dlatego też dusze takie zwykły żalić się Panu, gdy nie tyle im daje cierpień, ile by ich pragnęły.
16. Za wielką łaskę też sobie poczytują, gdy Bóg im te zachwycenia daje w ukryciu, bo gdy co podobnego spotka je przy świadkach, tak wielkie stąd mają zawstydzenie i zmieszanie, że przed nim jakby znika rozkoszne upojenie, jakim się cieszyły. Martwią się i troszczą, co sobie pomyślą ci, którzy na to patrzyli. Znając bowiem przewrotność świata, lękają się, że ci nieproszeni świadkowie na opak osądzą to, co widzieli, i nie tylko nie oddadzą za to chwały Panu, jak by powinni, ale jeszcze będzie to dla nich okazją do niesłusznych wniosków i domysłów. Zmartwienie to jednak i zawstydzenie zdaje się poniekąd znakiem nie dość głębokiej pokory. Bo jeśli pragniesz być wzgardzona, cóż cię to ma obchodzić, co ludzie o tobie pomyślą? Tak kiedyś, w podobnym zmartwieniu, z ust Pana samego usłyszała jedna, o której wiem: Nie martw się, ludzie albo Mnie chwalić będą, albo ciebie ganić, więc czy w pierwszym razie, czy w drugim, zawsze będziesz zysk miała (21). Wiem także, że ona, tak upomniana, wielkiej z tych słów nabrała otuchy i (s.358) pociechy; dlatego też, gdyby która kiedy w takim smutku była, dla niej te słowa tu piszę. Chce Pan nasz, aby wiadomo było wszystkim, że ta dusza już jest Jego własnością i że nikomu tknąć jej nie wolno. Na ciele, na sławie, na majątku niech ją krzywdzą i owszem, wszystko to będzie na chwałę Boskiego Majestatu Jego, ale na duszy — nie! Tę, byleby sama była wierna Oblubieńcowi i nigdy nie śmiała grzesznie oddalić się od Niego, potrafi On obronić od całego świata, a choćby i od całego piekła.
17. Nie wiem, czy było mi dane choć w części wytłumaczyć, co to jest zachwycenie. W części, mówię, bo zrozumieć i objaśnić ten przedmiot w zupełności, jest to, jak mówiłam, rzecz niepodobna. Ale czas, strawiony na tym pisaniu, nie będzie, jak sądzę, czasem straconym, skoro teraz wiecie, jakie są znaki prawdziwego zachwycenia i jak skutki tego o całe niebo są różne od tych, które sprawuje zachwycenie zmyślone. Zmyślonym je zowie, nie żebym tę, która je miewa, pomawiała o rozmyślne oszukaństwo, ale że ona sama jest oszukana. A że znaki i skutki, jakie na niej się okazują, nie zgadzają się z wielkością takiej nadzwyczajnej łaski, przeto samaż ta łaska idzie przez nią w pośmiewisko i słusznie potem ludzie nie dowierzają i takiej, której Pan prawdziwie tej łaski użycza. Niech Jemu będzie błogosławieństwo i dziękczynienie na wieki, amen, amen.
ROZDZIAŁ 5
Opowiada w dalszym ciągu o innym, różnym od poprzedniego sposobie zachwycenia, gdy Bóg podnosi duszę do siebie pewnym lotem ducha. — Jakiej tu potrzeba odwagi. — Niejakie objaśnienie tej łaski, jaką Pan w tym zachwyceniu duszę wzbogaca.
l. Drugi sposób zachwycenia, który ja nazywam lotem ducha, choć w gruncie rzeczy takim samym jest zachwyceniem, w wewnętrznym jednak na duszę działaniu swoim (s.359) bardzo się różni od poprzedniego (22). Takie tu znienacka powstaje w duszy poruszenie, z taką nagłością i niepowstrzymaną szybkością duch czuje się porwany, że mimo woli, zwłaszcza w początkach, dostępującego tej łaski wielki strach ogarnia. Dlatego wam mówiłam, że nieustraszonej odwagi potrzeba temu, komu Bóg ma tej łaski użyczyć, i wielkiej wiary, ufności i bezwarunkowego zdania się duszy na Boga, aby z nią uczynił, co Mu się spodoba. Czy małe to, sądzicie, dla człowieka przerażenie, gdy zupełnie przytomny i zdrowe mając swoich pięć zmysłów nagle uczuje, że mu duszę porywają, a za duszą nieraz i ciało, jak to nieraz w Żywotach Świętych czytamy, nie wiedząc zgoła, kto go porywa, dokąd i jakim sposobem? W pierwszych bowiem chwilach tego niespodzianego pochwycenia dusza nie ma jeszcze zupełnej pewności, czy to sprawa Boża.
2. Ale czyż nie ma sposobu, zapytacie, oparcia się tej sile?— Nie ma żadnego. Owszem, opór raczej zwiększa jeszcze gwałtowność porwania, jak o tym wiem od jednej, która przez to przechodziła. Bóg bowiem chce okazać tej duszy, że gdy tyle razy i z takim szczerym zapałem oddała Mu całą siebie, powinna wiedzieć, że żadnej już nie ma władzy nad sobą. Jakoż widząc, że im więcej się opiera, z tym gwałtowniejszą potęgą siła Boża ją chwyta i porywa, dusza owa postanowiła sobie uczynić z potrzeby cnotę i tak się względem tej siły zachowywać, jak się zachowuje źdźbło słomy wobec bursztynu, który ją, jak może kiedy widziałyście, niepowstrzymanie do siebie przyciąga. Źdźbło, mówię, i tak jest niezawodnie, bo nie z taką łatwością największy siłacz podniesie z ziemi ździebełko słomy, z jaką ten Boski Olbrzym nasz i wszechpotężny Pan porywa, gdy chce, duszę człowieka.
3. W czwartym mieszkaniu (23) — jeśli dobrze pamiętam — gdzie była mowa o smakach duchowych, mówiłam, że dusza (s.360) tymi smakami się ciesząca, jest jak sadzawka, do której cicho i spokojnie, bez wzburzenia ni szumu, spływa woda ze źródła; tu jest inaczej. Tu wielki ten Bóg, który w ręku swoim trzyma źródło wodne i morzu nakłada wędzidło, aby nie przekroczyło granic swoich, szeroko otwiera zdroje i upusty, którymi wody spływają do sadzawki; za czym wody te z pędem wielkim wzbierają potężną falą i wysoko w górę unoszą łódkę duszy. I jak czasu burzy ani sternik, ani żaden z tych, co kierują łodzią, nie zdołają zapobiec temu, by fale, nawałnic się piętrzące, nie poniosły łodzi w kierunku, w jakim same pędzą, tak, o wiele więcej jeszcze, dusza nie jest zdolna oprzeć się, choćby chciała, potędze zalewających wnętrze jej wód Bożych. Wszystko też, co zewnątrz jest, mianowicie zmysły jej i władze, przed tą siłą i wolą wyższego nad nie muszą ustąpić i zamilknąć, jakby nie istniały.
4. W chwili, gdy to piszę, upewniam was, siostry, cała przerażona jestem od zdumienia na samo wspomnienie tej ogromnej potęgi, jaką tu wielki on Król i Pan nasz objawia. Cóż więc dopiero musi się dziać w tych, którzy tego na samych sobie doznają? Najgorszy nawet z grzeszników, jacy żyją na świecie, gdyby boska wielmożność Pana tak mu się ukazała, jak się ukazuje tym duszom, nie śmiałby Go już obrażać, pewna tego jestem, bo strach sam, jeśli nie miłość, powstrzymałby go od grzechu. O jakże wielki zaciągają obowiązek dusze, tak wysokim objawieniem ostrzeżone, starania się o to z wszystkich sił swoich, by tego Pana w niczym nie obrażać! Na miłość Jego błagam każdą z was, której by boska łaskawość Jego tych czy innych podobnych łask użyczyła, nie przestawajcie gnuśnie na samym tylko braniu, ale bądźcie hojne i w oddawaniu. Pomnijcie, że kto wiele dłużny, wiele też ma do spłacenia (24).
5. Wielkiej do tego potrzeba odwagi, bo wszystko tu śmiałość odbiera. I gdyby Pan sam nie dodawał duszy otuchy, choć obdarzona tak wspaniale, w nieustającym żyłaby strapieniu. Patrząc bowiem na te wielkie rzeczy, które On w boskiej (s.361) swej wielmożności jej czyni, a potem wglądając w siebie i widząc, jak mało Jemu w porównaniu z tym, co Mu jest winna, oddaje, i jak to maluczko, co czyni, pełne jest skaz, uchybień i niedostatków, chciałaby zgoła już zupełnie usunąć z swej pamięci te swoje tak niedoskonałe uczynki. I stara się raczej nie myśleć nigdy o nich, a pomnieć tylko na grzechy swoje, wszystką nadzieję i otuchę pokładając w miłosierdziu Boga i ufając, że kiedy sama nie ma czym się wypłacić. On niedostatek jej pokryje tą litością i zmiłowaniem, które zawsze po wszystkie czasy okazywał nad grzesznikami.
6. Może wtedy i ona usłyszy to samo, co Pan pewnego razu odpowiedział jednej, gdy w podobnym strapieniu, klęcząc przed krucyfiksem, żaliła się, że nigdy nie miała nic, co by mogła oddać Bogu, albo opuścić dla Niego: Oto ci oddaję wszystkie boleści i wszystkie gorzkości, jakie wycierpiałem w Męce mojej, weź je i ofiaruj je Ojcu mojemu, jako własność twoją (25). Słowa te taką tę duszę napełniły radością, i tak po nich uczuła się wzbogacona, że nigdy odtąd nie straciła ich z pamięci, i ile razy znowu przyjdzie na nią podobne strapienie i uczucie swej nędzy, jedno na te słowa wspomnienie nową napełnia ją otuchą i pociechą.
Mogłabym niejeden jeszcze taki przykład wam przytoczyć, bo dzięki częstym moim z tylu duszami świętymi i bogomyślnymi stosunkom, wiele podobnych szczegółów się dowiedziałam, lecz wolę je pominąć, abyście nie myślały, że mówię o sobie. Tego wszakże jednego przykładu pominąć nie chciałabym, bo wielki, jak sądzę, może być z niego dla was pożytek, ten mianowicie, byście poznały z niego i pamiętały na to, że Pan tego tylko od nas żąda, byśmy znały i coraz głębiej i jaśniej starały się poznać ubóstwo i nędzę naszą, bo nic nie mamy, czego byśmy darmo od Niego nie otrzymały. Tak więc, siostry moje, wielkiej, jak mówiłam, odwagi potrzeba duszy, którą Pan na ten stopień wyniesie. Potrzeba jej odwagi wobec (s.362) jednego i drugiego, owszem, wobec tego drugiego większej jeszcze potrzeba jej odwagi, niż do tamtego, które łatwiej zniesie, jeśli będzie miała pokorę. Niechaj Pan z nieskończonej dobroci swojej raczy jej nam użyczyć.
7. Wracam teraz do owego tak gwałtownie nagłego porwania ducha. Jest to takie porwanie, że prawdziwie zdawać się może, że duch opuszcza ciało, choć z drugiej strony, jasna rzecz i niewątpliwa, że nie jest to śmierć. Lecz przez kilka chwil dusza rzeczywiście samej sobie nie zdoła zdać sprawy, czy jeszcze jest w ciele, czy też z niego wyszła. Zdaje jej się, że cała była przeniesiona do innej zupełnie krainy, różnej od tej, którą tu zamieszkujemy; że tam jej się ukazała światłość bez porównania żadnego jaśniejsza niż ta nasza światłość ziemska, i w tej światłości tyle rzeczy przedziwnych, że choćby całe życie nad nimi myślała, nigdy by ich myślą nie ogarnęła. Nieraz też, tą światłością oświecona, w jednej chwili nabywa poznania tylu naraz prawd i tajemnic, których by przy najusilniejszej przez długie lata pracy i największym umysłu i wyobraźni natężeniu ni w tysiącznej części nie doszła. Dzieje się to nie sposobem widzenia umysłowego, ale widzenia przez wyobraźnię, w którym oczyma duszy widzi się nierównie jaśniej niż tu oczyma ciała, i rozumie się wiele rzeczy bez pomocy słów. Na przykład, jeśli dusza w tym widzeniu ujrzy którego ze Świętych, poznaje go od razu, jakby dawnego znajomego.
8. Niekiedy znowu, obok rzeczy, które widzi okiem wewnętrznym w widzeniu umysłowym, przedstawiają jej się inne rzeczy nadprzyrodzone, jak hufce anielskie ze swoim Boskim Panem. Wszystko to i wiele innych rzeczy, których wyrazić nie zdołam, choć oczyma ciała nic nie widzi, przedstawia się jej przedziwnym jakimś, niewypowiedzianym sposobem wewnętrznego poznania. Kto inny, zdolniejszy ode mnie, jeśli przez to przechodził, potrafi może to wytłumaczyć, ale i najzdolniejszemu nie sądzę, by to poszło łatwo. Czy wszystko to dzieje się w ciele, czy w rozłączeniu z ciałem, tego nie wiem; ale jak nie śmiałabym twierdzić, by ciało w tych chwilach (s.362) zostawało bez duszy, tak również nie przysięgłabym na to, że dusza tak zachwycona pozostaje w ciele.
9. Nieraz przychodzi mi ta myśl, że jak słońce taką ma siłę, że stojąc na niebie i nie ruszając się z miejsca, na wszystkie strony promienie swe rozsyła, tak również nie ma w tym nic niepodobnego, by dusza i duch, które tak samo są jedno jak słońce i jego promienie, ogrzane potęgą tego zapału, który zsyła na nie prawdziwe Słońce Sprawiedliwości, nie mogły jakim wyższym pierwiastkiem swoim wznieść się wyżej nad siebie. Może być, że sama nie wiem, co mówię. Ale cokolwiek bądź, to wiem i tak jest, że nie z taką szybkością pocisk za przyłożeniem zapału wybucha ze strzelby, z jaką we wnętrzu duszy zrywa się to, co (w braku odpowiedniejszego wyrazu) nazywam lotem. Lot ten, choć cichy i bez szmeru, tak przecież jest wyraźny i tak dotykalnie dusza czuje się nim porwana, że nie może to żadną miarą być złudzeniem. Dusza tu, o ile zdołam zrozumieć, całkiem wychodzi z siebie i w tym stanie wspaniałe ogląda rzeczy, jakie Bóg jej objawia. Gdy zaś wróci do siebie, czuje w sobie niewypowiedzianie wielkie z owego zachwycenia pożytki. Za nic już ma wszystkie rzeczy ziemskie, bo w porównaniu z tym, co oglądała, wydają jej się tylko błotem. Życie na tej ziemi odtąd ciąży jej jak brzemię nieznośne i w czym. się przedtem kochała, tym teraz się brzydzi. Snadź dlatego spodobało się Panu ukazać jej nieco ze wspaniałości tej krainy niebieskiej, w której ma zamieszkać — podobnie, jak ludowi izraelskiemu przed wejściem do Ziemi Obiecanej wysłańcy przynieśli bogate okazy urodzajności owej krainy (26) — aby łatwiej zniosła trudy tej uciążliwej drogi, mając przed oczyma ów kres błogosławiony, u którego znajdzie odpocznienie. Jakkolwiek więc mogłoby się komu zdawać, że z takiego zachwycenia w jednej chwili przemijającego, niewielka może być korzyść, w rzeczy samej jednak pożytki, jakie ono pozostawia w duszy, tak są niezmierne, że ten tylko zdoła je ocenić, kto ich sam na sobie doświadczył. (s.364)
10. Z tego też jasno się okazuje, że zachwycenia te nie są ani przywidzeniem wyobraźni, ani sprawą złego ducha. Przywidzenie jest tu wprost niepodobieństwem; zły duch zaś żadną miarą nie zdoła sprawić w duszy tego rodzaju widzeń i wrażeń, takie w niej dobre skutki działających, taki jej przynoszących pokój, pogodę ducha i postęp w dobrym, a szczególnie te trzy owoce, których tu dusza w bardzo wysokim stopniu dostępuje. Naprzód, wyższe poznanie wielkości Boga, bo w miarę bliższego i w szerszej mierze oglądania Jego doskonałości, dusza też coraz jaśniej poznaje Jego nieogarnioną piękność i wielmożność. Po wtóre, głębsze poznanie samej siebie i głębsza pokora, tak iż nie śmie już i oczu podnieść do nieba na wspomnienie, że ona, takie nędzne i niskie w porównaniu z takim wielkim Panem stworzenie, ważyła się kiedy bądź obrazić Jego, tylu cudownych rzeczy Stworzyciela. Po trzecie na koniec, stanowcze wszystkimi rzeczami tej ziemi wzgardzenie, o ile nie służą jej do tego jedynego celu, by mogła je obrócić na służbę i chwałę tego Boga tak wielkiego.
11. Te są klejnoty, które Oblubieniec na pierwsze zrękowiny daje swojej oblubienicy, a które ona, znając ich nieskończoną cenę, w sercu swym chowa. Bo i widzenia one głęboko pozostają w jej pamięci wyryte i sądzę, że niepodobna, by ich zapomniała kiedy, aż do dnia, gdy zacznie cieszyć się nimi na wieki. Chybaby sama z własnej i wielkiej winy swojej te klejnoty utraciła; ale Oblubieniec, jak ją nimi obdarzył, tak też mocen jest użyczyć jej łaski, aby się ustrzegła takiej nieszczęsnej utraty.
12. Niemałej więc, powtarzam raz jeszcze, jak i same już to widzicie, potrzeba tu odwagi. Niemały to, zaiste, przestrach dla duszy, gdy czuje prawdziwie, jakby się rozłączała z ciałem, gdy zmysły ją odchodzą, sama nie wie jak i dokąd. Odwagę tu potrzebną Ten tylko dać jej mocen, który daje i tę łaskę zachwycenia. Powiecie może, że przestrach ten dobrze się duszy opłaca. Na to i ja się zgadzam. Chwała i dziękczynienie na wieki niech będzie Jemu, który możny jest tak wielkie (s.365) rzeczy czynić, tak wielkie dary dawać stworzeniom swoim. Niechaj w boskiej łaskawości swojej i nam to dać raczy, byśmy były godne służyć Jemu, amen.
ROZDZIAŁ 6
Mówi o skutku opisanej w poprzednim rozdziale modlitwy, po którym poznaje się, czy ona jest prawdziwa, czy też zmamieniem tylko. — O innej jeszcze łasce, jaką Pan czyni tu duszy, aby Go tym więcej wysławiała.
1. Łaski te, tak wzniosłe, wzbudzają w duszy takie pragnienie posiadania już zupełnie Tego, który ją nimi obdarza, że życie zamienia jej się w mękę, choć męka to słodka. Z tęsknotą nieutuloną pragnie śmierci i ustawicznie błaga Boga ze łzami, aby ją zabrał z tego wygnania. Wszystko, co widzi i słyszy wokoło siebie, jest dla niej umęczeniem, jedna tylko samotność znaczną jej ulgę przynosi. Ale i tu niebawem ból ten wewnętrzny się wznawia i wszędzie jej towarzyszy. I tak nigdzie nasz biedny motyl nie może znaleźć sobie trwałego odpocznienia. Owszem, ten wciąż tlejący w niej ogień tęsknej miłości za lada powiewem, zdolnym go podniecić, na nowo płomieniem wybucha i duszę znowu unosi. Stąd też zachwycenia w tym mieszkaniu bywają bardzo częste i nie ma sposobu zapobieżenia im, chociażby przyszły przy świadkach. Za czym niebawem wszczynają się prześladowania i szemrania, które nie dają jej pokoju i wzniecają w niej strachy, którym ona, jakkolwiek by chciała, obronić się nie zdoła, bo wielu jest tych, którzy tak ją straszą, a między nimi szczególnie spowiednicy.
2. I choć z jednej strony, w najgłębszym wnętrzu swoim, czuje wielką pewność i otuchę, zwłaszcza gdy sama jest z Bogiem, z drugiej strony jednak wielki ma smutek, lękając się, czy istotnie diabeł jej nie zwodzi i czy zmamiona przez niego nie obraża tego Pana, którego nad wszystko miłuje. O szemrania i sądy ludzkie mało dba, ale bardzo ją boli, gdy spowiednik (s.366) ją nęka wyrzutami, jak gdyby tu była w czym winna. W tym udręczeniu nieustannie prosi wszystkich, aby się za nią modlili i Pana blaga, aby ją prowadził inną drogą, jeśli ta, jak wciąż jej mówią, jest tak niebezpieczna. Z tym wszystkim jednak, widząc, że tą drogą wielkie uczyniła w dobrym postępy i z tego, co czyta, słyszy i co jej oznajmują przykazania Boże mając pewność, że jest to droga, wiodąca do nieba, nie może, choćby chciała, wymóc tego na sobie, by nie pragnęła na niej pozostać i na tyle tylko zdobyć się zdoła, że zdaje się na wolę i zrządzenie Boga. Lecz i to, że nie potrafi pragnąć tego, co jej każą, dręczy ją, bo zdaje się jej, że przez to popełnia nieposłuszeństwo względem spowiednika, a ma to przekonanie, że właśnie tylko posłuszeństwo i chronienie się obrazy Bożej może ją obronić od niebezpieczeństwa zdrady i omamień złego ducha. I im mocniejsze widzi w sobie postanowienie raczej dać się porąbać na sztuki, niż świadomie popełnić jeden grzech powszedni, tym srożej to ją smuci, że snadź popełnia ich tyle mimo woli swojej.
3. Bóg daje tej duszy tak gorące pragnienie podobania Mu się we wszystkim, tak żywą bojaźń obrażania Go w czymkolwiek, choćby najmniejszą niedoskonałością, gdyby jej uniknąć zdołała, że dla tego już samego rada by uciekła od ludzi i szczerze zazdrości tym, którym kiedyś dane było, albo dziś jeszcze dane jest żyć na pustyni. A przy tym jednak chciałaby rzucić się w sam wir świata, czyby tam nie znalazła choć jednej duszy, którą by zdołała skłonić do wierniej szego służenia i gorliwszego oddawania chwały Bogu. I jeśli jest niewiastą, smuci się, że jako taka, będąc skrępowana, tej chęci swojej zadośćuczynić nie może i z zazdrością spogląda na mężów, którym wolno jest publicznie podnosić głos swój i swobodnie opowiadać wszystkim wielmożności tego wielkiego Boga i Pana Zastępów.
4. O biedny motylu, iż tylu więzami skrępowany, nie możesz ulecieć, kędy byś chciał! Zlituj się nad nim, Boże mój; daj folgę tej biednej duszy, aby już mogła choć w części jakiej spełnić na cześć i chwałę Twoją swe pragnienia. Nie zważaj na (s.367) niegodność jej ani na jej niskość! Wszechmogący jesteś, Panie, i na rozkaz Twój rozstępują się głębiny morskie i Jordan zatrzymuje się w biegu swoim, swobodne otwierając przejście synom izraelskim (27). Nie żałuj jej! Twoją mocą wsparta, zdoła ona wielkie wytrzymać utrapienia. Gotowa jest na nie, pragnie je wycierpieć, więc wyciągnij, Panie, możne ramię Twoje, nie dopuszczaj tego, by całe życie jej zejść miało na poziomych drobiazgach. Objaw w tym biednym niewieścim stworzeniu wielmożność Twoją, aby świat, widząc, że nie ma w tym żadnej własnej jej siły, Tobie samemu wszystką chwałę oddawał. A ją niech to kosztuje, ile chce, choćby to był koszt największy, bo tego tylko pragnie, gotowa tysiąc razy oddać życie swoje, aby choć jedna dusza za jej sprawą większą Tobie cześć i chwałę oddała. Za taką cenę wszelką ofiarę poczytywałaby sobie za zysk niezrównany, dobrze to rozumiejąc, że nie jest godna i najmniejszej rzeczy dla Ciebie ucierpieć, a cóż dopiero umrzeć dla chwały Twojej!
5. Po co i na jaki pożytek napisałam powyższe słowa? — Snadź sama nie wiedziałam, co piszę. Ale to wiedzmy, siostry, że takie są, bez żadnego wątpienia, skutki, jakie te zawieszenia czy zachwycenia po sobie zostawiają. Nie są to pragnienia przelotne; trwają one ustawicznie i przy każdej sposobności wypełnienia ich czynem okazuje się, że nie ma tu żadnego złudzenia. Dlaczego mówię, że pragnienia te trwają ustawicznie? — Bo bywają tu wprawdzie chwile małoduszności, kiedy dusza słania się po niższym poziomie i takie czuje w sobie wylęknienie, że nie miałaby, jak sądzi, odwagi do podjęcia najmniejszego trudu. W takich chwilach, jak sądzę, Pan pozostawia duszę samej sobie i własnemu jej przyrodzeniu, dla większego jej dobra. Wówczas bowiem widzi ona, że jeśli kiedy miała do czego odwagę, miała ją nie z samej siebie, ale jedynie z daru łaskawości Bożej. I w przenikającej poznania tego jasności sama w sobie się unicestwia i jaśniej jeszcze poznaje moc i dobroć Boga, który w takim nędznym stworzeniu (s.368) raczył je okazać. Ale najczęściej zwykły stan tej duszy taki jest, jak go wyżej opisałam.
6. Jedno tu, siostry, zważcie, że wielkie te żądze oglądania Pana taki nieraz ból gwałtowny sprawują, że nie należy zwiększać ich, ale raczej, o ile to rzecz możebna, myśl od nich odrywać. O ile to rzecz możebna, mówię, bo jest pewien rodzaj tych pragnień, o którym później mówić będę, którym oprzeć się nie można, jak o tym same się przekonacie. Ale pragnienia tego pierwszego rodzaju, o którym mówię obecnie, nieraz dadzą się stłumić. Rozum tu bowiem zupełnie jest swobodny, może więc uzgodnić się z wolą Bożą, i mówić, co mówił św. Marcin (28). Może także tę żądzę i tęsknotę swoją, zwłaszcza gdy ból z niej powstający bardzo się wzmaga, powściągnąć tą uwagą, że chociaż takie pragnienia bywają znakiem wysokiego już postępu w cnocie, kto wie, czy nie zły duch je wznieca, aby miała siebie za doskonałą i świętą. Uwaga to w każdym czasie bardzo pożyteczna, bo zawsze nam dobrze chodzić w bojaźni. Mam wprawdzie to przekonanie, że takiego pokoju i takiej swobody ducha, jakich dusza przy tym bólu doznaje, diabeł nie jest mocen sprawić. Pragnieniom przez niego wzbudzonym zawsze towarzyszyć będzie większe lub mniejsze wzburzenie namiętności, jakie zwykło powstawać w duszy w razie jakiego zmartwienia o rzeczy świeckie. Ale kto sam nie doświadczył jednego i drugiego, nie potrafi rozpoznać tej różnicy i poczytując sobie za rzecz wielką, będzie je, ile zdoła, podniecał, ciężką przez to wyrządzając sobie szkodę na zdrowiu. Bo ból, z tej tęsknoty powstający, jest nieustanny, albo przynajmniej bardzo często się wznawia.
7. I na to również zwróćcie uwagę, że cierpienia te nieraz bywają skutkiem słabej kompleksji, szczególnie u osób łatwo roztkliwiających się i za lada małym powodem gotowych do płaczu. Takim diabeł sto razy wmówi, że płaczą z wielkiej miłości Boga, choć łzy ich zupełnie z tego źródła nie płyną. (s.369) Owszem, jeśli to powtarza się przez czas dłuższy (że dusza taka za każdym najmniejszym słowem, jakie usłyszy, albo wspomnieniem o Bogu zaraz się rzewnymi łzami zalewa i powstrzymać ich nie umie), i płacze bez końca, bardzo być może, że raczej humory jakieś, nagromadzone około serca, tę obfitość łez wywołują, niżby je miała wyciskać siła miłości Bożej. Ale one, ponieważ słyszały, że dar łez jest łaską, nie tylko nie usiłują powstrzymać się od płaczu, ale raczej pobudzają się do łez ile zdołają. A diabeł zawsze tu wygrywa, bo płaczka taka tym ciągłym płakaniem swoim rychło, jak on tego pragnie, przywodzi siebie do takiego stanu zniemożenia, że już ani modlić się nie zdoła, ani Reguły zachować.
8. Widzę stąd, jak stajecie zdziwione z takim zapytaniem na ustach: cóż więc mamy począć, kiedy takie we wszystkim jest niebezpieczeństwo? I kiedy nawet taką rzecz dobrą, jaką jest dar łez, uważam za mogącą podlegać zmamieniu, czy nie jestem sama zmamiona? Być może, iż jestem w błędzie, ale wierzajcie, że mówię tu z własnego doświadczenia, bo niejedną widziałam taką. Nie powiadam, bym doświadczała tego na samej sobie, bo nie jestem bynajmniej tkliwa z natury; przeciwnie, serce tak mam twarde, że mi nieraz aż przykro. Niekiedy jednak, gdy wewnątrz ogień wielki zapłonie, z serca tego, choć tak nieużytego, sączą się łzy jak z alembiku. Takie łzy łatwo można poznać po skutkach; nie sprawują one żadnego wzburzenia w duszy, ale raczej przynoszą jej uspokojenie i pokrzepienie, a zdrowiu rzadko się zdarza, by zaszkodziły. Co do tamtych łez, tyle przynajmniej jest w nich dobrego, że ciału tylko szkodzą, a nie duszy (jeśli ta jest prawdziwie pokorna). Ale bez pokory nie będzie rzeczą nieużyteczną mieć je w podejrzeniu.
9. Nie sądźmy, by w sprawie naszego uświęcenia głównie chodziło o łzy, chodzi o to, byśmy rękę przykładały do dzieła i pracowały usilnie nad postępem w cnotach. O to jedno starać się powinniśmy; na ściąganie łez nie wysilajmy się. Przyjdą same, gdy spodoba się Bogu je zesłać; wtedy też zroszą one suchą rolę dusz naszych i wielki sprawią urodzaj, tym większy, (s.370) im mniej będzie naszego o nie starania. Ta jest woda z nieba na nas płynąca. Ta druga zaś, którą sami z utrudzeniem, jakby kopiąc w ziemi, wydobyć usiłujemy, nic z tamtą nie ma wspólnego, i nieraz, nakopawszy się aż do umęczenia, miasto spodziewanego zdroju, ani strumyczka nawet wody nie znajdziemy. Lepiej nam więc, siostry, zdaniem moim, trzymać się w obecności Pana i stawiać sobie przed oczy miłosierdzie i wielmożność Jego, a naszą niskość. On zaś niech daje nam, co Jemu się spodoba, wodę czy posuchę, jak zechce. Wie On lepiej niż my, czego nam potrzeba. Zdając się tak na wolę Jego, będziemy miały spokój i diabeł już nie tak łatwo znajdzie sposobność do zastawiania na nas swych sideł.
10. Niekiedy wśród owych wrażeń bolesnych zarazem i słodkich. Pan użycza duszy nadzwyczajnej modlitwy i pewnego, niepojętego dla niej rozradowania. Opiszę je tu dokładniej, abyście, gdyby Pan raczył wam udzielić tej łaski, czyniły Mu za nią dzięki należne i wiedziały zawczasu, co w tym stanie dzieje się w duszy. Rozradowanie to, o ile rzecz rozumiem, zasadza się na dziwnie bliskim zjednoczeniu władz duszy z Bogiem, tylko że tu pozostawia im, jak również i zmysłom, swobodę, aby mogły się cieszyć szczęściem swoim, choć same nie pojmują, co to jest, czym się cieszą i w jaki sposób tym szczęściem się cieszą. Może to się wydawać jakąś baśnią arabską, a przecież tak jest prawdziwie. Tak wielką tu i nieobjętą dusza się cieszy rozkoszą, że chciałaby cieszyć się nią nie tylko sama, ale opowiadać ją wszystkim, aby wszyscy pomagali jej chwalić Pana, jak do tego jedynie dąży wszystko pragnienie. O, jakie by gody wyprawiała, gdyby to było w jej możności, jakie by na wszystek świat zawodziła okrzyki radości, aby wszystkim była wiadoma ta rozkosz, w którą opływa! Jak on syn marnotrawny, gdy wreszcie do domu ojca powrócił, i ona ma to uczucie, jakby została odszukana, jakby sama siebie znalazła. I jak on ojciec odzyskanego marnotrawcy, rada by zwołała wszystkich i wielką ucztę im zastawiła (29), aby się z nią cieszyli, iż w takim bezpiecznym znalazła się schronieniu (s.371) Bo pewna tego jest i najmniejszej o tym nie może mieć wątpliwości, że zupełnie jest w tej chwili przynajmniej zabezpieczona od złego. I, zdaniem moim, ma słuszność, taka bowiem wielka radość i rozkosz, jaką czuje w najgłębszym wnętrzu jestestwa swego, taki przy tym pokój i takie pragnienie wysławiania Boga, niepodobna, by mogło pochodzić od ducha złego.
11. Niemałej i niełatwego przezwyciężenia siebie wymagającej rzeczy dusza dokaże, jeśli pod takim niepowstrzymanym nawałem wewnętrznego rozradowania zdoła milczeć i ukryć w sobie to, co w niej się dzieje. Takie snadź rozradowanie czuł w sobie św. Franciszek, gdy chodził po błoniach i polach wielkim głosem wołając, a napadnięty przez zbójców oznajmił im, iż jest heroldem wielkiego Króla. Czuło je tylu innych świętych, którzy chronili się na puszczę, aby życiem swoim umartwionym takimiż być, jak św. Franciszek, heroldami Pańskimi i głośno oznajmiać, już nie ludziom, ale skałom, zwierzętom i niemym stworzeniom chwałę Boga swego. Tak czynił i on święty — świętym go zowie, bo znając życie jego, przekonana jestem, że nim był — Piotr z Alkantary. A ludzie, słysząc go tak w miejscach bezludnych wołającego, naśmiewali się z niego i brali go za szalonego. O, jakież to, siostry, szczęśliwe i pożądane szaleństwo! Oby Bóg wszystkim nam użyczyć go raczył! A dla was ileż to łask zawiera się w tej jednej łasce, jaką Pan wam uczynił, że ukrył was w tym świętym schronieniu! Tu, jeśliby się spodobało Panu uszczęśliwić was darem tego rozradowania, bezpiecznie możecie je objawiać. Tu w takich chwilach czeka was życzliwe uznanie i poparcie, nie pośmiewiska i obmowy, jakie by was spotkały na świecie, tak mało przywykłym do podobnego sposobu ogłaszania chwały Bożej, iż nie dziw, że na nim ostrzy złośliwy swój język (30). (s.372)
12. O, nędzne to życie, o, nieszczęsne to czasy, w których nam żyć przypadło! Szczęśliwa zaiste ta dusza, której się dostała w udziale ta cząstka najlepsza, że mogła uchylić się od tego świata i żyć daleko od niego! Nieraz, gdy jesteśmy razem zebrane, niewypowiedzianą mam pociechę patrząc na was, siostry, i widząc tę wielką waszą radość wewnętrzną, z jaką każda wedle możności dzięki czyni Panu, iż ją przywiódł do tego klasztoru. Widzę tę radość waszą, bo rzecz widoczna, że wszystkie te dziękczynienia wynikają z wnętrza, z głębi dusz waszych. Rada bym jak najczęściej widziała w was te oznaki radości, dość, by jedna zaczęła, a tym samym pobudzi i drugie. Jakiż może być lepszy z języka waszego użytek, jaki odpowiedniejszy przedmiot rozmów waszych, gdy jesteście razem, nad ten, byście wspólnie chwaliły Pana, kiedy tyle mamy do chwalenia Go powodów?
13. Niechaj On w boskiej łaskawości swojej często nas darzy tym rodzajem modlitwy tak bezpiecznym, a tak dla duszy korzystnym. Niech nas nim darzy, bo to jest łaska w wysokim stopniu nadprzyrodzona, o własnych siłach nabyć jej nie zdołamy. Stan taki trwa nieraz dzień cały. Dusza wówczas chodzi jakby na wpół pijana, na podobieństwo człowieka, który obficie trunków zażył, ale nie do tego stopnia, by przytomność i zmysły utracił; albo jak melancholik, który nie całkiem odszedł od zmysłów, ale zostaje pod wrażeniem jednej myśli, która mu utkwiła w wyobraźni i nikt mu jej z głowy wybić nie może.
Niezręczne to porównanie na objaśnienie łaski tak wzniosłej, ale i umysł mój tępy i nic lepszego wynaleźć nie umie. Ale tak jest, jak mówię, że pod wpływem tego rozradowania dusza tak zapomina o wszystkim i o samej sobie, że nic innego nie widzi i nic innego mówić nie potrafi, jeno to, co samo z tego jej rozradowania wytryska, to jest uwielbienie Boga.
Łączmy się, córki moje, łączmy się wszystkie z tą duszą i wspólnie pomagajmy jej chwalić Pana. Na co nam chcieć być od niej mędrszymi? Jaka może być dla nas większa pociecha? Owszem, i wszystkie stworzenia wzywajmy do wspólnego z (s.373) nami dziękczynienia, niech wszystkie z nami i przez nas wielbią i sławią Stworzyciela swego na wieki wieczne, amen, amen, amen.
(13) Twierdza IV, 3, 11-12; VI, 3, 10.
(14) Życie, r. 20 (por. Sprawozdanie 5).
(15) Twierdza VI, 2, 4. Słowa: “Oczywiście, z tym że się pierwej do tej łaski przysposobiła przez te środki, jakie Kościół przepisuje”. Święta zanotowała na marginesie autografu dla uniknięcia przewrotnych interpretacji. — Ludwik z Leonu, który w swoim wydaniu Pism postanowił bronić prawowierności terezjańskiej, włączył do tekstu autobiograficzną notatkę Świętej (s. 156). To samo czynili wszyscy późnie wydawcy.
(16) Rdz 28, 12.
(17) Wj 3, 2.
(18) Jadąc z Salamanki do Segowii na fundację klasztoru, odwiedziła Święta księżnę w jej pałacu w Alba dc Tormes. Było to w pierwszych miesiącach 1574 r. Zob. Księga fundacji 21,1-2.
(19) Przp 3, 2 (por. V, l, 12).
(20) J 9,6-7.
(21) Życie 31, 13; chodzi oczywiście o nią samą.
(22) O tym samym mówi Święta w Życiu 20, l; 18, 7 i w Sprawozdaniu 5, 10. Mistycy ze świętym Tomaszem twierdzą to samo, co tu św. Teresa mówi o zachwytach, ekstazach, locie ducha itd.
(23) R. 2, 2 n.
(24) Aluzja do Łk 12, 48; myśl często przez Świętą powtarzana w odniesieniu do wylania łask mistycznych przez nią otrzymywanych (por. Twierdza I, l, 8).
(25) Otrzymała św. Teresa tę łaskę prawdopodobnie w Sewilli, około 1575 roku; zob. Sprawozdanie 57.
(26) Lb 13, 18-24.
(27) Wj 14, 21-22; Joz 3, 13.
(28) “Panie, jeśli jeszcze Twemu ludowi jestem potrzebny, nie wzbraniam się od trudu, bądź wola Twoja!” (oficjum brewiarzowe św. Marcina, biskupa turońskiego); por. Wołania 15, 2.
(29) Łk 15, 22.
(30) Mówi tu św. Teresa ogólnie, że w klasztorze łatwiej znajduje dusza zrozumienie w swych porywach świętości. W poszczególnych bowiem wypadkach niektórzy święci wiele ucierpieli i w klasztorach z powodu łask nadzwyczajnych, jakich Bóg im udzielał, jak np. św. Maria Małgorzata Alacoque, św. Gerard Majela i inni.